
Łódzka firma nagłośnieniowa Kacprzak Estrada przez lata działalności wyrobiła sobie w pełni zasłużoną renomę. Była też jedną z pierwszych, które konsekwentnie inwestowały w rozwiązania francuskiej marki L-Acoustics. Całkiem niedawno nabyła system oparty na modelach L2 i L2D, co samo w sobie było dobrym pretekstem, by porozmawiać z jej założycielem i prezesem, Albertem Kacprzakiem. A ponieważ tak się złożyło, że w połowie marca przyjechał do Trójmiasta, by omawiać jedną ze zbliżających się realizacji, skorzystaliśmy z okazji, by umówić się na spotkanie, którego efektem stał się poniższy wywiad.
Siłą rzeczy motywem przewodnim były oczywiście najnowsze nabytki, wokół których toczyła się nasza rozmowa, ale nie zabrakło też innych tematów, w tym genezy firmy oraz szczególnie interesujących wydarzeń.
Dariusz Mazurowski, Muzyka i Technologia: Zacznijmy od tego, co niedawno trafiło do Waszych magazynów, czyli L-Acoustics L2. Masz szczęście być jednym z pierwszych posiadaczy tego systemu w Polsce. W jakiej konfiguracji go kupiliście i co legło u podstaw decyzji o wyborze właśnie tych modeli?
Albert Kacprzak: Rzeczywiście, jesteśmy jedną z pierwszych firm w Polsce, które posiadają system L2. Zdecydowaliśmy się na konfigurację po dwa moduły L2 oraz jeden L2D na stronę, zasilane dedykowanymi wzmacniaczami LA7.16. Uzupełnieniem są subbasy KS28, zasilane wzmacniaczami LA12X, no i cały osprzęt, którego potrzebujemy, by tego systemu używać.
A dlaczego właśnie L2? Bo zaczęło nam brakować dużego systemu. Do tej pory byliśmy przede wszystkim kojarzeni z realizacjami eventowymi i zamkniętymi wydarzeniami korporacyjnymi, ale naturalnie zaczęliśmy wchodzić w coraz większe projekty – zarówno eventowe, jak i koncertowe. W pewnym momencie nasz dotychczasowy sprzęt po prostu przestał być wystarczający. Decyzja o zakupie dużego systemu była więc konsekwencją rozwoju firmy. To nie jest inwestycja, z którą czeka się na „idealny moment”, bo on w tej branży nigdy nie przychodzi. Trzeba go po prostu stworzyć. Dodatkowo mieliśmy świadomość, że okno rynkowe na tego typu systemy szybko się zamyka, więc nie chcieliśmy zostać w tyle.

Albert Kacprzak, prezes i założyciel firmy, z dumą pozuje na tle systemu L-Acoustics.
Sprzęt jeszcze pachnie nowością, więc jak sądzę, nie miał okazji być wykorzystany w praktyce, ale domyślam się, że macie już jakieś plany z nim związane?
Oczywiście że tak. Ale zanim mogłem zacząć układać kalendarz, musieliśmy przejść kilka ważnych kroków. Wiesz, zakup takiego systemu to nie jest sytuacja, w której wchodzi się do sklepu i „bierze z półki”, to proces, który wymaga czasu i planu. Samo zdobycie finansowania chwilę trwało, bo nie jest to dla firm leasingowych typowy produkt, który można sobie tak po prostu kupić. Tu duży ukłon w stronę Audio Plus i Wojtka Mazurka za sprawną komunikację i wsparcie na każdym etapie. Kluczowa była też dostępność systemu. Mieliśmy sporo szczęścia, bo zestaw był już wyprodukowany i gotowy do odbioru, więc decyzję trzeba było podjąć bardzo szybko, bo zainteresowanie tymi rozwiązaniami jest ogromne, nie tylko w Polsce, ale i globalnie. Finalnie udało się wszystko spiąć i system jest już u nas, natomiast po drodze musieliśmy świadomie odpuścić część realizacji. Nie mając pewności co do terminu dostawy, nie chcieliśmy podejmować ryzyka i ofertować projektów, których nie bylibyśmy w stanie zrealizować na naszym sprzęcie. Samo dokonanie zakupu to jedno, ale osobną kwestią jest jeszcze wyszkolenie się z obsługi. Tu znów muszę wspomnieć o Audio Plusie, który zorganizował nam kilka dni szkoleń, u nich w Łomiankach oraz w plenerze. Dziś jesteśmy już gotowi operacyjnie i zaczynamy układać kalendarz wydarzeń. System nie zdążył się jeszcze dobrze „rozgrzać”, a już wiemy, że będzie intensywnie pracował.

Subwoofery L-Acoustics KS28 i system Syva
Jak to się w ogóle stało, że zainteresowałeś się urządzeniami tego francuskiego producenta i skąd decyzja, by po paru latach wybrać właśnie L2?
Moja historia z L-Acoustics zaczęła się w 2019 roku. Szukałem wtedy rozwiązania dla firmy, mając bardzo jasno określone potrzeby, natomiast rynek nie do końca był w stanie na nie odpowiedzieć. Wtedy postrzegałem systemy L-Acoustics jako rozwiązania raczej niedostępne – zbyt zaawansowane i kosztowne jak na nasze realia. Wszystko zmieniło się w momencie, kiedy dostałem na testy system A15. To był przełom. Od razu wiedziałem, że to dokładnie to, czego szukam. Zdecydowałem się na zakup jako pierwszy w Polsce, mimo że było jeszcze sporo niewiadomych. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że to była jedna z najlepszych decyzji biznesowych, jakie podjąłem. Od tamtego momentu konsekwentnie rozwijamy nasz park technologiczny w oparciu o rozwiązania L-Acoustics. Kolejne systemy wjeżdżały do firmy właściwie w ciemno i dziś mamy szeroki przekrój – od systemów A15 i A10, przez Syvę (która cieszy się u nas bardzo dużym zainteresowaniem), aż po monitory X12, X8 i 5XT oraz dedykowane wzmacniacze. Naturalnym krokiem w tym rozwoju było wejście w system klasy L2.
Wówczas nie słyszałem jeszcze L2 w pełnej krasie, w warunkach plenerowych. Ale usłyszałem go podczas festiwalu Soundedit. To był pokaz demo w Łodzi, w klubie Wytwórnia, który znam na wylot. Gramy tam bardzo często na A15 i na którymś metrze tej przestrzeni mamy już dosyć duże spadki, w związku z czym trzeba się posiłkować strefą delayową. A przy L2, który był tam pokazany, można było przejść całą salę i wszędzie było równo. To zrobiło na mnie wielkie wrażenie. To duży system, ale można go wykorzystać nie tylko na wielkich plenerach, ale też w większych halach hotelowych czy innych salach, w których często obsługujemy wydarzenia. Ten aspekt jest dla mnie wielkim plusem. Już widzę, że mniejszą ilością sprzętu jestem w stanie zapewnić równomierne pokrycie dużej sali. A im mniejsze grono, tym łatwiejsza procedura – od zawieszenia, przez konfigurację, aż po użytkowanie. To oznacza ogromną efektywność i wygodę pracy. Krótko mówiąc, L2 realnie upraszcza logistykę, a jednocześnie podnosi jakość realizacji.

L-Acoustics to nie tylko innowacyjne technologie, ale także wyjątkowa dbałość o każdy szczegół, idąca w parze z najwyższą jakością wykonania.
Jak się współpracuje z polskim dystrybutorem L-Acoustics, firmą Audio Plus?
Po tych sześciu latach pracy z L-Acoustics mogę powiedzieć, że wszystko z chłopakami z Audio Plus jest właśnie na plus. W praktyce wygląda to tak, że jeżeli pojawia się jakikolwiek temat, wystarczy jeden telefon i sprawa jest załatwiana od ręki. To dotyczy spraw handlowych, serwisowych, marketingu. Jak już pracujesz nad tym sprzęcie, to wiesz czego oczekiwać. L-Acoustics to nie jest marka, która „sprzedaje się sama przez handlowców”. Tu klient musi wiedzieć, czego szuka i czego oczekuje – a dystrybutor ma być partnerem. I dokładnie tak jest z Audio Plusem.
Opowiedz nam o swoich początkach, jak to się stało, że trafiłeś do tej branży i finalnie postanowiłeś założyć własną firmę?
Mam 35 lat, a już ponad 25 lat doświadczenia. Wszystko zaczęło się od DJ-owania, bo moi rodzice prowadzili kiedyś dyskotekę, która z czasem przekształciła się w hotel organizujący imprezy zamknięte. Tam się wychowałem i tam poznałem ludzi, którzy wciągnęli mnie w świat eventów. Pierwsze imprezy prowadziłem mając zaledwie 9 lat. Kiedy miałem 15-16 lat, rodzice mnie wozili na imprezy, bo nie miałem prawa jazdy. Okazało się, że przed wieczorną imprezą często odbywała się mała konferencja – 2–3 mikrofony, kilka głośników. Z czasem te kilka głośników rozrosło się do kilku ciężarówek sprzętu, a ja zdobywałem doświadczenie przy coraz większych realizacjach. Pamiętam też swoją pierwszą wizytę na Expo XXI w Warszawie – miałem wtedy może 16 lat. Wielkie projektory wielkości europalety i ekrany 30 na 10 metrów (wtedy nie było jeszcze LED-ów) zrobiły na mnie ogromne wrażenie i uświadomiły, jak rozległa i fascynująca jest ta branża. Dla chłopaka z małej miejscowości było to coś niesamowitego. Co jeszcze fajniejsze, wiele osób, które wtedy podziwiałem za ich wiedzę i doświadczenie, dziś pracuje u mnie. To profesjonaliści z ogromną wiedzą, którzy współtworzą naszą firmę i napędzają jej rozwój.

Posiadanie takich systemów wywołuje uczucie radości na twarzy Alberta Kacprzaka.
Kilka lat temu rozmawialiśmy przy innej okazji, także o A15, i pamiętam, że wtedy wspominałeś, że głównym segmentem rynku, na którym działacie, są zamknięte eventy, imprezy korporacyjne. Ale widzę też, że coraz częściej realizujecie także koncerty.
Oczywiście, obsługujemy także koncerty, choć do tej pory byliśmy głównie kojarzeni z eventami zamkniętymi i imprezami korporacyjnymi – tam, gdzie po części konferencyjnej często odbywa się część wieczorna, gala czy koncert gwiazdy. Mieliśmy już kontakt z wieloma artystami, w tym także z topowymi zespołami, które przewinęły się przez nasze realizacje. Dziś obsługujemy również imprezy poza granicami Polski, gdzie nasi klienci oczekują jakości na najwyższym poziomie. Trzeba pamiętać, że eventy są troszkę inne od tras koncertowych – klienci cały czas oczekują czegoś nowego, czegoś, czym można ich zaskoczyć. Dlatego ciągle inwestujemy i rozwijamy się, by iść do przodu, podnosić standardy realizacji i zapewniać najwyższą jakość dźwięku i doświadczenia.
Czyli zakup L2 to efekt przemyślanej strategii biznesowej — firma się rozwija, pojawiają się nowe możliwości, więc trzeba się dozbroić, by je wykorzystać, a z drugiej strony nowy sprzęt otwiera kolejne możliwości.
Dokładnie tak. Pojawiła się możliwość współpracy z dużymi agencjami koncertowymi przy kilku trasach, co wynikało z tego, że znali nasze realizacje i cenili jakość naszej pracy. Ale nie mieliśmy odpowiednio dużego sprzętu, żeby o te imprezy zawalczyć. Teraz, kiedy mamy już własny sprzęt na magazynie, możemy oferować kompleksową obsługę – dostarczamy całą technologię i bierzemy pełną odpowiedzialność za realizację. To daje nam komfort pracy i pewność, że wszystko zadziała tak, jak trzeba. Istotną rzeczą jest też to, że ja generalnie unikam pożyczania sprzętu z rentalu, bo nigdy nie wiem, na co trafię. Dlatego przykładamy ogromną wagę do pracy na własnym, sprawdzonym sprzęcie, który znamy i na którym możemy polegać.

Wzmacniacze LA12X
Zaczynałeś od obsługi nagłośnienia, skupiając się na dźwięku, ale wyraźnie widać, że poszliście w kierunku kompleksowych realizacji — ze światłem, multimediami, scenografią itd. Czy to także efekt rozwoju firmy i szukania nowych możliwości?
To prawda, zaczynaliśmy od dźwięku, ale teraz mamy już duży departament światła i multimediów, a także dział scenografii. Więc wykonujemy całe realizacje eventów, poczynając od fazy projektowania. Chociażby dziś – spotykamy się w miejscu, gdzie mam wizję lokalną. Za chwilę będziemy przygotowywać projekty, dogrywać je z klientem, a następnie realizować event. Czyli budujemy wszystko od zera.
Zakup L2 bardzo podniósł Wasz potencjał, na pewno też sprawi, że będziecie mogli obsługiwać coraz większe wydarzenia — czy są plany dalszej rozbudowy sprzętu w oparciu o urządzenia L-Acoustics?
Sądzę, że tak. Jak już mówiłem, teraz mamy spory przekrój portfolio L-Acoustics – L2, A15, A10, dwa komplety Syvy, monitory X12, X8, 5XT, wzmacniacze LA4X, LA12X oraz cały niezbędny osprzęt riggingowy. Dzięki temu możemy obsługiwać naprawdę duże wydarzenia – choć jeszcze nie Stadionu Narodowego, to już bez problemu Atlas Arenę, Torwar czy inne duże obiekty eventowe. Dzięki dodaniu L2 nasz potencjał znacząco wzrósł i jesteśmy w stanie zaoferować pełną realizację na najwyższym poziomie, niezależnie od skali imprezy.

Sukces firmy to nie tylko znakomity sprzęt, ale także wykwalifikowana załoga; na zdjęciu znaleźli się także – oprócz samego prezesa – Szymon Machynia i Maciej Orlik.
Kiedy zatem debiut systemu L2?
W tym momencie system L2 właśnie ma swój debiut. To duży, zamknięty event, więc nie możemy zdradzić szczegółów, ale powiem tyle: gramy na 1×L2D na stronę i uzyskujemy równe pokrycie na ponad 40 metrów od sceny! Strefę delay robi nam Syva, ze względu na dużą szerokość sali. Powiem szczerze – robimy ogromne WOW! Podczas szkolenia Jurek Kubiak pokazał nam, że systemem L2 można ograć naprawdę ogromne przestrzenie przy minimalnej liczbie modułów. W praktyce oznacza to, że jeden element jest w stanie poradzić sobie z 90% dużych sal hotelowych w Polsce i nie tylko. Jesteśmy gotowi na duże wydarzenia plenerowe czy halowe – L2 jest po prostu tak skuteczny i wydajny.
Jak oceniasz ogólnie systemy L-Acoustics pod kątem wygody użytkowania, ergonomii, tego, jak są pomyślane — mam także na myśli wyposażenie do riggingu, oprogramowanie do predykcji itd.? Jaki jest punkt widzenia użytkownika?
Znając nieźle systemy L-Acoustics mogę powiedzieć jedno – to naprawdę proste i łatwe w użytkowaniu rozwiązania. Wszystko jest przemyślane i przeliczone przez producenta, więc niezależnie od tego, czy używasz głośników kupionych kilka lat temu, czy świeżych, zachowują się i brzmią identycznie, spójnie między sobą. Logistyka pracy również jest banalna. System można złożyć i przewieźć stosunkowo niewielkim transportem, a przy większych konfiguracjach wszystko skaluje się logicznie. Transport, konfiguracja… Wszystko jest maksymalnie ergonomiczne. Moduły L2 zapinamy jednym wielopinowym złączem, a cały rigging jest stabilny i bezpieczny. To naprawdę upraszcza codzienną pracę i pozwala skupić się na tym, co najważniejsze. Dużo się też dowiedzieliśmy na szkoleniu i wtedy dopiero uświadomiliśmy sobie, jak można z tym systemem pracować.

L-Acoustics LA-RAK III wyposażony między innymi w trzy końcówki mocy LA7.16
Wygląda na to, że choć mówimy o bardzo zaawansowanym systemie, jest on przyjazny w obsłudze i bardzo ułatwia pracę. Oszczędza czas, a jak mawia przysłowie — czas to pieniądz.
Krótko mówiąc, to jest plug and play — po prostu włączasz i to od razu działa. Im bardziej grzebiesz, tym większe ryzyko pomyłki. Jeszcze przed zakupem systemu L2 kupiłem procesor P1, co bardzo poszerzyło nam horyzonty i możliwości całego systemu, a dzięki pracy w sieci AVB jest jeszcze prościej niż wcześniej. Ogromną zaletą jest także uniwersalność. Każdy wzmacniacz jest dopasowany do każdego głośnika, jest też fajny dokument, który pokazuje, np. ile jakich głośników możesz podpiąć na jednym kanale wzmacniacza. Więc Francuzi naprawdę zrobili kawał dobrej roboty. Dodatkowo, projektowanie i predykcję można zrobić praktycznie wszędzie — w domu, w biurze, a nawet w pociągu w drodze na imprezę. Całą konfigurację przygotowujesz w programie, wczytujesz ją na miejscu, wprowadzasz ewentualne drobne korekty i system działa idealnie. Możliwość sfazowania, wstępnego zestrojenia wszystkich całego zestawu sprawia, że efekt końcowy jest dokładnie taki, jaki przewidziałeś w projekcie.
Na wzmiankę zasługuje też kompatybilność wsteczna urządzeń L-Acoustics. Masz jakieś starsze modele i, kupując coś nowego, bez problemu zintegrujesz wszystko ze sobą.
Zgadza się. Dla mnie jednak najważniejsza jest powtarzalność. Park maszynowy L-Acoustics, który budujemy od kilku lat, jest niezawodny i przewidywalny. Pierwsze A15, które kupiłem pod koniec 2019 roku, brzmią i zachowują się dokładnie tak samo jak elementy, które dokupiłem później. To ogromna różnica w porównaniu do wcześniejszych producentów, z którymi pracowaliśmy. Każda seria to było coś zupełnie innego. Zwłaszcza w ambitniejszych realizacjach potrzebujemy sprawdzonych rozwiązań i musimy wiedzieć, co dany sprzęt potrafi i czego możemy od niego oczekiwać. Miałem taki przypadek stosunkowo niedawno. Na miejscu wisiał system topowego, światowego producenta i okazało się, że przy niezbyt mocnym graniu ten system się „zamknął”. Nie dało się z niego wykręcić więcej niż 96 czy 98 dB. Po prostu słychać było, że ma dosyć. Przy L-Acoustics wiem, że mam jeszcze zapas mocy.

Wszystkie urządzenia francuskiej marki mają w sobie pewien rodzaj elegancji, która sprawia, że są rozpoznawalne od pierwszego spojrzenia.
Opowiedz o jakiejś realizacji, która szczególnie wryła Ci się w pamięć.
Bardzo fajnym widowiskiem, które szczególnie utkwiło mi w pamięci, była „Bomba Megabitowa – Festiwal Lema” w Teatrze Wielkim w Łodzi. Współpracowaliśmy przy nim z Adamem Kupajem, który był pomysłodawcą i reżyserem widowiska, a od tego roku jest u nas dyrektorem kreatywnym. Dzisiaj wspólnie kreujemy i sprzedajemy kompleksowe projekty. Dostarczamy nie tylko sprzęt i technologie, ale po prostu cały show. Innym ciekawym projektem był Łódź Summer Festival 2025. Z małej strefy chill z DJ-em zrobiliśmy w zasadzie czwartą scenę festiwalu, grając tam na A15+KS21. Ten system spokojnie dawał radę przy kilkutysięcznej publiczności, a my skorzystaliśmy z okazji, by sprawdzić różne ustawienia i konfiguracje.
Czyli teraz idziecie w kierunku czegoś więcej niż po prostu realizacja techniczna, dodając do tego treść artystyczną?
Dokładnie tak, teraz tworzymy własne wydarzenia i projekty artystyczne, a współpraca z Adamem Kupajem pozwala nam dopasować je do potrzeb klientów. Dzięki temu możemy przygotować indywidualne show, które jest częścią całego eventu. Bo na tym polega praca dla klienta korporacyjnego. Na co dzień spotykamy się z wieloma zespołami i artystami, i widzimy, że czasem trudno im zrozumieć, że event to nie koncert dla gwiazdy, tylko wydarzenie dla klienta. Może warto, żeby branża pamiętała, że wszyscy pracujemy w tym samym celu. Chodzi o doświadczenie dla uczestników, nie tylko o to, kto występuje.

Silna ekipa Kacprzak Estrada
Uchyl rąbka tajemnicy i zdradź, jakie jest Twoje marzenie, widowisko, które chciałbyś zrobić?
Kiedyś moim marzeniem było zagrać z Marylą Rodowicz i to się spełniło. Zawsze chciałem zagrać z Krzysztofem Krawczykiem, ale to niestety już się nie spełni… Chciałbym zagrać duże, plenerowe widowisko z pełną orkiestrą symfoniczną. Na przykład połączenie DJ-a z orkiestrą, gdzie tradycyjny symfoniczny dźwięk miesza się z elektroniką i efektami multimedialnymi. Marzy mi się również interaktywne widowisko plenerowe, gdzie muzyka, światło, multimedia i scenografia reagują na publiczność, a sama scena „żyje” dzięki technologii. Takie projekty są trudne do zrobienia, ale mogę zdradzić, że już powoli coś tworzymy…
Technicznie jesteście na to gotowi?
Właśnie o to chodzi.
Po tylu latach w branży, jakie są Twoje refleksje, kiedy patrzysz wstecz, a zarazem przed siebie?
Mam ambitne plany i marzenia, ale wiem też, że w tym biznesie trzeba balansować między finansami a pasją. Moim marzeniem zawsze było mieć duży system nagłośnieniowy i doszedłem do momentu, w którym ten system stoi już w magazynie, a my zaczynamy na nim pracować. Bardzo się z tego cieszę. Ale niczego z tych rzeczy bym nie osiągnął, gdyby nie ludzie, którzy mnie otaczają i codziennie dają z siebie wszystko. Moja ekipa, współpracownicy i moja rodzina – żona oraz dzieci, Tosia i Olek – pozwalają mi iść pełną parą do przodu.
Tekst: Dariusz Mazurowski, Muzyka i Technologia
Zdjęcia: Krzysztof Skłodowski





