Co słychać? – czyli jak nagłośnić mały koncert.

Typowe przyjacielskie zagajenie. W tym artykule ma znaczenie dosłowne. Ktoś gra, ktoś to nagłaśnia, a co słyszą odbiorcy tego przedstawienia? Na wstępie przypominam, że rozważam małe i średnie przedsięwzięcia, gdzie odległość między zespołem a publicznością to dosłownie wyciągnięcie ręki. W takich realiach małe wcale nie jest proste. Udział dźwięku bezpośredniego ze sceny (wzmacniacze basowe, gitarowe, perkusja itp.) jest znaczący. I jak tu zrównoważyć plan dźwiękowy dla całej publiczności?

Życie pokazuje, że w takich sytuacjach jest mnóstwo zła. Odnoszę wrażenie, iż podstawowym problemem jest lekceważenie sytuacji i brak zrozumienia zasad propagacji fal akustycznych. Bo skoro mały event, to po co się męczyć? Stawia się szeroko zestaw „lewa i prawa strona”, może jakieś subwoofery i z głowy. Jakoś poleci. No i jakoś to leci, tylko jakości brak. Najwierniejsi fani, będący najbliżej, są najbardziej pokrzywdzeni. Wrażenia bywają różne: „chyba fajnie grali, ale nie słyszałem wokalu…”, „gitary zagłuszyły wszystko …” „bas wytrzepał mi nogawki, a reszta zespołu była gdzieś daleko…”, „jakiś wokal był, ale nie zrozumiałem ani słowa, nie wiem, czy to było po polsku czy po angielsku? …”. Powszechnie znane sytuacje. Przykre i słabe. Nie musi tak być. Współczesny sprzęt nagłaśniający, nawet ten średnio budżetowy pozwala na rozwiązanie takich problemów. Trzeba tylko chcieć i nisko pokłonić się przed fizyką. To ona zawsze decyduje o wszystkim.

Podstawowa analiza. Sprzęt nagłaśniający to Twoje narzędzia, a narzędzia muszą być dopasowane do zadań. Zegarka nie naprawia się młotem pneumatycznym, a koła w samochodzie nie odkręca się multitoolem. Jak optymalnie dobrać i skonfigurować sprzęt do pracy? Zawsze celem jest zapewnienie równomiernego pokrycia pełno pasmowym dźwiękiem całego obszaru publiczności. Zależnie od realiów rozwiązania będą różne. Wracając do niniejszych założeń, można określić pierwsze parametry. Potrzebujesz zestawów o możliwie najszerszej dyspersji poziomej i wąskiej w pionie. Większość zestawów, nawet wysokiej klasy, ma symetryczną charakterystykę promieniowania. To oznacza, że ustawiając takie głośniki na statywie bez pochylenia, połowę energii drivera HF kieruje się w sufit albo w niebo. (Patrz Rys.1)

Rys.1 – Rysunek pokazujący symetryczną charakterystykę.

W pomieszczeniach spowoduje to zniekształcenia spowodowane nakładaniem się fali odbitej i bezpośredniej. Daje to efekt jazgotliwie brzmiących wysokich tonów i łatwiej o sprzężenia. Na otwartej przestrzeni traci się cenne decybele w górnej części pasma. Skutek – podkręcanie korekcji i forsowanie energetyczne głośnika wysokotonowego. Część producentów dostrzegła ten problem i umożliwia pochylanie mechaniczne swoich zestawów, a niektórzy poszli inną drogą, produkując zestawy o asymetrycznej dyspersji pionowej. Zestaw stoi pionowo, a gra w dół – takie czary. To rozwiązania inteligentne, które przy maksymalnej prostocie instalacji zapewniają optymalne pokrycie w płaszczyźnie pionowej. (Patrz Rys.2)

Rys.2  – Rysunek asymetrycznej charakterystyki pionowej.

Większość zestawów używanych w małych eventach składa się z głośnika 12 lub 15 cali plus driver wysokotonowy z tubą. To od niej zależy charakterystyka przestrzenna pasma odtwarzanego przez wspomniany driver. Nazwę je na potrzeby dalszych rozważań zestawem konwencjonalnym.  Musisz mieć świadomość tego, że krótki opis w karcie katalogowej nie mówi wszystkiego. Dla 125 Hz charakterystyka będzie dookólna i będzie się zawężała wraz ze wzrostem częstotliwości. Takie są fizyczne zasady propagacji fal, dla których rozmiar źródła staje się porównywalny z ich długością. (Patrz Rys.3, 4, 5 i 6)

Rys. 3
Rys. 4
Rys. 5
Rys. 6

Komplet informacji o charakterystyce zestawu zawarty jest w plikach pomiarowych opracowanych przez producenta. Są one dostępne na stronach internetowych najczęściej w zakładkach ‘downloads’ i mają rozszerzenie .gll. Można je odczytać przy pomocy programów takich jak GLL VIEWER. EASE FOCUS3 itp. To pozwala wykonać symulację rozkładu SPL w różnych pasmach. Wiodący producenci oferują też na swoich stronach darmowe programy symulacyjne, które są oczywiście dedykowane do ich produktów.

Tu istotna uwaga – jeżeli do danego zestawu takie pliki nie istnieją, to znaczy, że jesteś dość daleko od profesjonalizmu… Czyli, jak to mówią: „tanie, dobre i będzie Pan zadowolony ”.

Jak widać, w zestawach konwencjonalnych są ograniczone możliwości zapanowania nad przekrojem wiązki charakterystyki pionowej. Na szczęście pojawiły się zestawy typu kolumnowego, które rozwiązują ten problem. Słowo „kolumna” pojawia się tu zgodnie z definicją. Przykłady:  L-Acoustics SYVA (najwyższa półka, życzę każdemu!), FBT CLA i VERTUS, HK Audio ELEMENTS, RCF EVOX, Electro Voice EVOLVE 50, BOSE L1 itp. System kolumnowy znasz pewnie od wielu lat i kojarzy Ci się z brzmieniem kaczora Donalda. To jednak się zmieniło. Współczesna technologia nadała temu rozwiązaniu doskonałe brzmienie. To nic innego, jak mały system liniowy. Duża ilość małych przetworników umieszczonych w pionie pozwala na bardzo precyzyjne sterowanie pionową wiązką już powyżej kilkuset Hz. Jednocześnie, małe rozmiary przetworników dają szeroką dyspersję poziomą. Poczytaj testy takich zestawów i przetestuj je, jeżeli tylko nadarzy się okazja. WARTO!

Wrócę do zestawów konwencjonalnych, do charakterystyk poziomych. Szerokość sceny w rozważanych przypadkach to najczęściej 4, 6 lub 8 metrów. Jak wygląda sytuacja, gdy ustawia się fronty na skrajach sceny? Rozważę przypadek sceny sześciometrowej. (Patrz Rys. 7)

Rys.7

Symulacja pokazuje rozkład SPL w paśmie 4-8 kHz. Zrównoważony plan dźwiękowy pojawia się w odległości około 3 metrów. Ci, co są najbliżej sceny (w praktyce ok. 0,5 metra) otrzymują o 10 dB mniej. Jeżeli uwzględnisz wpływ wzmacniacza gitarowego, basowego i perkusji, okaże się, że w tej strefie wokal to bełkot! I to niezależnie od tego, jaki jest dobry. Im szersza scena, tym większy problem. Znowu fizyka…

Skręcenie zestawów do osi niewiele da, bo taki zabieg zniszczy równowagę w dalszym obszarze. Rozwiązaniem jest frontfill, dla którego wykonuje się osobny mix. Nie musi to być super drogi zestaw, gdyż jego zadaniem będzie najczęściej wsparcie wokalu i tych źródeł, które nie emitują dźwięku bezpośredniego. Wymaga to pewnego wysiłku od realizatora, bo musi być w tej strefie i w tym miejscu robić mix. I na koniec zgrać go w czasie i fazie z frontami. Nawet budżetowe konsolety cyfrowe oferują takie możliwości. Wystarczy wyłączyć lenistwo i będzie dobrze.

To wszystko wydaje się być oczywiste i intuicyjne. Życie jest jednak pełne niespodzianek. Przykład, jak dobrzy muzycy robią sobie krzywdę:

  1. Subwoofery ustawione na scenie na wysokości ok. 1,4 metra w odległości 5 metra od siebie. Gdyby stały na ziemi, uzyskano by +3 dB. Efekt ogólnie znany. Z powodu szerokiego rozstawienia, zanik niskich tonów poza osią symetrii zestawu był porażający. Centrala świetnie brzmiąca w osi, już 3 metry obok przypominała tłuczenie w karton. Sytuację trochę ratowała gitara basowa, ponieważ jej dźwięk pochodził z mocnego zestawu instrumentalnego, czyli ze źródła punktowego.
  2. Fronty – wylot tuby mamy na wysokości głowy dorosłego człowieka. Dwa, trzy rzędy publiczności pochłaniają całe górne pasmo. Tych w pierwszym rzędzie musiało boleć…
Na zdjęciu Krzysztof Wałecki i Darek Pietrzak. Bierzcie przykład z najlepszych.

Można też inaczej. Bardzo ograniczona przestrzeń i inteligentne dopasowanie się do sytuacji. Czego tu nie ma? Nie ma odsłuchów, bo zestaw po prawej stronie spełnia rolę sidefilla i jednocześnie nagłaśnia równym pasmem całą strefę taneczną. Zestaw po lewej nagłaśnia drugą część sali, tę bardziej „siedzącą”. Oba zestawy są pochylone i ustawione na maksymalnej wysokości, jaka jest możliwa w danych warunkach. Decybeli nie brakuje i nic się nie sprzęga. Dobry zestaw, odpowiednie mikrofony, a przede wszystkim doskonałe umiejętności tworzą imprezę, która osiąga temperaturę pieca hutniczego.

Polecamy

Najchętniej czytane artykuły

Newsletter

Zapisz się na newsletter, a nie ominie Cię żadna ważna informacja.

Close Menu
Zamknij