Solid State Logic, czyli w skrócie SSL, to jedna z tych marek, których osobom z branży muzycznej, czy szerzej mówiąc – pro audio – raczej przedstawiać nie trzeba. Działa od 1969 roku, siedzibę ma Begbroke w hrabstwie Oxfordshire i nieodłącznie kojarzy się z długą listą produkcji odgrywających kluczową rolę w muzyce XX i XXI wieku. Zdefiniowała coś, co bywa określane jako „brytyjskie brzmienie”, tak pożądane przez wielu muzyków i realizatorów. I tu ciekawostka, otóż już 30 lat temu magazyn Billboard opublikował raport „Studio Action Chart”, według którego ponad 80% singli zdobywających pierwsze miejsca list przebojów zostało nagranych za pomocą konsolet SSL. Firma przez lata budowała swoją reputację w świecie technologii analogowej, doskonale odnalazła się także w cyfrowej rzeczywistości. I do dziś oferując produkty zarówno analogowe, jak i cyfrowe, odpowiadając na oczekiwania współczesnych użytkowników.

SSL przez lata wyrobił sobie renomę producenta wielkoformatowych konsolet najwyższej jakości.

W tym artykule zajmiemy się dwoma, stosunkowo nowymi produktami, określanymi mianem channel strip, czyli SSL Revival 4000 oraz SSL Super 9000, skupiając na ich praktycznych zastosowaniach w warunkach studyjnych. By jednak w pełni zrozumieć czym one są i co sprawia, że są tak wyjątkowe, trzeba na chwilę nieco cofnąć się w przeszłość. W latach 70. SSL wprowadził na rynek pierwsze modele analogowych konsolet SL 4000 i tym samym wyznaczył nowe standardy wielkoformatowych mikserów. W 1976 roku dodano automatyzację tłumików i programowalne, automatyczne lokalizowanie określonych punktów taśmy magnetofonowej. Tor sygnałowy pojedynczego kanału, zbudowany w oparciu o komponenty najwyższej jakości, pozwala na optymalną rejestrację dowolnego materiału. Konstrukcję udoskonalano, zaś w 1995 roku na rynek trafiła nowa generacja analogowych konsolet – SL 9000 J, która wykorzystywała tor sygnału bez kondensatorów, co pozwoliło uzyskać doskonały dźwięk, przy skrajnie niskich zniekształceniach. Współcześnie wiele produkcji przebiega w nieco inny sposób, niż te 30, czy więcej lat temu – nie zawsze konieczne jest korzystanie z wielkoformatowych konsolet, zdarzają się studia w ogóle ich pozbawione i oparte na interfejsach audio z dużą liczbą wejść i wyjść. Jednak zawsze czymś bardzo cennym jest wysokiej jakości tor audio – producenci wyszli naprzeciw tym potrzebom oferując rzeczone channel strips – są to jakby pojedyncze kanały wejściowe (jak w dużych konsoletach), z całym zestawem narzędzi do obróbki dźwięku. Przy czym takie rozwiązania oferowane są zarówno w postaci wtyczek, jak i urządzeń – jak w przypadku omawianych modeli SSL. Nie będziemy tu w ogóle podejmować rozważań, które z tych rozwiązań jest lepsze, bo takie pytanie mija się z celem. To kwestia sposobu pracy, indywidualnych preferencji – w każdym wypadku można uzyskać doskonałe efekty, a kluczowe są tu umiejętności, doświadczenie i dobre ucho.

SSL Super 9000 i Revival 4000

Podsumowując wstęp – omawiane w tym artykule urządzenia odtwarzają w nowoczesnej postaci tory wejściowe konsolet serii 4000 (Revival 4000) oraz 9000 (Super 9000), oferując ich charakterystykę brzmieniową, funkcje itp. By nie pozostawić żadnych wątpliwości – oba są analogowe. Oba mają postać modułów rack o wysokości 1U, z typowym dla SSL designem i kolorystyką, a także najwyższą jakością wykonania. Monofoniczny tor sygnałowy zawiera praktycznie wszystko, co będzie nam potrzebne, by nagrać dowolny materiał – czy to za pomocą mikrofonu, czy wejść liniowych. Podkreślę tu jedną kwestię – tory są monofoniczne, zatem chcąc dokonywać jednoczesnych nagrań na więcej śladów, musimy posiadać odpowiednią liczbę takich urządzeń. Można je połączyć za pomocą kabla TS/TRS i gniazd sidechain, co sprawi, że pokładowe kompresory będą ze sobą sparowane.

Revival 4000 odtwarza brzmienie konsolet SL 4000 z początku lat 80., nawiązując przy tym do układów elektronicznych konsolet serii B i E.

Revival 4000 odtwarza zatem brzmienie konsolet SL 4000 z początku lat 80. Nawiązując do układów elektronicznych konsolet serii B i E. Urządzenie wyposażono w transformatorowy, symetryczny przedwzmacniacz mikrofonowy Jensen JT-115K-E z serii E, de-esser z serii B, sekcję dynamiki VCA w klasie A (przejętą z konsolet serii E), a także czteropasmowy korektor parametryczny z filtrami górnoprzepustowymi i dolnoprzepustowymi oraz przełączanym pokrętłem Brown/Black. Ponadto model ten posiada gniazdo insertowe, pozwalające na podłączenie innego procesora, w celu dalszego przetwarzania dźwięku – możliwe jest także wykorzystanie funkcji sidechain. Premap Jensen JT-115K-E gwarantuje bardzo czysty, klarowny dźwięk, podczas gdy sekcja De-Esser zawiera w sobie oryginalny układ z kompresora/limitera 4000 B, oferując współczynnik 10:1, filtr górnoprzepustowy (7 kHz) pozwalając na aktywowanie kompresji przez sybilanty, co skutkuje naturalnym dźwiękiem, bez przesadzonej i syczącej góry w partiach wokalnych, czy też perkusyjnych. Także konstrukcja kompresora i bramki wywodzi się wprost z serii E, dysponując detektorem RMS sidechain, czy oryginalny układ VCA. Sterowanie pozwala ominąć krzywą soft-knee, aktywować tryb szybkiego ataku, przełączać między logarytmiczną lub liniową krzywą wybrzmienia itd. Z kolei 4-pasmowy korektor parametryczny oferuje dwa warianty – klasyczną wersję 4000 E, znaną jako Brown Knob oraz równie cenioną Black Knob. Dodajmy, że ta druga, układ 242, powstała w 1983 roku, we współpracy z George’em Martinem, z myślą o konsolecie dla słynnego studia AIR. Pozwala na szersze zakresy tłumienia i wzmocnienia (±18 dB w porównaniu z ±15 dB), ma także udoskonaloną reakcję sterowania i filtr górnoprzepustowy o odcięciu 18 dB/oktawę. Na pokładzie mamy także filtry półkowe (LP i HP) o tłumieniu 6 dB/oktawę, z możliwością przełączenia na charakterystykę Bell o stałym rezonansie.

Super 9000 oparto na autorskiej technologii SuperAnalogue™, gwarantującej wyjątkowo niski poziom zniekształceń i doskonałą klarowność dźwięku w pełnym paśmie przenoszenia.

Drugi z omawianych modeli, Super 9000, oparto na autorskiej technologii SuperAnalogue™, gwarantującej wyjątkowo niski poziom zniekształceń, doskonałą klarowność dźwięku w pełnym paśmie przenoszenia. Urządzenie charakteryzuje się nie tylko szerokim pasmem przenoszenia, czy niskim poziomem zniekształceń intermodulacyjnych, ale także minimalnym przesunięciem fazowym w pełnym zakresie, oczywiście także niskim poziomem szumów i zniekształceń (THD+N). Tak samo, jak w przypadku konsolet SL 9000 J, w konstrukcji toru audio nie użyto żadnych kondensatorów elektrolitycznych. Kompresor zbudowano w oparciu o wzmacniacz VCA THAT 2181A. Także to urządzenie składa się z kilku sekcji i choć generalnie sygnał przechodzi przez nie w określonej kolejności, jak przedstawiono je na panelu czołowym, to mamy jednak pewne możliwości zmiany konfiguracji. Sekcja wejściowa zawiera dwa, przełączane przedwzmacniacze mikrofonowe – domyślnym jest oparty na SuperAnalogue™, który daje nam to klasyczne brzmienie legendarnych konsolet SSL, ale możemy użyć alternatywnie VHD™ (Variable Harmonic Drive), który emuluje charakterystykę tradycyjnych konstrukcji lampowych. Mamy  opcje impedancji dla przedwzmacniacza mikrofonowego – 1,3 kΩ i 11 kΩ (przełącznik HI-Z), możliwość włączenia zasilania Phantom +48 V, odwrócenia polaryzacji sygnału, a nawet przełączenia wejść, czyli skierowania liniowego do przedwzmacniacza mikrofonowego. Przedwzmacniacz mikrofonowy zapewnia wzmocnienie w zakresie od +20 do +70 dB, w omawianej sekcji znajduje się także przełącznik PAD (obniżający czułość o 20 dB). Potencjometr DRIVE pozwala na dobór odpowiedniej krzywej charakterystyki przesterowania przedwzmacniacza, w celu uzyskania konkretnej koloryzacji dźwięku. Kompresor oferuje tryby Peak/Hard Knee lub Soft Knee. Domyślnie omawiana sekcja znajduje się przed korektorem, ale można to zmienić przyciskiem DYN POST EQ w sekcji routingu. Kolejnym elementem jest bramka, z czterema potencjometrami do ustawienia parametrów i osobnym włącznikiem trybu szybkiego ataku. Sekcja filtrów zawiera górnoprzepustowy i dolnoprzepustowy. Oba potencjometry wyposażono w przełącznik obejścia, który jest aktywowany po przekręceniu pokrętła do oporu w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Filtr dolnoprzepustowy charakteryzuje się odcięciem 12 dB/oktawę, a filtr górnoprzepustowy 18 dB/oktawę. Także korekcja ma ciekawe możliwości – domyślne ustawienie to układ Pink Knob 292, opracowany z myślą o konsoletach serii 4000 G, ale za pomocą przycisku  można korektor przełączyć na obwód Black Knob (242). Ciekawe są także dwa przyciski, opisane jako E Bell/G÷3 i Gx3/E Bell, które w przypadku 292 umożliwiają podzielenie częstotliwości niskich i średnich przez 3 oraz pomnożenie częstotliwości wysokich i średnich przez 3, dzięki czemu regulatory pasm średnich być używane do kontroli częstotliwości leżących daleko poza ich standardowym zakresem. Jest także osobna sekcja routingu która umożliwia na przykład przełączenia bloku dynamiki, by znalazł się po korektorze, a nie przed nim.

Tylne ścianki obu urządzeń (fot. D. Mazurowski)

Wejścia i wyjścia audio znajdują się z tyłu każdego z tych urządzeń – prawdę mówiąc w przypadku modułów umieszczonych w szafie / ramie rack wygodnie jest mieć je z przodu, bo to ułatwia przełączanie źródeł, ale przy rozmiarze 1U i tak dużej liczbie sekcji, potencjometrów, przełączników po prostu nie ma miejsca na gniazda. Dla własnej wygody można korzystać z odpowiedniej matrycy (patch bay), ale też zwykle wyjścia mamy na stałe podłączone do wejść interfejsu audio, więc to tylko kwestia podłączenia źródła. Wejścia liniowe i mikrofonowe są osobne, przy czym pierwsze z nich ma postać Combo (czyli XLR / TRS), wyjście jest tylko jako XLR. Trzeba wspomnieć, że wejście liniowe nie jest przeznaczone do podłączania instrumentów wymagających wysokiej impedancji wejściowej. Oprócz wspomnianych mamy także symetryczne gniazda insertowe (send i return, jako TRS) oraz wejście Combo na side chain i wreszcie gniazdo Link, do podłączenia sparowanych ze sobą urządzeń.

Opisywane urządzenia marki SS to nieoceniona pomoc w studiu nagrań, gwarantująca doskonały i klarowny dźwięk.

W praktyce…
Dzięki Commercial Audio miałem możliwość sprawdzenia obu urządzeń w praktyce, testując je przez kilka dni w studiu. Zanim jednak przejdę do szczegółów i sformułuję wnioski, za niezbędne uważam krótkie wprowadzenie. Oba modele SSL to górna półka, oczekujemy zatem wysokiej jakości pod każdym względem i takową dostajemy. Ale to nie gwarantuje nam z automatu uzyskania znakomitych efektów – każde narzędzie trzeba umieć używać, a na jakość – pomińmy już artystyczną, skupiając wyłącznie na technicznej – wpływ mają wszystkie komponenty. Często i skądinąd słusznie mówi się, że nagranie jest tak dobre technicznie, jak najsłabszy element w torze sygnałowym. Drugą kwestią, o której trzeba pamiętać w przypadku analogowych (czy ogólnie sprzętowych) torów wejściowych, jest to, że gdy sygnał przez nie przejdzie i zostanie nagrany, to nie możemy wprowadzonych do niego zmian cofnąć. W domenie wirtualnej, gdy na ścieżce DAW włączymy wtyczkę, to zawsze możemy ją dezaktywować, zmienić ustawienia, pod warunkiem, że cały czas dysponujemy materiałem surowym. Tutaj nagrywamy materiał po przejściu przez channel strip i taki już zostaje. Musimy także nauczyć się oceniać uzyskane brzmienie, nie myśleć o nim jako o bycie w pełni samodzielnym (o ile nie jest to nagranie utworu na instrument, czy głos solo), ale czymś, co finalnie zabrzmi w kontekście innych śladów. I wcale nie jest powiedziane, że jeśli z różnych wariantów wybraliśmy ten, który solo brzmi najlepiej (cokolwiek by to miało znaczyć), to w kompletnej aranżacji, w otoczeniu innych instrumentów także będzie optymalnym. Użycie zewnętrznego urządzenia typu channel strip wymaga dużej dyscypliny i świadomości tego, co dalej będzie się z tym nagraniem działo. Warto rozważyć coś, co może nie jest domyślnym sposobem pracy, ale w wielu sytuacjach się sprawdza – nagrania surowego materiału z mikrofonu, czy instrumentu na ścieżkę DAW i wykorzystania urządzenia jako sprzętowej, zewnętrznej wtyczki. W takim układzie wyprowadzamy sygnał z jednego z wyjść audio naszego interfejsu i po przetworzeniu wprowadzamy na wejście. Ma to tę zaletę, że po nagraniu śladu przechodzącego przez channel strip wciąż mamy jego surowa wersję. Oczywiście analogowi puryści zaprotestują, bo przecież dochodzi tu do dwukrotnej konwersji – z cyfrowego na analogowy, a po przejściu przez urządzenie ponownie na cyfrowy. Bo przecież konwersja jest potencjalnie tym, co może popsuć dźwięk. Ale to wcale nie jest ani tak oczywiste, ani też nie musi szkodzić naszemu materiałowi. Zresztą – nie ma jednej reguły, każdy pracuje po swojemu i jest w stanie uzyskać doskonały efekt. I wreszcie coś, co powinno być oczywiste, ale dla osób, które zawodowe życie spędzili już w epoce cyfrowej może niekoniecznie takim jest – oba omawiane modele są w pełni analogowe, co oznacza, że nie posiadają pamięci ustawień. Jeśli jakieś uznamy, za szczególnie dobre i sprawdzające się w naszym wypadku, trzeba je sobie zapisać… tradycyjnymi metodami. I to wszystko tytułem wstępu, przejdźmy do konkretów.

SSL Super 9000 (fot. D. Mazurowski)

Choć zacznę od nawiązania do poprzedniego akapitu – jedną z zalet obu urządzeń jest wyjątkowa precyzja i powtarzalność ustawień. Choć oba są analogowe, zbudowano je w oparciu o współczesne komponenty, co gwarantuje stabilność – jeśli coś ustawimy na panelu, to brzmienie pozostanie takie samo, nie będzie podlegać nawet najmniejszym fluktuacjom. Nie tylko przez cały czas trwania sesji, ale także gdy włączymy channel strip po kilku dniach. Co więcej, jeśli gdzieś odnotujemy sobie pozycje potencjometrów i odtworzymy ustawienie sprzed jakiegoś czasu, będzie ono w zasadzie identyczne – w sensie efektu brzmieniowego. Kolejną cechą, łączącą zresztą oba urządzenia, jest to, że właściwie każde ustawienie jakie zastosujemy da nam dźwięk wysokiej jakości – przynajmniej w rozumieniu technicznym, zatem bez zniekształceń wprowadzanych przez samo urządzenie. Dotyczy to każdej sekcji, zatem także kompresora, filtrów i korektora. W przypadku tych dwóch ostatnich jest to szczególnie zauważalne – mamy bardzo duże zakresy ingerencji w barwę, możemy mocno stłumić, względnie podbić określone pasma, ale zawsze będzie to brzmieć sensownie. Oczywiście z zastrzeżeniem, że materiał wejściowy jest wysokiej klasy, bo należy pamiętać, że jeśli w nim są zniekształcenia, czy inne artefakty, to można je jakoś maskować, filtrować, ale po prostu jest to wada dźwięku źródłowego. Kolokwialnie mówiąc, żaden z omawianych tu modeli nie zepsuje nam efektu, a jedynie może sprawić, że zabrzmi on jeszcze lepiej.

Revival 4000 (fot. D. Mazurowski)

Channel Strip to w istocie połączenie kilku sekcji, jak przedwzmacniacz, bramka, kompresor, filtry, czy korektor – oczywiście istnieje wiele osobnych urządzeń (czy też wtyczek) realizujących te funkcje, często z większą liczbą parametrów – rzecz w tym, że często wykorzystujemy je w procesie produkcji, do obróbki już nagranego dźwięku. Oba omawiane modele zbudowano przede wszystkim z myślą o włączeniu ich na wejściu, by przy ich pomocy już w samym nagraniu uzyskać pożądany efekt (pamiętając o tym, że jest on nieodwracalny, o czym pisałem na początku). Otrzymujemy zatem coś, co jest pełnowartościowym ekwiwalentem kanału wielkoformatowej konsolety studyjnej, pozwalającym na uzyskanie tak pożądanego dźwięku. I to jest kolejna cecha łącząca oba urządzenia SSL – są bardzo muzyczne, że użyję nieco enigmatycznego słowa. Nadają dźwiękowi szczególny, dystyngowany charakter. Jeśli chcemy uwypuklić jakiś aspekt, albo wprost przeciwnie, inny stłumić, wzbogacić harmoniczne, podbić dynamikę – to wszystko jest teraz w zasięgu ręki. Aczkolwiek na pierwszy rzut oka panele czołowe są zapełnione wieloma potencjometrami i przełącznikami, wynika to raczej z mnogości sekcji niż ich złożoności. Bardzo szybko nauczymy się pracować z tymi urządzeniami, zawsze wiedząc co się dzieje z dźwiękiem gdy zaczniemy czymś kręcić. Producent podkreśla, co ma także znaczenie marketingowe, że oba modele nawiązują do historycznych konsolet, jednej, która ma korzenie jeszcze w latach 70. i drugiej, co prawda z 1995 roku, ale jakby nie patrzeć, już sprzed ponad 30 lat. Nie jest to jednak sprzęt typu vintage, adresowany do miłośników brzmień retro, ale analogowe urządzenia, pod każdym względem dopasowane do oczekiwań współczesnych użytkowników. Domyślam się, że czytając ten tekst chciałoby się poznać odpowiedź na pytanie co właściwie taki channel strip robi z dźwiękiem, jaki ma na niego wpływ. Najprostsza odpowiedź brzmi – co tylko zechcemy. Na potrzeby tego artykułu wykonałem szereg testów, nagrywając materiał zarówno za pomocą mikrofonu, jak i instrumentów, a także dokonując analizy wpływu poszczególnych sekcji na relatywnie proste przebiegi (głównie sinusoidalne i piłokształtne). Najważniejsze jest oczywiście to, co słychać, ale także analiza graficzna podsuwa ciekawe wnioski. Jak zmienia się rozkład harmonicznych, krzywa przenoszenia, dynamika itd. Grafiki ujawniają, że ingerencja w dźwięk może być naprawdę dość poważna, sprawiając, że nasz materiał już na wstępie nabierze życia.

Przykłady wpływu obu urządzeń na dźwięk. Górne wykresy pokazują analizę spektralną czystych sygnałów piłokształtnych — oscylatora syntezatora (z lewej) oraz głosu nagranego mikrofonem (z prawej). Środkowe przedstawiają ten sam materiał, ale przepuszczony przez Revival 4000, zaś dolne — przez Super 9000. Należy mieć na uwadze, że to tylko jeden z wielu możliwych efektów, uzależnionych od ustawienia parametrów.

Porozmawiajmy chwilę o różnicach, oba urządzenia mają to samo przeznaczenie, są tej samej marki, ale czerpią z innych urządzeń, historycznie lokujących się w różnych epokach. Nie oznacza to jednak, że Revival 4000 oferuje brzmienie bardziej vintage niż Super 9000 – właściwie wcale nie miałem wrażenia, że charakter któregoś z nich jest bardziej współczesny. Pierwszy z nich ma transformator wejściowy, drugi zaś nie. Super 9000 oferuje także dwa różne, przełączalne przedwzmacniacze (SuperAnalogue™ oraz VHD™). Układ regulacji wzmocnienia jest w obu wypadkach taki sam. Sygnał mikrofonowy możemy wzmocnić w zakresie od 20 dB do 70 dB, mamy także przełącznik PAD, który odejmuje 20 dB na wejściu. Można to nawet kreatywnie wykorzystać, najpierw zdejmując te 20 dB, a potem mocno rozkręcając wzmocnienie – preamp coś tam od siebie doda, niektórzy powiedzieliby, że ociepli wynikowy dźwięk. Super 9000 wyposażono w przełącznik Hi-Z, ale jego działanie polega po prostu na zmianie impedancji wejścia z 1,3 kΩ na 11 kΩ. Ten modle ma także przycisk odwracania wejść, jego aktywacja sprawia, że sygnał z liniowego trafia do preampu mikrofonowego, zaś gniazdo XLR zasila wejście liniowe. De-esser w obu wypadkach jest relatywnie prosty, ale naprawdę bardzo skuteczny. Różnice widać i słychać w przypadku sekcji kompresora, co wynika z zastosowanych podzespołów, ale oba modele oferują znakomity i bardzo naturalny dźwięk, bez względu na wybrany tryb działania. Także w przypadku zastosowania sterowania sidechain. Tak naprawdę działanie każdej sekcji jest tak wysmakowane, że jeśli odpowiednio dobierzemy parametry, to właściwie możemy mieć od razu gotowy materiał – wystarczy zmiksować ścieżki, dodać efekty, wykonać całą produkcję i zakończyć masteringiem. Ale sam surowiec jest do wzięcia od ręki. Różnice zauważymy także w filtrach i korektorze, ale dotyczą one raczej charakteru, niuansów, czyli czegoś, co bardziej lokuje się w sferze gustów i preferencji brzmieniowych. Są to w istocie potężne narzędzia, pozwalające na radykalną ingerencję w dźwięk – nie mamy tu do czynienia tylko z jego doprecyzowaniem, ale wręcz kreacją barwy. I podkreślę tu ponownie – nawet bardzo duże wycięcie, czy wzmocnienie jakiegoś pasma zabrzmi bardzo naturalnie, sensownie, bez brzydkich artefaktów. Szczególnie cenne jest to w przypadku podbijania pasma, gdy czasem wychodzą jakieś kanciaste dźwięki – ale nie w przypadku omawianych modeli. Warto mieć na uwadze, że tryb korektora Black Knob 242 jest obecny w obu modelach.

Analiza przebiegu fali dźwiękowej w przypadku nagrania mikrofonowego (tego samego co w przykładzie powyżej): u góry przebieg czysty, w środku — po przejściu przez Revival 4000, na dole — po przejściu przez Super 9000.

O tych urządzeniach można zresztą mówić bardzo długo, opisując wpływ na dźwięk, poszczególne parametry. Bardzo istotną rzeczą jest to, że mamy do czynienia w narzędziami bardzo uniwersalnymi, o szerokich możliwościach – niezależnie do tego, czy chcemy tylko nieco nasycić nagrywany dźwięk, czy twórczo go kształtować, zmieniając jego charakter. Jest wiele potencjalnych obszarów, w których Revival 4000 oraz Super 9000 wykonają świetną robotę – na przykład wycisną mocne, soczyste brzmienie z mikrofonu o niskim poziomie (dynamicznego), albo sprawią, że partia wokalna zabrzmi ciepło i naturalnie, bez przesadzonych wysokich tonów. Nagrania instrumentalne także zyskają koloryt i wyrazistość, będziemy mogli je także twórczo kształtować. Świetnie wypadną analogowe syntezatory, ale także źródła cyfrowe zyskają ten analogowy i tak lubiany charakter. Mając znakomity przedwzmacniacz, a także kompresor możemy bez szkody dla dźwięku i jego jakości dowolnie kształtować dynamikę. Zarówno Revival 4000, jak i Super 9000 przenoszą to, co było najlepsze w epoce analogowej w nasze czasy, za ułamek ceny wielkoformatowej konsolety – dziś możemy nieć to brzmienie nawet w domowym studiu.

Oba urządzenia są jednokanałowe, czyli pozwalają na przetwarzanie sygnału monofonicznego, ale można oczywiście wyposażyć się w większą ich liczbę, a nawet synchronizować (linkować) je ze sobą.

Podsumowanie
Urządzenia typu channel strip cieszą się rosnącą popularnością popularnością, co też wynika wprost z tego, jak dziś pracuje się nad materiałem muzycznym, czy szerzej mówiąc – dźwiękowym.  Zwykle nagrywa się do komputera, a proces produkcji odbywa się w środowisku DAW. Nierzadko poszczególne ślady nagrywa się osobno i wyjąwszy specyficzne produkcje, które angażują duże składy, liczba kanałów wejściowych nie jest czynnikiem pierwszoplanowym. Krótko mówiąc, spora część produkcji, która dawniej odbywała się za pomocą sprzętu i miała charakter manualny, dziś ma miejsce w środowisku wirtualnym. Z drugiej strony, wiele studiów w ogóle rezygnuje z konsolet, zastępując je interfejsami z dużą liczbą wejść i wyjść. Dlatego też ogromną rolę odgrywa wejściowy tor sygnałowy, jego jakość, bo ona decyduje co trafi na ścieżkę DAW. Często to podkreślam podejmując się produkcji nagrań, że jakość źródłowego dźwięku jest kluczowa – od niej zależy finalny efekt. Cokolwiek nagrywamy, musimy to zrobić jak najlepiej. I w takim wypadku pomocne okażą się urządzenia takie, jak  Revival 4000 i Super 9000.
Czy koniecznie trzeba mieć w studiu coś takiego? Nie, to kwestia naszego stylu pracy – ktoś preferuje wtyczki, ktoś analogowy sprzęt. Ważne jak się tych narzędzi używa. Jeśli jednak czujemy, że sprzętowy channel strip to jest coś, co w naszym studiu powinno się znaleźć, urządzenia SSL powinny być tym wyborem, który bardzo poważnie weźmiemy pod uwagę. Są to urządzenia z najwyższej półki, oferujące bezkompromisowy dźwięk i to legendarne “brytyjskie brzmienie”. Mamy tu wszystko: preampy, kompresor, bramkę, filtry, korektor, blok wyjścia, a nawet możliwość wpięcia zewnętrznego urządzenia jako insert, czy sterowania blokiem dynamiki za pomocą sidechain.
Co można poradzić potencjalnemu nabywcy, który chciałby dowiedzieć się który z tych dwóch modeli wybrać? Decydując się na dowolny z nich nie popełni błędu. Jeśli spodoba mu się Revival 4000, będzie także zachwycony Super 9000. To są bardzo indywidualne kwestie, niuanse brzmieniowe. Uproszczeniem byłoby stwierdzenie, że miłośnik brzmienia lat 80. będzie preferował Revival 4000, zaś zwolennik bardziej współczesnych drugi z tych modeli. Oba doskonale sprawdzą się w każdej muzyce. Model czerpiący z tradycji starszych konsolet jest zapewne nieco bardziej vintage, podczas gdy nawiązujący do serii SL 9000 J można odebrać jako nieco precyzyjniejszy, bardziej „chirurgiczny”. Ale są to bardzo subiektywne odczucia. Bez wątpienia oba są doskonałymi urządzeniami studyjnymi, które pozwolą na uzyskanie optymalnych nagrań.

Tekst: Dariusz Mazurowski, Muzyka i Technologia