Kali Audio to stosunkowo młoda amerykańska firma, która powstała w styczniu 2018 roku i ma swoją siedzibę w Burbank w Kalifornii. I tu ciekawostka: przedsiębiorstwo działa w sąsiedztwie hollywoodzkich studiów filmowych, co zapewne tworzy jakiś klimat i przy okazji dostarcza potencjalnych klientów. Założyciele marki (nawiasem mówiąc byli pracownicy JBL) i konstruktorzy przedstawiają siebie jako pasjonatów, dla których najważniejsze jest tworzenie produktów charakteryzujących się najwyższą jakością, a przy tym oferujących optymalny stosunek realnej wartości do ceny. Produkty marki mają być zatem dostępne dla każdego, bez względu na to, czy jest posiadaczem dużego studia, czy domowej pracowni. W pewnym sensie trafiają one także w te segmenty rynku, gdzie wciąż można opracować coś nieco innego, czego konkurencja jeszcze nie ma albo uznała za niebędące godnym uwagi.

Jakiś czas temu miałem już okazję testować IN-UNF, czyli system monitorów studyjnych ultra bliskiego pola. Tym razem zaś pora na słuchawki – nawiasem mówiąc pierwsze w ofercie Kali Audio. W oznaczeniu HP to skrót od Highland Park, ale może też przy okazji kojarzyć się z headphones; jedynka jest w tym kontekście całkowicie zrozumiała. Nowy model adresowany jest do dość szerokiego grona odbiorców, bowiem choć z definicji ma być przeznaczony do pracy w studiu, odnajdzie się także na rynku konsumenckim – jak się zresztą za chwilę okaże, słuchawki mają trzy tryby pracy. I kolejna rzecz, która HP-1 wyróżnia: są one bowiem… bezprzewodowe. Użytkownik ma oczywiście możliwość bardziej tradycyjnego użytkowania, czyli na kablu, ale docelowo korzystamy w ich wypadku z łączności Bluetooth. Czy to się sprawdzi w praktyce studyjnej? To już kwestia przyzwyczajenia, stylu pracy, organizacji przestrzeni wokół nas. Brak kabla na pewno jest wygodny: możemy swobodnie poruszać się po całym pomieszczeniu, nie przejmując się tym, czy starczy nam długości, czy o coś nie zaczepimy itd. Tym niemniej z punktu widzenia tego, czym się w studiu zajmujemy, kluczową rolę grają walory dźwiękowe. Przyjrzyjmy się zatem HP-1 nieco bliżej.

Studyjne słuchawki nauszne Kali Audio HP-1

Nabywca wraz ze słuchawkami otrzymuje w pudełku kabel zakończony z obu stron wtyczkami jack stereo 3,5 mm, przejściówkę na jack 6,3 mm, kabel USB (o końcówkach USB-A i USB-C), krótką instrukcję obsługi oraz elegancki i wygodny futerał, który dobrze chroni całość podczas transportu. Oba kable są dość krótkie: ten audio ma niespełna metr, co nie jest zbyt wygodne, bo ogranicza naszą mobilność – chcąc częściej korzystać z tradycyjnego połączenia, zdecydowanie warto kupić coś dłuższego, powiedzmy mającego nawet 3 metry (i jednak lepszej jakości niż znajdujący się w zestawie). Kabel USB także jest króciutki, a ponieważ służy do ładowania wbudowanego akumulatora, podczas tego procesu słuchawki muszą leżeć blisko gniazdka. Chyba że i w tym wypadku dokupimy dłuższy kabel, co nie jest problemem, bo USB są na szczęście tanie. HP-1 są stosunkowo lekkie, a ich masa wynosi 270 gramów. Wzornictwo jest stonowane, nawet nieco spartańskie, ale słuchawki mają grać, a nie wyglądać – postawiono zatem na sprawdzone wzorce, czarny kolor i rozwiązania, które już skądś znamy. Dominuje tworzywo sztuczne, z którego wykonane są osłony nauszników; największym elementem metalowym jest sam pałąk. HP-1 można złożyć, nie zajmują zbyt dużo miejsca. Elementy ruchome stawiają odpowiedni opór, rozmiar pałąka można dopasować do naszych potrzeb. Całość skonstruowano także w taki sposób, że na zewnątrz nie biegną żadne przewody, co w pewnych sytuacjach również jest zaletą. Na górnej części pałąka wytłoczona jest nazwa firmy, która znalazła się także – wraz z logo – na nausznikach. Te nie są może jakieś zbyt duże, ale dość wygodne, dzięki czemu nawet dłuższy czas spędzony w takich słuchawkach nie męczy. W przypadku nauszników widać dbałość, z jaką je zaprojektowano, dążąc nie tylko do wygody, ale także do zapewnienia dobrego odsłuchu. Poduszki wykonane są z ekoskóry, z miękkim wypełnieniem – choć bez pamięci kształtu. Oczywiście są one także wymienne. Przetworniki zabezpieczono siatkowatą tkaniną z nadrukowanymi oznaczeniami kanałów – dodatkowo znajdziemy je także na zewnętrznych widełkach pałąka. Skoro mowa o przetwornikach: mają one średnicę 40 mm i zapewniają pasmo przenoszenia od 18 Hz do 22 kHz.

Na pałąku znajduje się spore logo producenta.

Metalowy pałąk ma typowy kształt, posiada zamocowaną na stałe poduszkę nagłowną, zaś nauszniki przymocowane są za pomocą pary dość solidnych widełek, które można obracać i przechylać (ruch w obu płaszczyznach). Jak już wspomniałem wcześniej, całość można także złożyć, choć nie w pełni, bowiem nauszniki da się obrócić na bok, ale nie da się ich całkiem zgiąć na sworzniach widełek i schować do środka pałąka. Rozmiar reguluje się skokowo, przy czym pałąk utrzymuje go także po zdjęciu słuchawek. Zakres regulacji jest na tyle duży, że można dopasować wszystko do każdej głowy. HP-1 prezentują się zatem dość elegancko, klasycznie – wpisując się we współczesną estetykę. Ponieważ mamy do czynienia z modelem bezprzewodowym, znajdziemy tu nieco więcej elementów regulacyjnych. I tak: w prawym nauszniku znajduje się gniazdo na przewód audio, włącznik oraz dioda sygnalizująca działanie, dwa przyciski regulacji głośności (plus i minus), a także mikrofon. Tak, omawiane słuchawki wyposażono w mikrofon działający jedynie w trybie bezprzewodowym (Bluetooth), dzięki czemu HP-1 możemy także wykorzystać z każdym smartfonem i cieszyć się nie tylko muzyką, ale także rozmawiać. W lewym nauszniku znajduje się gniazdo ładowania, czyli USB-C (możemy wykorzystać standardową ładowarkę, jak do telefonów), dioda sygnalizująca połączenie bezprzewodowe, a także włącznik funkcji ANC, czyli kompensacji hałasu. W istocie oba przyciski mają więcej niż jedną funkcję, o czym opowiem już za chwilę. Także kolor diody przy włączniku informuje nas o aktywnym trybie słuchawek. Aczkolwiek na zewnętrznych stronach nauszników mamy podłużne szczeliny, w istocie są one typu zamkniętego, a wspomniane przed chwilą rozwiązanie służy do wentylacji i jest także poniekąd wymuszone obecnością systemu ANC. Ogólne wrażenie, odnoszące się do jakości wykonania i spasowania elementów, jest dobre – obracanie widełek i regulacja pałąka nie są hałaśliwe, nic tu nie skrzypi, nie trzeszczy. Wydaje się także, że można mieć nadzieję na długotrwałe użytkowanie tego modelu, choć oczywiście trzeba mieć na uwadze, że jest to stosunkowo nowy model, więc na dobrą sprawę nikt jeszcze nie używał go dostatecznie długo. W konstrukcji słuchawek priorytetem była ich wielofunkcyjność oraz walory dźwiękowe, stąd zatem sporo elementów z tworzywa czy relatywnie proste wzornictwo. Ale jak już napisałem, to nie jest produkt do lansowania się na Instagramie, tylko mający oferować dobry dźwięk w każdych warunkach.

Metalowy pałąk ma typowy kształt, posiada zamocowaną na stałe poduszkę nagłowną, zaś nauszniki przymocowane są za pomocą pary dość solidnych widełek, które można obracać i przechylać (ruch w obu płaszczyznach).

HP-1 w praktyce
Omawiany model określany jest przez producenta jako profesjonalne słuchawki studyjne, ale w istocie ma znacznie więcej zastosowań i sprawdzi się w wielu sytuacjach. Wydaje się więc, że jest to propozycja dla użytkowników, którzy chcą mieć tylko jedne słuchawki i wykorzystać je zarówno do pracy nad miksem czy masteringiem, jak i do codziennego słuchania muzyki – również na zewnątrz, z urządzeń mobilnych itp. Punktem wyjścia były zatem słuchawki studyjne, które wzbogacono o szereg dodatkowych funkcji. Należy także przyjąć założenie, że w typowej pracy studyjnej będą one raczej używane z kablem, co gwarantuje najlepszą jakość dźwięku – nawet jeśli mamy inną możliwość, do miksowania i masteringu zaleciłbym właśnie taki wariant, ale zdecydowanie z innym, dłuższym i nieco lepszym kablem. Tym niemniej warto mieć na uwadze, że omawiany model zawsze działa w trybie aktywnym, zatem akumulator musi być naładowany, zaś włożenie wtyczki niejako automatycznie je włącza. Jeśli zatem robimy sobie przerwę w pracy, warto rozłączyć kabel, by nie zużywać akumulatora na darmo. Co prawda pozwala on na 40 godzin pracy, ale mówimy tu o pewnym uśrednionym czasie; w istocie zależy to od wielu czynników, jak głośność czy używany tryb. Tym niemniej pełne naładowanie powinno wystarczyć na kilka dni pracy.

W dolnej części nauszników Kali Audio HP-1 znajdują się wszystkie złącza i przyciski.

Jak już wspomniałem, przyciski mają po kilka funkcji. Na szczęście nie jest to zbyt skomplikowane, więc łatwo będzie je zapamiętać. Tym niemniej osoby, które przyzwyczajone są do tego, że obsługa słuchawek sprowadza się do ich założenia na głowę oraz włożenia wtyczki do gniazdka, mogą początkowo być nieco zaskoczone. HP-1 trzeba na przykład włączyć, a ten sam przycisk (w trybie bezprzewodowym i podczas korzystania z urządzenia mobilnego) może także startować i zatrzymywać odtwarzanie utworów (czy z pamięci urządzenia, czy też w streamingu). Włączenie wymaga przytrzymania przez 2 sekundy (tak samo wyłączenie), pojedyncze kliknięcie to start/pauza. Podwójne kliknięcie przełącza tryby pracy: Studio / Consumer / Bass Heavy – przy czym pierwszy z nich sygnalizowany jest niebieskim kolorem diody, drugi białym, zaś trzeci czerwonym. Co więcej, dioda zaczyna mrugać, gdy poziom akumulatora spada do 10%, zaś gdy obniży się do 5%, wówczas zmieni się częstotliwość migania. Dodajmy, że – jak w słuchawkach bezprzewodowych – głos informuje nas o aktywowaniu funkcji, sparowaniu z urządzeniem Bluetooth itp. Drugi z przycisków po pojedynczym kliknięciu aktywuje tryb ANC, podwójne zaś paruje przez Bluetooth (obsługujący kodeki AAC i SBC).

W lewym nauszniku znajduje się gniazdo ładowania USB-C

Przyjrzyjmy się teraz trybowi Studio, który wydaje się tym głównym w przypadku HP-1. Jest on najbardziej zrównoważony; chodzi w nim o wierne oddanie całego pasma przenoszenia, bez faworyzowania którejkolwiek częstotliwości. Charakterystyka przenoszenia nie jest idealnie płaska, ale dobrze pasuje do subiektywnego odbioru – możemy w tym trybie ustalić proporcję śladów w miksie, ich korekcję, nasycenie i inne parametry. A tego oczekujemy od słuchawek studyjnych. Bas nie jest przesadzony, więc jeśli w tym trybie go sobie ustawimy, na pewno zabrzmi dobrze w każdej innej konfiguracji – czy to przez słuchawki, czy w głośnikach. Średnica wydaje się wyważona, zaś wysokie tony nie są przerysowane, nie syczą przesadnie w uszach. Dobre jest odwzorowanie przestrzeni stereo, separacja planów dźwiękowych i odczucie wielowymiarowości w produkcjach dźwiękowych – czy jest to muzyka, podcast, czy ścieżka filmu. Słowem, tryb Studio faktycznie spełnia wymogi stawiane słuchawkom przeznaczonym do tego celu i możemy za pomocą HP-1 realizować nawet bardzo wymagające produkcje.
Tryb Consumer nieco mnie zaskoczył opisem podanym przez samego producenta – bowiem w nim omawiany model ma zabrzmieć jak typowe słuchawki dodawane do urządzeń mobilnych. Hm, doprawdy? Chodzi o naśladowanie czegoś dużo tańszego i gorszego? No nie do końca. W istocie jest to tryb konsumencki, który przypomina właściwości typowych słuchawek, które nie są przeznaczone do pracy studyjnej, ale właśnie do słuchania muzyki – słowem: modeli dla melomanów (niekoniecznie jednak audiofilów). W tym wypadku mamy do czynienia z pewną koloryzacją barwy: nie jest ona już neutralna, ale – jak to się czasem potocznie mówi – jakby „ocieplona”. Dolne pasma, bas i niższe średnie wysuwają się lekko do przodu kosztem tego, co jest wyżej. Dźwięk staje się jakby cięższy, ale jednocześnie mniej precyzyjny: detale nie są tak wyodrębnione, plany tak czytelne. Nie jest to oczywiście wada, ale świadome zaimplementowanie czegoś, co ma ułatwić odbiór muzyki w różnych warunkach. Tryb Consumer sprawdzi się w przypadku codziennego słuchania muzyki dla przyjemności, gdy Studio wyda nam się zbyt analityczny i wyostrzony. Będzie także optymalny do odbioru na zewnątrz, z urządzeń mobilnych.

Kali Audio HP-1 są wygodne i można w nich pracować stosunkowo długo.

I wreszcie trzeci tryb, Bass Heavy. Jak nietrudno się domyślić, charakteryzuje się zdecydowanym wyeksponowaniem basu, co siłą rzeczy odbędzie się kosztem innych pasm. Wydaje mi się, że jest to tryb dedykowany użytkownikom, którzy lubią, gdy ich uszy masowane są takim mocnym basem – można się domyślać, że chodzi o miłośników określonych gatunków muzycznych. Tutaj konieczna wydaje się istotna uwaga: słuchawki mają bardzo dobre pasmo przenoszenia, zaczynające się na dole od 18 Hz, ale to nie oznacza, że idealnie odwzorowują najniższe pasma. Nie jest to wadą jakiegokolwiek modelu, ale prawami fizyki – zestawmy średnicę przetwornika słuchawek z tą, jaką mają niskotonowe przetworniki zestawów głośnikowych. Chodzi oczywiście także o moc, głośność, która w przypadku słuchawek jest znikoma, bo te pracują dosłownie na naszych uszach. W trybie Bass Heavy nie dostaniemy zatem turbo-dopalonych najniższych basów, ale te nieco wyższe – najbardziej wyraźne podbicie jest w okolicach 80 Hz. Z kolei na odcinku między 1400 Hz a 9 kHz jest wyraźny ubytek w porównaniu z trybem Studio. To istotna informacja: koloryzacja w przypadku HP-1 odbywa się na dwa sposoby – poprzez podbicie pewnych pasm, ale z jednoczesnym stłumieniem innych. Bass Heavy wciąż zachowuje czytelność, bas nie staje się nachalny i dudniący, ale w subiektywnej percepcji średnica i góra stają się mniej czytelne, plany są słabiej wyróżnialne, zaś w kwestii bazy stereo mamy odczucie, że akcja przenosi się na środek (co jest zrozumiałe, bowiem generalnie nasz aparat słuchu i mózg słabo, albo wcale, nie lokalizuje niskich tonów w przestrzeni). Bass Heavy jest więc dodatkiem tylko dla tych, którzy lubią, jak im wszystko w środku skacze w rytm muzyki. Piszący te słowa raczej się do tej grupy nie zalicza…

HP-1 mają dość klasyczny wygląd, co dla wielu osób może być ich dodatkową zaletą.

ANC to specjalna funkcja aktywnej redukcji hałasu. W zamyśle ma ona pomóc w odbiorze dźwięku w niekorzystnych warunkach – na przykład podczas słuchania muzyki czy prowadzenia rozmowy na ulicy. Tryb ten ma swoją cenę, jaką jest zmiana brzmienia: generalnie bowiem nakierowany jest na redukcję hałasów niskotonowych, jak przejeżdżające pojazdy, jakieś maszyny, stuki, dudnienia. Z nimi radzi sobie najlepiej, ale za cenę pogorszenia przenoszenia w dolnym paśmie. Generalnie radziłbym korzystać z niego naprawdę jedynie w przypadku absolutnej konieczności – gdy chcemy z kimś porozmawiać, a akurat stoimy na stacji kolejowej albo przy ruchliwym skrzyżowaniu. Do słuchania na spacerze jak najbardziej, ale może raczej do materiałów mówionych niż muzyki. Dodajmy, że ANC w przypadku HP-1 działa tylko w łączności bezprzewodowej. I absolutnie nie powinniśmy z niego korzystać podczas pracy studyjnej, ponieważ przekłamuje nam faktyczne proporcje pasm. I wracając do wszystkich trzech trybów: w studiu, podczas nagrań, miksowania, produkcji i masteringu – tylko tryb Studio. Do słuchania muzyki w domu – Studio albo Consumer, co nam bardziej odpowiada w danej chwili. Do słuchania muzyki i podcastów podczas spacerów – Consumer. Zaś Bass Heavy tylko dla miłośników gatunków, w których wbijający w podłogę dół jest kluczowy.

Słuchawki otrzymujemy w wygodnym futerale.

Podsumowanie
Kali Audio wprowadza na rynek swoje pierwsze słuchawki i podobnie jak w przypadku wcześniejszych produktów robi to po swojemu. Dostajemy zatem coś więcej niż tylko słuchawki studyjne, bowiem są one o wiele bardziej uniwersalne. Możemy z nich korzystać na kablu, ale także bezprzewodowo – i to w trzech różnych trybach. Co więcej, mają wbudowany mikrofon, więc da się przez nie także prowadzić rozmowy telefoniczne czy na czacie. Da się w nich wyjść na zewnątrz. Wielofunkcyjność z reguły wiąże się z kompromisami, bo utarło się przekonanie, że jeśli coś zbudowano z myślą o jednym zastosowaniu, to działa w tym obszarze lepiej niż przedmiot uniwersalny. Czy tak jest w przypadku HP-1? Chyba jednak nie. Jako słuchawki studyjne sprawdzają się naprawdę dobrze, a że mają jeszcze inne zastosowania – to tym lepiej. Pod względem ergonomii wykonano je bardzo dobrze: są wygodne, dość lekkie i nie męczą. No i do tego dobrze brzmią. W zestawie mamy wygodny futerał; jedyne, co bym dodał, to kabel większej długości i nieco solidniejszy. HP-1 sprawdzą się zatem w studiu i na trasie – jako słuchawki melomana i muzyka, producenta. Tak też bym widział potencjalnego nabywcę: osobę w jakiś sposób związaną z szeroko rozumianą produkcją dźwiękową (nie tylko muzyczną), ale chcącą mieć słuchawki uniwersalne, także do posłuchania ulubionych płyt w domu czy na spacerze. W tej kategorii omawiany model sprawdza się doskonale.

Tekst: Dariusz Mazurowski, Muzyka i Technologia