
Zespół Kwiat Jabłoni osiągnął status gwiazdy w zaledwie kilka lat. Bez wątpienia jest to zasługa charyzmatycznego rodzeństwa Kasi i Jacka Sienkiewiczów, jednak o sukcesach na polu koncertowym decydują nie tylko walory artystyczne, ale też profesjonalne podejście do technicznych i realizacyjnych aspektów muzyki na żywo. Za te ostatnie od kilku już lat odpowiada TJT Music, która pod okiem odpowiedzialnego za całą sferę produkcyjną Oskara Tarczyńskiego oraz realizatora dźwięku Patryka Tylzy, przeprowadziła pełny proces organizacji technicznej wydarzenia, jakim było nagranie albumu „Przesilenie” – wyjątkowej, koncertowej płyty orkiestrowej tego niezwykłego zespołu. Wydarzenia, które odbyło się w siedzibie Państwowego Zespołu Ludowego Pieśni i Tańca „Mazowsze”.
Andrzej Skowroński, Muzyka i Technologia: Kwiat Jabłoni w siedzibie Państwowego Zespołu Ludowego Pieśni i Tańca „Mazowsze” to wyjątkowe wydarzenie, które pod wieloma względami różniło się od klasycznego podejścia do koncertu, ponieważ głównym założeniem była jego rejestracja w formie audio. Czy był to biletowany koncert?
Patryk Tylza: Wydarzenie było niezwykłe przede wszystkim o tyle, że cały materiał zaaranżowano na skład orkiestrowy – w zasadzie prawie symfoniczny. Mamy zatem skład większy niż kiedykolwiek wcześniej bo niemal pięćdziesięcioosobowy. Nie był to koncert biletowany sensu stricte, choć bilety uprawniające do zajęcia miejsca na publiczności podczas nagrania płyty live – bo tym było to wydarzenie – wyprzedały się w mgnieniu oka. Założenie było też takie, że sprzedajemy bilety na trzy „ujęcia”. Pierwszego dnia zagraliśmy próbę generalną bez publiczności, potem pierwszy „take” z publicznością, no i drugiego dnia zagraliśmy już pełne dwa podejścia, także z publicznością. Razem trzy pełne programy koncertowe, złożone z 20 piosenek każdy, z których wydaliśmy w tej chwili na płycie finalnie 15. Trzy kolejne prawdopodobnie wyjdą poza albumem, ale termin nie jest jeszcze znany. Ideą wydarzenia była przede wszystkim rejestracja audio. Dosyć długo rozważaliśmy miejsce, w którym chcielibyśmy to zrobić, bo pierwszym pomysłem było studio imienia Witolda Lutosławskiego ze względu na panująca tam akustykę. Ja tę salę, szczerze mówiąc, uwielbiam — to studio jest przepiękne do nagrań symfonicznych. Do nagrania rozrywki – to bywa dyskusyjne, co moim zdaniem wynika z faktu, że obiekt ten jest bardzo trudny do nagłośnienia muzyki rozrywkowej. Nagranie to jednak zupełnie inna bajka. Nagrania, które stamtąd wychodzą, są zwykle rewelacyjne, trzeba tylko przypilnować lokalnego oświetlenia ponieważ „lubi się nagrać”.
Finalnie natomiast zaistniało kilka czynników, przede wszystkim organizacyjnych, które sprawiły, że się to nie udało. Szukaliśmy jakiejś alternatywy i w pewnym momencie Krzysztof Polesiński zasugerował siedzibę Państwowego Zespołu Ludowego Pieśni i Tańca „Mazowsze”, która stosunkowo niedawno przeszła gruntowną modernizację w domenie audio. Jak przyjrzeliśmy się specyfikacji tego obiektu, pojechaliśmy tam na dokumentację, to stwierdziliśmy, że to jest dokładnie to, czego szukaliśmy.

Kwiat Jabłoni w siedzibie Państwowego Zespołu Ludowego Pieśni i Tańca „Mazowsze”. Wyjątkowe wydarzenie, które pod wieloma względami różniło się od klasycznego podejścia do koncertu, ponieważ głównym założeniem była jego rejestracja w formie audio.
Trochę nie bardzo mi się chciało wierzyć, że to jest państwowy obiekt. Szczerze mówiąc, wielokrotnie widziałem wydane publiczne pieniądze w różnych inwestycjach i są one wydawane… różnie. Tak dobrze wydanych publicznych pieniędzy nie widziałem jeszcze nigdy. Autentycznie uważam, że powinien to być wzorzec dla wszystkich tego typu obiektów w Polsce. I mówię nie tylko o inwestycjach związanych z infrastrukturą, ale jednocześnie i sprzętowych. Instalację wykonano z tak dużym pomyślunkiem — i to nie tylko w dostosowaniu do wymogów samego „Mazowsza”, a właśnie do tego, żeby mogły się tam odbywać różne inne wydarzenia. Ogrom pracy, jaki tam włożono: bardzo świadomej, bardzo kompetentnej roboty projektowej jest godny podziwu i tu ogromne gratulacje dla Krzyśka, który to wszystko zaprojektował. Nieczęsto się to widzi w publicznych projektach. Akustyka w sali także rewelacyjna. Sprzętowo obiekt przygotowany fenomenalnie, łącznie z oświetleniem i multimediami, do absolutnie wszelkiego tego typu działań. No więc w zasadzie decyzja była oczywista.
Kwestia spięcia całej logistyki i zrobienia tego tak, żeby to się po prostu udało. Tu rewelacyjna robota Oskara Tarczyńskiego, który spiął to wszystko perfekcyjnie i na najwyższym poziomie, a zmiennych było naprawdę dużo. Dodatkowo oprócz dźwięku, dwie piosenki zarejestrowane były też w formie wideo, choć nie jako „live sesja”, a w formule trochę bardziej teledyskowej. Wymagało to więc przygotowania scenografii, oświetlenia pod wideo itd., do tego tak wielki skład… dlatego tej pracy produkcyjnej było „pod korek” i tylko osoba z ogromnym doświadczeniem w tego typu działaniach mogła to tak dobrze pospinać.

DiGiCo Quantum 852T. Potężne możliwości zarówno dotyczące ilości możliwych kanałów wejściowych czy szyn, ale przede wszystkim zapewniają pełną elastyczność routowania oraz sterowania.
Z czego skorzystaliście na miejscu, a jaki sprzęt wzięliście ze sobą?
Skorzystaliśmy z tego, co oferuje obiekt jeśli chodzi o konsolety i system nagłośnieniowy, a także systemy bezprzewodowe, które były na miejscu i które są tam dostępne z dużym zapasem, a do tego wszystko jest zabezpieczone backupami, Powiem szczerze, jest to jedna z tych instalacji — takich naprawdę wzorcowych. Tak się powinno robić tego typu rzeczy. Całą technologię sceny, czyli mikrofony, okablowanie itp., dostarczyliśmy sami. Zależało mi na pewnym, określonym zestawie mikrofonowym pod kątem nagrania, dlatego że moją główną misją było wyprodukowanie dźwiękowe tego albumu, czyli zadbanie o to, żeby cały proces nagrania przebiegł tak, jak powinien. Potem zmiksowanie tego i złożenie albumu w całość – to również była moja robota.
Koncepcja brzmienia była Twoja. Musiała powstać dużo wcześniej, zanim się tam pojawiliście. Jednak koncepcje są po to, aby je dynamicznie dostrajać do realiów.
Tak, pomimo że początkowy pomysł był trochę inny, to finalnie zdecydowaliśmy się na to, żeby użyć wozu ATMOS firmy 120dB do rejestracji tego koncertu, bo wygrało bezpieczeństwo i chęć zrobienia wszystkiego „jak należy”. I faktycznie: kolejny etap kontroli jakości – to, że na wozie był inżynier (Miłosz Sapieha, 120dB – przyp. red.), który ma możliwość weryfikacji tego, czy źródła są takie, jak być powinny oraz czy jakieś ujęcie nie wymaga korekty mikrofonu lub dodatkowej separacji – jest rzeczą nieocenioną i absolutnie kluczową w tego typu przedsięwzięciach. Nie ulega wątpliwości, że wóz dźwiękowy do takich nagrań to jest absolutnie strategiczna i podstawowa rzecz.
Moglibyśmy oczywiście podebrać i nagrać kanały bezpośrednio z DiGiCo Quantum, mamy wszystko po Optocorze, są wyjścia MADI, są interfejsy DiGiGrid MGR umożliwiające zapis 128 kanałów w 96kHz. Jesteśmy to w stanie technicznie zrobić i to, szczerze mówiąc, była moja pierwsza myśl. Natomiast po chwili zdałem sobie sprawę, że jednak trzeba tym ludziom też jakiś dźwięk na sali zrobić — to po pierwsze. I jednocześnie mamy na miejscu immersję, więc chciałbym też zrobić to w pełni w systemie tego typu, a zatem dołożenie do obowiązków na FOHu jeszcze zapisu śladów to byłby już zbyt duży kompromis.
W „Mazowszu” pracują wybitni specjaliści: pracuje Krzysiek, pracuje tam Łukasz Łęcki i Piotrek Przedbora — absolutna czołówka, nie tylko polska, ale też światowa w wielu dziedzinach — i świetnie było też móc pracować z nimi tam na miejscu oraz zrobić wszystko zgodnie ze sztuką z zachowaniem podziałów na realizację live, nagranie itd. Wóz ATMOS połączony był z lokalną infrastrukturą po MADI w 96 kHz poprzez tzw. „dziurę w ścianie” – o czym będzie jeszcze głośno, a całość została zsynchronizowana do jednego zewnętrznego generatora zegara.
Świetnie było nauczyć się dużych konsolet DiGiCo, bo to była moja pierwsza styczność z największym modelem Quantum 852, rzadko spotykanym w naturalnym habitacie. Cały set, czyli Waves, Fourier Audio —tam jest po prostu wszystko. Więc czułem się jak dziecko w sklepie z zabawkami na tym FOH-u. Jest absolutnie wszystko, co najlepsze i najnowsze.
- Patryk Tylza
- Na FOH rozwiązania od Fourier Audio i Waves
Czy robiłeś setup do tych koncertów w domu, wcześniej przygotowując się offline? Kiedyś rozmawialiśmy o tym, że masz sceny przygotowywane w bardzo zaawansowany sposób, z mnogością automatyki i to bardzo personalizowanej w działaniu.
Krzysztof Polesiński bardzo dużo mi pomógł z przygotowaniem konsolety, z przygotowaniem routingu pod L-ISA, bo to jest coś, o czym ja nie miałem pojęcia — że aż tak głęboko można wejść. Nie robiłem tego nigdy wcześniej, więc Krzysiek pomógł mi to wszystko przygotować i tylko w zasadzie dzięki niemu to się udało w tak krótkim czasie. Możliwości tych stołów też powodują, że można zrobić wszystko wszędzie… absolutna dowolność routingu, totalna dowolność w programowaniu snapshotów, makr. Tym się to różni od czasów, kiedy zaczynałem, że mamy tę przepiękną możliwość i mamy takie cudowne narzędzia, które umożliwiają nam już to, że w zasadzie możemy bardzo dużo pracy studyjnej przenieść na scenę. Mamy dostęp do praktycznie tych samych narzędzi już na żywo, które były dawniej tylko w studio.

Konsolety DiGiCo Quantum 852T w siedzibie „Mazowsza” były pierwszymi takimi urządzeniami w Polsce.
Jak wygląda kwestia trudnych do opanowania przesłuchów, wpływu jednych źródeł na inne?
Gramy tak naprawdę w zasadzie bez hałasującego backline’u. Staramy się, żeby ta scena była jak najcichsza. To daje nam tę fenomenalną możliwość, która otworzyła nam zupełnie nowy świat, którym jest preprodukcja. Czyli po prostu przygotowanie wstępnego miksu frontowego w studiu. Wraz z tym rosną też wymagania artystów, bo im bardziej mamy materiał dopracowany, wyprodukowany na etapie studia, tym potem tak naprawdę trudniej jest go odzwierciedlić na żywo i tym więcej tej pracy preprodukcyjnej wymaga potem praca na żywo.
Kwiat Jabłoni jest dokładnie takim zespołem. Po pierwsze cechuje go olbrzymi rozstrzał gatunkowy piosenek. Na koncercie takim standardowym, w standardowym podstawowym składzie, mamy przekrój od kameralnych ballad na fortepian i mandolinę, przez piosenki typowo country i folkowe, aż po techno — i to dosłownie. Nie umiem sobie wyobrazić, jak można byłoby to zrobić metodą „jednolitego miksu”. To byłaby wersja uśredniona wszystkiego, co się chce przekazać. Wszelkie zmiany definicyjne w brzmieniach poszczególnych instrumentów, czy ich interakcje wynikające z aranżu, musiałyby w zasadzie zachodzić na etapie źródła (co często jest albo niemożliwe, albo wymagałoby np. kilkukrotnie większego zestawu instrumentów), a na koniec po prostu być jednym wielkim kompromisem.
Więc tak: ja jestem olbrzymim fanem preprodukcji, jestem olbrzymim fanem przygotowywania miksów frontowych dla każdej piosenki. Szczególnie w takich składach jak Kwiat Jabłoni, gdzie mamy z jednej strony dużo żywych instrumentów, a z drugiej strony właśnie ten rozstrzał gatunkowy. Z trzeciej znowu strony niektóre źródła są tak naprawdę trudne do nagłośnienia i bardzo trudne do pracy z nimi. Bo czasem pojawia się olbrzymia ilość instrumentów perkusyjnych, bardzo głośnych, masa harmonii, a w niej tona mikro detali i smaczków, a to wszystko w połączeniu z bardzo kameralnymi wokalami.
Kasia Sienkiewicz jest osobą, która ma fenomenalną emisję i operuje nią bardzo świadomie. Jej głos potrafi być naprawdę potężny, za to w piosenkach, które są z założenia delikatne, intymne itd., ta jej delikatność, której ona bardzo często używa, jest, nie ukrywajmy, dużym wyzwaniem technicznym — i moja w tym rola, aby mogła się z tym „przebić”, aby te subtelności i detale pokazać, uwypuklić. Praca bez przygotowania na takim materiale staje się walką, a tego nie chcemy. Automatyka to jest jedna z podstawowych funkcji, którą dla mnie musi mieć konsoleta— i to musi być na prawdę zaawansowana automatyka. W DiGiCo nie ma w tej materii żadnego ograniczenia. Zawsze staram się wybierać narzędzia do projektu, a nie odwrotnie. Nie chcę dostosowywać projektu do narzędzi, które mam czy lubię.
Aktualnie jesteśmy w trackie realizacji trasy „Przesilenie Tour” podczas której gramy na żywo pełnym składem materiał zarejestrowany w „Mazowszu” i tu również, z dokładnie tego powodu, używamy konsolet DiGiCo, tym razem dostarczonych przez The Brawlers. Finalnie zdecydowaliśmy się na DiGiCo Quantum 338 zarówno na FOHu jak i na monitorze, z 32-bitowymi SD-Rackami, bo to jest absolutny „game changer”, jeśli chodzi o brzmienie tych konsolet – różnica w brzmieniu w porównaniu z „czarnymi” kartami jest ogromna. Szczególnie przy takich źródłach, które wymagają dużego zakresu dynamiki — jak już rozmawiamy o nagraniach orkiestrowych czy klasycznych. Finalnie wszystko się udało i nagraliśmy, myślę, całkiem fajną płytę, która jest już dostępna w sprzedaży i na serwisach streamingowych.

DiGiCo Quantum 852 w „Mazowszu” pracują zarówno na FOH, jak i na stanowisku monitorowym.
Opowiedz o swoim podejściu do miksowania immersyjnego. Wiele osób boi się tego, nie chce „pozbawiać się” narzędzi dostępnych „na sumie”, takich jak kompresja miksu lub korekcja całości materiału.
Znów wielkie podziękowania dla Krzysztofa Polesińskiego! Powiedział mi na starcie parę bardzo ważnych rzeczy odnośnie miksowania live w immersji. Ja próbowałem trochę przełożyć moje myślenie z miksowania nagrań w systemie Dolby Atmos, które jest zupełnie oczywiście inne niż miksowanie w stereo. Można wiele rzeczy przełożyć sobie na tę immersję koncertową, ale nie wszystkie. I teraz jedną z tych rzeczy jest właśnie ten taki grupowy processing, czyli traktowanie sumowania jako takiego jako procesu, który zachodzi gdzieś tam w konsolecie. I pomógł mi przełożyć ten mindset właśnie Krzysiek. Powiedział: „Nie myśl o graniu jakąkolwiek sumą. Ta suma powstaje dopiero na sali. Ona powstaje w zasadzie w powietrzu a finalne sumowanie następuje w aparacie słuchowym słuchacza”.
Ta zmiana myślenia powoduje, że zaczynasz kompletnie inaczej myśleć o miksie, bo nagle się okazuje, że te wszystkie narzędzia, których używaliśmy do sumowania, w zasadzie tak naprawdę służą do zmieszczenia całości w stereo. Ten problem przestaje istnieć w przypadku systemu immersyjnego, bo dostajemy do dyspozycji literalnie trzeci wymiar — bo nagle okazuje się, że oprócz samej barwy, głośności i wysokości dźwięku dochodzi dodatkowy parametr: lokalizacja w przestrzeni. I to przestrzeni, która nie ma 30 stopni szerokości, tylko ma 360. I to jest pierwsza sprawa.
Druga sprawa jest taka, że w zasadzie można przyjąć, że jeśli masz poprawnie zaprojektowany system immersyjny, to w twój headroom jest nieskończony – mówiąc w dużym cudzysłowie. Czyli po prostu nagle przestajesz potrzebować tak „prasować” tę sumę, żeby ją zmieścić, bo ty nie musisz jej mieścić, mając gdzie to wszystko poukładać.
No i tutaj wchodzi ten moment, kiedy DiGiCo wygrywa absolutnie przy takim miksowaniu. W sumie nie znam drugiej konsolety, która ma taki routing, że można wszystko, wszędzie i do wszystkiego, pełną integrację z technologią L-ISA oraz Waves i Fourier Audio.
Dodatkowo w trakcie produkcji do dyspozycji mieliśmy Trackery do śledzenia wokalistów! To jest coś niesamowitego i to działa rewelacyjnie! W systemie immersyjnym nie musisz mieć wokalu na środku , niezależnie od tego, gdzie stoi wykonawca tylko dlatego, że w stereo „centrum” panoramy jest faktycznie percepowane jako środek tylko na niewielkim wycinku widowni. W graniu 360 stopni przemieszczanie się obiektów jest całkowicie naturalne do tego stopnia, że ciężko bez tej opcji wyobrazić sobie zbudowanie sceny dźwiękowej.
Nie myślisz o tym, że wokal musi być „na środku” czyli wychodzić z obu kanałów systemu stereofonicznego w równych proporcjach, bo skoro system pozwala dokładnie oddać pozorną lokalizację źródła dźwięku w sposób konsystentny dla całej widowni, a do tego jest tracker, to ten wokal spokojnie może nie tylko docierać do słuchacza, oczywiście wrażeniowo, z miejsca, gdzie fizycznie stoi, ale także się poruszać wraz z wykonawcą. Jak o tym teraz myślę, to dochodzę do wniosku, że byłoby to nienaturalne, gdyby oczekiwać, że instrumenty porozkładane są w przestrzeni dookoła, a wokal koniecznie pojawia się z frontu, na środku. Z drugiej strony: czy zawsze chodzi o naturalność? Czasem chodzi o efekt! W systemach immersyjnych 360 stopni mamy pełną dowolność i wówczas pozostaje proces kreacji.
Świetnie też, że producenci nagłośnienia wracają ze swoimi rozwiązaniami typu point source, które są idealne do zadań takich jak właśnie dźwięk immersyjny w małych przestrzeniach – dzięki temu mamy szansę widzieć takich systemów coraz więcej czego, mimo początkowego sceptycyzmu, jestem gorącym zwolennikiem. Nie w każdej instalacji jest miejsce na system line array gdy chcemy mieć immersję. L-Acoustics, w który wyposażona jest sala widowiskowa zespołu „Mazowsze”, ale także i Adamson, d&b czy Meyer Sound już mają swoje produkty gotowe do takiego zastosowania, a coraz więcej z nich nadaje się do zastosowań w mniejszych obiektach, co mnie bardzo cieszy!

Patryk Tylza odpowiadał za miks oraz produkcję dźwiękową koncertowego albumu zespołu Kwiat Jabłoni.
Warto więc wpaść do miejsca wyposażonego w immersyjny system, na dobrze stworzony pod niego spektakl lub koncert, i doświadczyć tego na własne uszy.
Najlepszym dowodem na to, jak bardzo nośny jest to obecnie temat i jak fascynujący jest taki setup, jest to, że pierwszy raz nakręciłem dosłownie 3-sekundową rolkę, jak wchodzę na FOH, na zasadzie „to moje biuro na dzisiaj”, i natychmiast uzyskałem 60 tysięcy odtworzeń. Skala zainteresowania jest nie do opisania, a wierz mi, że naprawdę trzeba to usłyszeć. Jeżeli chcecie usłyszeć działanie takiego systemu to najlepiej skontaktujcie się z Krzyśkiem a z pewnością zaprezentuje on Wam możliwości takiej instalacji.
Szczególnie zachęcam do tego tych Czytelników, dla których podobnie jak jeszcze do niedawna dla mnie system immersyjny do zastosowań live był jedynie cwanym sposobem producentów sprzętu na zwiększenie sprzedaży głośników. Zrozumienie, jak bardzo się myliłem, wymagało doświadczenia tego na własnej skórze i to zza konsolety, co absolutnie każdemu polecam!
Rozmawiał: Andrzej Skowroński, „Muzyka i Technologia”
Zdjęcia: Daniel Wojtala







