Brytyjska firma Allen & Heath ma już długą i niezwykle bogatą historię — powstała bowiem w 1968 roku, a jej założycielami byli Andy Bereza i Stephen Batiste, zaś w jej rozwoju istotną rolę odegrali także Ivor Taylor i Andrew Stirling. Odegrała również niezwykle ważną rolę we wprowadzaniu na rynek cyfrowych konsolet i dziś urządzenia z logiem tej marki są standardem zarówno w przypadku koncertów, realizacji live, jak i w studiach. W 2014 roku pojawiła się pierwsza generacja kompaktowych mikserów Qu, które od razu zdobyły uznanie zarówno dzięki dostępności cenowej, jak i wysokiej jakości oraz wyjątkowo przyjaznemu interfejsowi, dzięki czemu nawet osoby po raz pierwszy zasiadające przy cyfrowej konsolecie niemal z marszu były gotowe do pracy.

W maju 2025 roku firma ogłosiła wprowadzenie na rynek nowej generacji Qu, która filozofię przyświecającą tym mikserom przenosi na jak najbardziej współczesną technologię. Słowa „walk up and mix” doskonale oddają to, co tak cenią użytkownicy — łatwość obsługi, intuicyjność interfejsu, który od razu podpowiada, co się gdzie znajduje i jak sobie z tym poradzić. Nowa seria składa się z trzech modeli oznaczonych liczbami 5, 6 i 7, w istocie będących tym samym, lecz w różnych rozmiarach. Korzystają z silnika FPGA i DEEP Processing, oferując próbkowanie z częstotliwością 96 kHz — każdy z nich ma tę samą liczbę wejść, czyli 38, przy czym 32 kanały są monofoniczne (z możliwością linkowania), zaś 3 — stereofoniczne. Mamy do dyspozycji 12 miksów, 4 matryce, a także 6 silników efektów (z powrotami). Choć przed chwilą napisałem, że modele są trzy, tak naprawdę wypadałoby podać liczbę sześciu, bowiem każdy ma swój wariant z literą D, posiadający wbudowany interfejs Dante (16×16 48/96 kHz). I tu istotna uwaga — jeśli uważamy, że Dante w tym momencie niekoniecznie jest nam potrzebne, ale niemal na pewno stanie się takim w niedalekiej przyszłości, lepiej od razu zakupić model D, bowiem ten interfejs nie jest opcją, którą można dokupić i dodać do modelu bez D w nazwie.

Konsoleta z boku przypomina nieco leżącą literę „L”, dzięki czemu panel jest komfortowo uniesiony w stronę użytkownika.

Czym różnią się między sobą miksery nowej generacji?
Czym zatem różnią się między sobą miksery nowej generacji, skoro ich serce i liczba kanałów są takie same? Rozmiarem — najmniejszy Qu-5 (także Qu-5D) wyposażono w 16 tłumików wejściowych i jeden tłumik miksu (oczywiście zmotoryzowanych), 16 wejść analogowych w postaci gniazd Combo (XLR/TRS) oraz 12 wyjść analogowych (XLR). Qu-6/Qu-6D ma w sumie 25 tłumików, 24 wejścia i 16 wyjść analogowych, podczas gdy największy z modeli, Qu-7/Qu-7D, ma 33 tłumiki, 32 wejścia i 20 wyjść. Wszystkie wyposażono w port SLink, który służy do podłączenia rozszerzeń wejść i wyjść z całej gamy urządzeń rodziny Everything I/O. Dzięki temu możemy zwiększyć liczbę analogowych gniazd aż do pełnej liczby kanałów miksera, zaś samo rozszerzenie może znajdować się w pewnej odległości od konsolety — stosownie do konkretnych potrzeb.

Komplet gniazd na tylnej ściance miksera

Ponadto omawiane miksery oferują wbudowany interfejs audio USB-C (32×32), dzięki któremu możemy nagrywać materiał bezpośrednio na ścieżkach posiadanego programu DAW. Jest także slot na kartę SDHC, bowiem możemy dokonać wielościeżkowej rejestracji (do 32 ścieżek w formacie WAV) materiału w samej konsolecie, co jest niezwykle wygodne w wielu sytuacjach — choćby gdy chcemy nagrać materiał podczas koncertu, prób zespołu itp. Nie musimy angażować dodatkowych urządzeń ani komputera; wszystko załatwi nam Qu. Dostępne jest także nagrywanie (i odtwarzanie) materiału stereofonicznego na pendrive’ie włożonym do gniazda USB-A.
Nowa generacja konsolet Allen & Heath Qu nawiązuje wyglądem do swoich poprzedników: z boku przypomina położoną literę L, dzięki czemu panel jest nachylony do użytkownika, a wszystkie elementy są dostępne i doskonale widoczne. Z punktu widzenia ergonomii taki design to strzał w dziesiątkę. Gdy jednak mówimy o nowych modelach, trzeba mieć na uwadze jedno — i to jest dobra wiadomość — że choć korzystają one z filozofii oraz rozwiązań poprzedników i są równie przyjazne w użytkowaniu, w istocie mamy do czynienia z zupełnie nowymi urządzeniami, zbudowanymi w oparciu o najnowszą technologię. Konstruktorzy zajęli się wszystkim od nowa, by stworzyć produkt spełniający oczekiwania współczesnych użytkowników.

Panel miksera jest bardzo czytelny; na pierwszy plan wysuwają się zmotoryzowane fadery oraz duży wyświetlacz główny. (fot. D. Mazurowski)

Kluczowe wyposażenie
Kluczowe jest wyposażenie konsolet w silnik FPGA, pracujący z próbkowaniem 96 kHz. Mamy integrację z DAW za pomocą portu USB, oferującego pracę 32-kanałową, jest także postulowany od dawna przez użytkowników interfejs Dante. Kolejną niezwykle ważną i cenną rzeczą jest wykorzystanie procesora DSP XCVI, a zatem i DEEP Processing — mamy więc na pokładzie wtyczki znane z topowej serii dLive, oferujące doskonałą jakość i pozwalające na uzyskanie optymalnych rezultatów.
Dostępne są znane już z innych modeli funkcje Gain Assistant i Feedback Assistant, które bardzo ułatwiają pracę i przyspieszają wiele spraw — w pierwszym wypadku automatycznie dopasowując poziomy sygnałów, by uzyskać pożądany efekt. Bywa bowiem i tak, że mamy już w zasadzie wszystko przygotowane, zapisaną scenę do konkretnego projektu, ale dochodzi do pewnych zmian sprzętowych — będzie się grało to samo, ale z nieco innymi mikrofonami (o innej czułości) itd. Gain Assistant szybko pomoże rozwiązać ten problem i dopasować nowy sprzęt do istniejących ustawień: automatycznie określi poziomy, eliminując ryzyko przesterowania wejść. Z kolei Feedback Assistant aktywuje filtry (do 16 na tor sygnałowy), które wytną pasma stwarzające ryzyko wystąpienia sprzężeń — co będzie bardzo przydatne w przypadku zastosowań koncertowych, zwłaszcza z odsłuchami scenicznymi i dużą liczbą mikrofonów. Nowe, jeszcze lepsze są przedwzmacniacze mikrofonowe, poprawiono też (i tak znakomitą) ergonomię, a nad tłumikami pojawiły się dodatkowe wyświetlacze. Do dyspozycji są cztery warstwy tłumików, definiowane przez użytkownika, więcej przycisków SoftKeys, udoskonalony routing sygnałów i wreszcie opracowany na nowo, dotykowy ekran główny.
Trzeba też wspomnieć o bardzo wygodnych, ułatwiających pracę aplikacjach do zdalnego sterowania — Qu MixPad pozwala na edycję ustawień z poziomu tabletu, z którym możemy stanąć w dowolnym miejscu sali koncertowej i, słuchając dźwięku, doprecyzować każdy detal. W chwili pisania tego artykułu dostępne były wersje na Androida i iOS, a w przygotowaniu także dla komputerów z systemami Windows i macOS. Druga aplikacja, Qu4You, przeznaczona na smartfony (z Androidem lub iOS), dedykowana jest muzykom i pozwala im na ustalenie ze sceny ich indywidualnego miksu monitorowego.

Nowością w tej generacji Ou są wyświetlacze umieszczone nad tłumikami, które informują, jaką funkcję pełnią one w danej chwili. (fot. D. Mazurowski)

Qu-5D
Poznaliśmy już wiele szczegółów dotyczących nowej generacji Qu, pora zatem nieco bliżej przyjrzeć się konkretnemu jej przedstawicielowi. Otrzymałem do testów model Qu-5D, więc na nim się skupię, choć tak naprawdę wszystko, co napiszę poniżej, odnosi się także do innych modeli — mających po prostu więcej gniazd i tłumików. Piątka ma jeszcze jedną, szczególną cechę: może być zamontowana w ramie/szafie rackowej, bowiem szerokość konsolety odpowiada rozmiarowi tego standardu. Producent oferuje opcjonalny zestaw montażowy.
Allen & Heath Qu-5D już na pierwszy rzut oka robi doskonałe wrażenie — widać, że jakość wykonania i zastosowanych komponentów jest dla producenta bardzo ważna. Wszystko jest solidne, nie ma żadnych chwiejących się elementów ani czegoś, co po latach użytkowania zacznie sprawiać problemy. Dominującym materiałem obudowy jest wyprofilowana stal, sprawiająca, że konsoleta wygląda na bardzo solidną. I choć w przypadku profesjonalnego sprzętu do pracy z dźwiękiem nie jest to cechą pierwszoplanową, wzornictwo jest bardzo udane, a zawsze milej pracuje się z czymś, co po prostu dobrze wygląda.
Panel główny jest bardzo czytelny i dość szybko zorientujemy się, gdzie znajdują się główne elementy i jak się nimi posługiwać. Z wyjątkiem gniazda słuchawkowego oraz portu USB-A wszystkie wejścia i wyjścia znajdują się na ścianie tylnej — a że mikser, o czym już wspomniałem, ma z boku formę leżącej litery L, ściana ta ma dość dużą powierzchnię i wszystko bez trudu się zmieściło. Wbrew pozorom to dość ważne, bowiem gdy chcemy na przykład wyciągnąć wtyczkę któregoś ze środkowych kanałów, nie musimy przebijać się przez gąszcz innych kabli.

Model Ou-5D ma wbudowany interfejs Dante 16×16 48/96 kHz. (fot. D. Mazurowski)

Górny rząd gniazd to 16 analogowych wejść w postaci Combo, pod nimi mamy 12 wyjść XLR, a także dwa wejścia stereo, wyjścia ALT (A i B), wyjście AES, jak również gniazdo na przełącznik nożny. Na tej samej wysokości co wejścia znajdziemy także gniazdo mikrofonu do obsługi funkcji talkback. W prawym górnym rogu umieszczono gniazdo do podłączenia lampki, slot na kartę SDHC oraz gniazdo USB-C. W dolnej części znajdziemy łącza sieciowe, Dante i SLink, a także gniazdo na kabel zasilający oraz włącznik. Z tyłu umieszczono także slot na zabezpieczenie Kensington Lock.
Naprawdę dobrze prezentuje się to, z czym użytkownik konsolety będzie miał najczęściej do czynienia — wszystko jest bardzo czytelne i umieszczone w odpowiedniej odległości od innych elementów. Bardzo przyjemne są zmodernizowane tłumiki: poruszają się cicho, dość lekko, a ich skok jest relatywnie duży, dzięki czemu można precyzyjnie ustawiać poziomy. Tłumików kanałów wejściowych jest 16 i pogrupowano je po cztery — nad każdą czwórką znajduje się podłużny wyświetlacz, który prezentuje różne informacje, w tym także to, co aktualnie przypisane jest do danego kanału, dzięki czemu nie sposób się pomylić.
Przed chwilą wspomniałem, że tłumiki mają cztery warstwy, aktywowane przyciskami znajdującymi się w lewym dolnym rogu — jak większość przycisków Qu-5D są one podświetlane, więc zawsze widzimy, którą warstwę mamy „na wierzchu”. Pomagają one zorganizować naszą pracę i pogrupować zadania — warstwy są definiowalne przez użytkownika, więc w najprostszym wariancie jedna może zawierać wejścia od 1 do 16, kolejna od 17 do 32 itd. Albo też inaczej: pierwsza — wejścia na poszczególne kanały, druga — wysyłki, kolejna — powroty, a czwarta na przykład wysyłki do monitorów, poszczególnych wyjść itd. Za jednym przyciśnięciem przechodzimy do innego bloku zadań, co od razu pojawia się także na umieszczonych nad tłumikami wyświetlaczach. Warstwom można także przypisać grupy — możliwości jest wiele, wszystko zależy od naszych potrzeb i preferowanego sposobu pracy. Każdy kanał ma przyciski Mute, Sel (wybór do edycji) oraz PAFL (czyli odsłuch przed, względnie po tłumiku). Pionowo, z prawej strony, mamy przyciski czterech efektów (FX 1–4) oraz 12 miksów (Mix 1–12). Nad nimi znajdziemy gniazdo słuchawkowe z potencjometrem poziomu.

Parametry można ustawiać dotykowo na ekranie, ale także za pomocą enkoderów; na zdjęciu widać te przeznaczone do regulacji korektorów. (fot. D. Mazurowski)

Najbardziej rzucającym się w oczy elementem w górnej części panelu jest oczywiście ekran. Bardzo czytelny, dobrze prezentujący wszystkie funkcje i parametry — zresztą w miłej dla oka postaci graficznej. I, co szczególnie ważne, ekran jest dotykowy, a przy tym bardzo precyzyjny. Wiele rzeczy ustawimy właśnie w ten sposób; szczególnie podoba mi się na przykład manipulowanie korektorem — jest bardzo intuicyjne i wygodne. Po lewej stronie ekranu mamy 12 enkoderów (po trzy w czterech kolumnach), które odpowiadają ustawieniom korektora: cztery pasma, a w każdym jego szerokość, częstotliwość i poziom (podbicie/tłumienie). Można więc szybko określić krzywą, przesuwając palcem po ekranie, a ustawienia doprecyzować za pomocą enkoderów — jak komu wygodnie. Nad nimi znajdują się zresztą cztery kolejne, przypisane przedwzmacniaczowi, filtrowi górnoprzepustowemu, bramce i kompresorowi. Osobny enkoder służy do ustawiania panoramy wybranego źródła. I wreszcie ostatnie z pokręteł, o wyraźnie większej gałce, służy do wprowadzania danych. Działa to w ten sposób, że dotykamy na ekranie interesujący nas parametr (prezentowany w postaci wirtualnego potencjometru albo jako liczba), a następnie ustawiamy enkoderem pożądaną wartość. Podkreśliłbym tutaj, że wszystkie pokrętła stawiają pewien opór — nie obracają się przesadnie lekko, co jest dużą zaletą, bowiem ułatwia precyzyjne wprowadzanie wartości.
Sześć przycisków SoftKeys znajduje się po lewej stronie ekranu, pod nim zaś — szereg innych, aktywujących na przykład funkcje routingu, mierniki, efekty, sceny, ustawienia itp. Raz jeszcze to napiszę — organizacja panelu jest bardzo logiczna i nawet bez zaglądania do instrukcji od razu można się łatwo zorientować w strukturze konsolety. A przecież — co zresztą jest typowe dla zaawansowanych urządzeń cyfrowych — ogromna część potencjału Qu-5D kryje się w menu edycyjnym. Dobra organizacja elementów na panelu ma wiele zalet, także tę, że szybko zapamiętujemy ich rozmieszczenie i jesteśmy w stanie pracować nawet, nie patrząc na opisy enkoderów i przycisków. Zwłaszcza że zdarzają się przecież sytuacje, gdy musimy działać przy bardzo słabym oświetleniu, bo takie na przykład są wymogi wydarzenia.

Obsługę konsolety znacząco ułatwia czytelny ekran dotykowy. (fot. D. Mazurowski)

Wielką zaletą cyfrowych mikserów jest to, że są platformą — swego rodzaju hostem — który może oferować dużą elastyczność, pozwalać na korzystanie z bogatej gamy efektów, które poniekąd działają jak wtyczki w przypadku DAW. Nie musimy bowiem mieć fizycznie istniejących układów elektronicznych korektora czy jakiegokolwiek innego efektu, gdyż wszystko jest realizowane przez DSP, a rzeczone efekty są narzędziami wirtualnymi. Konsolety serii Qu nie są tu wyjątkiem, oferując mnóstwo narzędzi do przetwarzania dźwięku — zarówno na wejściach, jak i na wyjściach. Naciskając przycisk Processing, przechodzimy do ekranu wybranego kanału i możemy ustawić parametry bramki, korektora i kompresora. Nie wdając się w szczegóły, są to bardzo dobrze opracowane algorytmy efektowe, rezultat ich działania brzmi znakomicie, ale to wydaje się oczywiste, gdy mówimy o sprzęcie Allen & Heath. Jak już wspomniałem wcześniej, ustawienia wprowadzamy na ekranie dotykowym albo za pomocą enkoderów. Obsługa jest zatem naprawdę prosta.
Efektów jest zresztą znacznie więcej: nie brak pogłosów, delayów, algorytmów modulacyjnych. Ich szczegółowe omówienie zajęłoby wiele miejsca i nie wydaje się, by było konieczne. Wszystkie efekty są naprawdę wysokiej jakości. W tym miejscu jednak należy zwrócić uwagę na jedno — kupując dowolny mikser serii Qu, otrzymujemy go z podstawowym pakietem efektów, a zatem z bramką, korektorem, kompresorem, pogłosami itd. Rejestrując się na stronie producenta, otrzymujemy za darmo emulację lampowego przedwzmacniacza (Tube Stage Preamp), ale wiele innych efektów należy osobno dokupić, jak choćby te z kolekcji DEEP. Tutaj każdy może sobie wybrać potrzebne mu efekty i zainstalować je w konsolecie, indywidualizując urządzenie pod kątem własnych potrzeb.
Allen & Heath Qu-5D, jak zresztą wszystkie konsolety z tej serii, oferuje bardzo elastyczny routing, konfigurację ustawień i wiele innych funkcji, dzięki którym szybko dostosujemy urządzenie do konkretnych potrzeb. Co więcej, ta elastyczność sprawi, że znakomicie odnajdzie się ono w wielu sytuacjach — w studiu podczas nagrywania płyty, w sali prób podczas przygotowań do koncertu, jako konsoleta FOH, monitorowa czy wielośladowy rejestrator. Kompaktowe rozmiary sprawiają, że jest to rozwiązanie mobilne, a faktyczne możliwości są znacznie większe, niż wskazywałyby na to sam panel czy liczba fizycznych tłumików.

Qu jest bardzo dobrą propozycją, ponieważ za rozsądne pieniądze oferuje najwyższą jakość i jest bardzo wszechstronny. (fot. D. Mazurowski)

Podsumowanie
Allen & Heath wykonał dobrze przemyślany i przygotowany ruch, wprowadzając na rynek następców tak cenionej i lubianej serii Qu. Pod każdym względem nowocześniejszych, lepszych, z większymi możliwościami. I jeszcze bardziej przyjaznych, intuicyjnych w obsłudze. To wszystko, w połączeniu z wyjątkową jakością brzmienia, sprawia, że właściwie już od początku są skazane na sukces. Sprawdzą się w każdej roli — w studiu, jako konsolety FOH, monitorowe itd. Mogą być składnikiem mobilnego sprzętu obsługującego jeden, konkretny zespół czy solistę, ale także wyposażeniem studia nagrań lub sali prób. Także jako stacjonarna konsoleta w teatrze, sali koncertowej czy innych tego typu miejscach. Zainteresują również firmy rentalowe, bowiem nie każde wydarzenie wymaga użycia naprawdę dużego stołu — dobrze zatem mieć w zanadrzu coś mniejszego. Dla mniejszych firm seria Qu jest bardzo dobrą propozycją, ponieważ za rozsądne pieniądze oferuje najwyższą jakość i pozwala obsłużyć niejedną imprezę. Zespoły, które wyposażą się na własne potrzeby w taką konsoletę, mogą zabierać ją na koncerty, pracować na niej we własnym studiu, a w przypadku dużego wydarzenia umieścić w riderze na przykład większą dLive i bez problemu przenieść swoje brzmienie oraz ulubione efekty na dużą scenę.
Nowe miksery cyfrowe pokazują, że są dziełem producenta o ogromnym doświadczeniu i przykładającego dużą wagę do jakości. To w pełni dojrzałe urządzenia do najbardziej wymagających zadań. Nie będę zatem zdziwiony, jeśli za jakiś czas będę je spotykał w wielu miejscach, bowiem są nadzwyczaj interesującą propozycją dla szerokiego grona użytkowników.

Tekst: Dariusz Mazurowski, Muzyka i Technologia