Rynek oświetlenia scenicznego w ostatnich latach przypomina wyścig zbrojeń, ale prowadzony w dość nietypowym kierunku. O ile jeszcze dekadę temu producenci licytowali się przede wszystkim mocą źródła światła i wielkością obudowy, o tyle dziś prawdziwa rywalizacja toczy się na polu optymalizacji. Martin Professional, po wcześniejszych premierach potężnych jednostek z rodziny MAC Ultra czy wszechstronnych MAC Era, postawił przed swoimi inżynierami zadanie karkołomne: stworzyć oprawę, która zmieści się w dłoni – no, może w dwóch dłoniach, a jednocześnie nie będzie zabawką, lecz pełnoprawnym narzędziem riderowym. Tak właśnie narodził się MAC One Beam.

Podobnie jak w przypadku analizowanych przeze mnie wcześniej konstrukcji innych marek, również tutaj wspólnym mianownikiem jest ekstremalna miniaturyzacja. Przy masie zaledwie 4,4 kg MAC One Beam rzuca wyzwanie dotychczasowemu postrzeganiu małych głowic. I nie – to nie jest po prostu „mała lampka”, lecz precyzyjne narzędzie, które ma wypełnić lukę tam, gdzie liczy się zarówno duża gęstość rozmieszczenia punktów oświetleniowych, jak i szybkość montażu. Co więcej, pomysłodawcy z Martina postanowili położyć nacisk jeszcze na jeden walor: integrację z obrazem wideo.

Urządzenie ma kompaktową podstawę, a systemy złączy rozmieszczono tak, by umożliwić gęste okablowanie, gdy zajdzie taka potrzeba. To niezwykle istotne przy produkcjach, w których na jednym metrze bieżącym kratownicy chcemy zawiesić kilka, a nawet kilkanaście takich jednostek.

Konstrukcja i optyka
Przyglądając się budowie MAC One Beam, od razu zauważymy charakterystyczną, dużą soczewkę o średnicy 120 mm. Zakres zoomu w tym urządzeniu wynosi od 4° do 27°, a w trybie Hyper-Zoom sięga 30°. Wąska wiązka 4° przy tak dużej soczewce wyjściowej tworzy w powietrzu bardzo gęsty, wręcz materialny słup światła, przywodzący na myśl efekty znane z dużo większych opraw. Z kolei przy maksymalnym otwarciu zoomu otrzymujemy miękką plamę, która idealnie nadaje się do doświetlania bliskich planów lub pracy w roli backlightu. I choć plama oświetleniowa jest równa i nienaganna, z pewnością nie zastąpi klasycznego, szerokiego washa na dużej scenie.

Sercem urządzenia jest silnik LED o mocy 120 W, wykorzystujący technologię RGBL (Red, Green, Blue, Lime). Dzięki temu MAC One Beam potrafi generować nasycone barwy, które w tradycyjnych systemach RGBW nie zawsze są możliwe do uzyskania.

Sercem urządzenia jest silnik LED o mocy 120 W, wykorzystujący technologię RGBL (Red, Green, Blue, Lime). To kluczowy detal. Rezygnacja z diody białej na rzecz limonkowej otwiera możliwość poruszania się w znacznie szerszym zakresie gamutowym kolorów. Dzięki temu MAC One Beam potrafi generować nasycone barwy, które w tradycyjnych systemach RGBW nie zawsze są możliwe do uzyskania. Taka kombinacja diod nie przeszkadza oczywiście w uzyskaniu wysokiej jakości światła białego z precyzyjną korekcją CTC.

Nawet gdy urządzenie nie świeci wiązką w stronę widowni, jego front pozostaje aktywny, budując bogate tło scenograficzne.

Integracja z innym światem, czyli Martin P3 – architektura jutra
Przejdźmy do elementu, który w mojej ocenie stanowi o być albo nie być tego urządzenia w nowoczesnych produkcjach: systemu P3. Często spotykam się z pytaniami, czy P3 to tylko kolejny protokół sterowania, taki jak DMX czy Art-Net. Odpowiedź brzmi: nie, to zupełnie inna filozofia pracy. System Martin P3 to platforma, która zaciera granicę między oświetleniem a wideo. Tradycyjnie, aby sterować każdą diodą w oprawie, czyli realizować tzw. pixel mapping, potrzebujemy ogromnej liczby kanałów DMX, co szybko zapycha sieci i komplikuje pracę na konsoli. Protokół P3 rozwiązuje ten problem, traktując urządzenia oświetleniowe jak fragmenty ekranu LED.

W MAC One integracja z P3 objawia się na dwóch poziomach. Pierwszy to Direct Mapping, czyli możliwość wysyłania sygnału wideo bezpośrednio na diody urządzenia. Procesor P3 „rozcina” obraz i przesyła odpowiednie fragmenty do poszczególnych opraw. Możliwa jest również praca hybrydowa. Taki model sterowania pozwala jednocześnie kontrolować podstawowe parametry głowicy – pan, tilt, zoom czy intensywność – z poziomu konsoli oświetleniowej, podczas gdy warstwa kolorystyczna i efekty są generowane przez media serwer i przesyłane protokołem P3.

MAC One Beam posiada wewnątrz układ 24 diod RGB odpowiedzialnych za backlight. Dzięki P3 każda z tych diod staje się niezależnym pikselem. W praktyce oznacza to, że cała ściana złożona, dajmy na to, z dziesiątek MAC One Beam może wyświetlać płynne animacje wideo czy inne skomplikowane tekstury, zachowując jednocześnie funkcję dynamicznych ruchów właściwych dla inteligentnych urządzeń. To rozwiązanie eliminuje opóźnienia i problemy z synchronizacją, które często pojawiają się przy tradycyjnym pixel mappingu realizowanym przez DMX.

Martin MAC One Beam i obok MAC One z charakterystyczną soczewką Frensela

Eye-candy i estetyka in-camera
W dobie mediów społecznościowych, transmisji streamingowych i wielkich ekranów LED na scenach wygląd samej lampy w obiektywie kamery stał się równie istotny jak parametry jej wiązki. Nader często same oprawy stanowią scenograficzną wartość dodaną. I właśnie dlatego Martin MAC One Beam został zaprojektowany z myślą o efekcie eye-candy. Specyficzne podświetlenie optyki rzeczywiście tworzy swoistą głębię obrazu. Nawet gdy urządzenie nie świeci wiązką w stronę widowni, jego front pozostaje aktywny, budując bogate tło scenograficzne. Dzięki processingowi P3 jasność i kolor tych efektów są automatycznie kalibrowane tak, aby współgrały z innymi elementami systemu Martina, na przykład panelami LED VDO Sceptron, co daje spójny obraz wizualny całej produkcji.

Pełna integracja z systemem riggingowym sprawia, że MAC One Beam pozwala tworzyć jeszcze bardziej elastyczne i spójne projekty oświetleniowe, łączące różne oprawy z rodziny MAC One w jednej instalacji.

Szybkość bez kompromisów
Niska masa urządzenia, wynosząca 4,4 kg, przekłada się bezpośrednio na dynamikę ruchu. Silniki krokowe w MAC One Beam pozwalają na błyskawiczne zmiany pozycji, co w połączeniu z precyzyjną optyką umożliwia tworzenie efektów typu snap, które przy większych i cięższych głowicach są trudne, a często wręcz niemożliwe do osiągnięcia. Inżynierowie Martina pomyśleli również o ergonomii. Urządzenie ma kompaktową podstawę, a systemy złączy rozmieszczono tak, by umożliwić gęste okablowanie, gdy zajdzie taka potrzeba. To niezwykle istotne przy produkcjach, w których na jednym metrze bieżącym kratownicy chcemy zawiesić kilka, a nawet kilkanaście takich jednostek.

MAC One Beam jest kompatybilny z systemem akcesoriów riggingowych, obejmującym m.in. belkę Fourbar i VDO Grid Mount System.

Czy miniaturyzacja to przyszłość?|
Analizując Martina MAC One Beam przez pryzmat mojego doświadczenia z innymi kompaktowymi systemami, dochodzę do wniosku, że mamy do czynienia z nowym paradygmatem w branży. Urządzenie to nie stara się być wszystkim dla każdego. Rezygnuje z szerokiego kąta świecenia na rzecz potężnego beama i unikalnych możliwości mapowania wideo.
To oprawa skrojona pod konkretne potrzeby: tam, gdzie liczy się szybkość, tam, gdzie logistyka wymusza lekkość sprzętu, i przede wszystkim tam, gdzie oświetlenie musi stać się integralną częścią obrazu wideo. Integracja z systemem P3 to zatem as w rękawie Martina – element, który sprawia, że MAC One Beam być może pod pewnymi względami wyprzedza konkurencyjne rozwiązania.
Coraz wyraźniej widać, że era ciężkich, nieporęcznych głowic powoli ustępuje miejsca inteligentnej, ekstremalnie zoptymalizowanej technologii. Odpowiedź na pytanie o sukces takich urządzeń nie kryje się jednak w samej specyfikacji, ale w tym, jak zostaną wykorzystane przez LD na największych światowych scenach. Jedno jest pewne: potencjał drzemiący w tych 4,4 kg jest imponujący.

Tekst: Paweł Murlik, Muzyka i Technologia