
Historia PogoArt to ponad dwie dekady konsekwentnego rozwoju, choć początki zainteresowania dźwiękiem u Sławomira Pogorzały sięgają znacznie wcześniej. Własny zespół, praca jako technik przy realizacji koncertów i kolejne lata spędzone za konsoletą stopniowo budowały doświadczenie, które z czasem przerodziło się w działalność pod własnym szyldem. Od samego początku fundamentem PogoArt były inwestycje w zaplecze sprzętowe. Wraz ze wzrostem skali realizacji rosły również wymagania wobec systemów nagłośnieniowych. Obecnie firma otwiera następny rozdział swojej historii, którego najważniejszym elementem jest nowy system d&b audiotechnik KSL.
Ten ważny z punktu widzenia historii firmy zakup to nie tylko zwiększenie możliwości technicznych, ale także otwarcie drzwi do tzw. pierwszej ligi i realizacji większych, bardziej wymagających produkcji. Dziś, obok oczywistych parametrów, takich jak dynamika, skuteczność czy kierunkowość, liczą się także aktualne trendy, riderowość oraz dostępność kompatybilnego sprzętu na rynku rentalowym.
O drodze od pierwszych koncertów do systemu d&b audiotechnik KSL, kluczowych momentach w rozwoju firmy i planach na przyszłość rozmawiamy ze Sławomirem Pogorzałą, właścicielem PogoArt.

Od lewej: Kamil Suski i Słamowir Pogorzała (fot. Konsbud Audio)
Marcin Ziniak, Muzyka i Technologia: Zacznijmy od początku. Skąd u Ciebie zainteresowanie dźwiękiem i jak właściwie zaczęła się ta historia?
Sławomir Pogorzała, PogoArt: Wszystkiego było po trochu. To chyba pokłosie czasów, w których, jeśli człowiek chciał zająć się czymś, co naprawdę go interesowało, musiał się trochę postarać. Rodzice nie chcieli wysłać mnie do szkoły muzycznej, więc w 7. klasie podstawówki „zwiałem” mamie i zapisałem się do ogniska muzycznego. Chodziłem tam przez 2 lata i trochę grałem na gitarze.
Później przyszła szkoła średnia. Spotkałem chłopaków w wojskowych butach i kraciastych flanelowych koszulach. Nie ze względu na modę grunge’ową, po prostu tak się wtedy nosiło. Założyliśmy zespół i szybko okazało się, że tylko ja jestem zainteresowany brzmieniem. Resztę interesowała przede wszystkim głośność.
Szkoła miała jakiś własnej konstrukcji, 6-kanałowy mikser. Prawdopodobnie zbudował go elektronik albo któryś z wcześniejszych uczniów jako pracę dyplomową. Podłączaliśmy do niego mikrofon wokalowy i jeden mikrofon zbierający całą perkusję. Gitarzysta i ja, jako basista, mieliśmy do dyspozycji wzmacniacze Eltron 30, więc więcej wtedy właściwie nie było potrzeba.
Tak naprawdę bardzo duży wpływ miał też na mnie starszy brat, który nauczył mnie słuchać muzyki. Dzięki niemu zacząłem słuchać Trójki. Mieliśmy magnetofon kasetowy i nagrywaliśmy różne audycje muzyczne, żeby później móc do nich wracać. Jako dzieciaki kompletnie nie mogliśmy zrozumieć, dlaczego kaseta z nagraną muzyką jest droższa od czystej. Przecież z naszego punktu widzenia każdy potrzebował właśnie czystej kasety, żeby nagrać sobie to, czego chciał słuchać. Dostępne były na przykład kasety z marszami wojskowymi, więc zaklejało się odpowiedni otwór i nagrywało na nich swoją muzykę. Takie to były czasy.

Tegoroczne Juwenalia Wrocławskie na Polach Osobowickich (fot. PogoArt)
Po szkole średniej wyjechałeś do Wrocławia. Tam zaczęła się już bardziej profesjonalna przygoda z branżą?
Tak, we Wrocławiu możliwości były zdecydowanie większe. Załapałem się do pracy przy festiwalu Szanty we Wrocławiu, który był wtedy chyba największym festiwalem muzyki szantowej w Polsce. Zacząłem od noszenia płotków. Tam poznałem realizatora dźwięku, a chwilę później zacząłem też pracować w agencji koncertowej.
To bardzo zbliżyło mnie do sceny muzycznej. Poznawałem muzyków, jeździłem na koncerty i przy okazji poznawałem wyposażenie wszelkiej maści domów kultury, bo klubów było wtedy stosunkowo niewiele. Znacznie częściej grało się właśnie w domach kultury, które albo nie miały właściwie nic, albo dysponowały charakterystycznym zestawem Dynacord z powermikserem Bell. Z mojego doświadczenia wynika, że w Polsce sprzedano chyba 3 pociągi takich zestawów, bo można je było spotkać niemal wszędzie.
Na początku jeździłem z zespołami jako tour manager, trochę zajmując się techniką i pomagając im na miejscu. W międzyczasie pracowałem również u Czesława Nowickiego we Wrocławiu, w jednej z kilku działających wtedy w mieście firm nagłośnieniowych.
To były pod pewnym względem piękne czasy, ponieważ praktycznie na każdy koncert system nagłośnieniowy trzeba było zbudować od zera. Nie było racków przygotowanych tak jak dzisiaj, multizłączy czy gotowych systemów dystrybucji. Przywoziło się kilka skrzyń kabli, wzmacniacze wnosiło się pojedynczo do klubu, a później wszystko za każdym razem trzeba było połączyć sygnałowo i głośnikowo.
To był znakomity poligon doświadczalny. Człowiek bardzo szybko uczył się, z czego składa się system nagłośnieniowy i co z czym trzeba połączyć, żeby całość zadziałała. Wszystkiego można było dotknąć, samemu zbudować, a później cieszyć się razem z całą ekipą, że udało się to poskładać i działa.

Juwenalia we Wrocławiu były pierwszym poważnym testem dla nowego sytemu d&b audiotechnik KSL. (fot. Konsbud Audio)
Później zostałeś realizatorem zespołu Illusion. Jak do tego doszło?
Trochę przez przypadek i dzięki pewnemu lokalnemu akustykowi. Jeździłem już wtedy z zespołem, pracowałem przy koncertach i coś tam realizowałem. Przyjechaliśmy do jednego z domów kultury. Zespół rozstawił sprzęt, a wiadomo, że żaden gitarzysta nie postawi wzmacniacza i nie sprawdzi, czy gra, a perkusista nie wytrzyma, żeby choć raz nie uderzyć w werbel.
Po rozstawieniu zacząłem szukać lokalnego akustyka, żeby zrobić próbę. On odpowiedział mi, że próbę już zrobił. Pytam: „Jak to zrobił pan próbę? Przecież jeszcze nie graliśmy”. A on na to: „No przecież graliście”. Tłumaczę, że nie graliśmy, tylko każdy sprawdził, czy jego sprzęt działa.
Wtedy odwrócił się do mnie i powiedział: „Młody człowieku, akustycy dzielą się na takich, którzy zrobią i jest dobrze, i takich, którzy kręcą do końca koncertu i gówno z tego jest”.
Jak rozumiem ten Pan zaliczał siebie do tej pierwszej grupy.
Oczywiście! Niestety koncert położył po całej linii. Porozmawiałem później z dyrektorem obiektu, a zespół zapytał mnie, czy oprócz pracy tour managera nie podjąłbym się również realizacji dźwięku. Zgodziłem się i tak to się zaczęło.

PogoArt dysponuje obecnie zestawem złożonym z dwudziestu modułów KSL8, czterech modułów KSL12 oraz dziesięciu KSL-SUB, a także dwóch subwooferów SL-GSUB. Do zasilania systemu wykorzystywanych jest pięć wzmacniaczy D90 oraz sześć D40. (fot. PogoArt)
Kiedy pojawił się pomysł, żeby założyć własną firmę nagłośnieniową?
Przez kilka lat pracowałem w agencji koncertowej, która w latach 90. należała do większych tego typu firm w Polsce. Mieliśmy pod swoimi skrzydłami kilka zespołów, ale organizowaliśmy też koncerty jako samodzielne wydarzenia.
Przez lata namawiałem swoją szefową, żeby kupić własne nagłośnienie. Zastanawiałem się, po co cały czas wypożyczać sprzęt i ściągać go z Warszawy czy Poznania. Wrocławskie firmy były już wtedy często zbyt małe na wydarzenia, które organizowaliśmy, więc wydawało mi się naturalne, że dobrze byłoby mieć przynajmniej część własnego wyposażenia.
Szefowa przez długi czas się przed tym broniła. Paradoksalnie sprzęt został kupiony dopiero w momencie, kiedy agencja zaczęła mieć problemy finansowe po kilku nietrafionych wydarzeniach. Kiedy się rozstawaliśmy, w ramach rozliczenia części zaległych świadczeń przejąłem część tego sprzętu. I od tego właściwie zaczęła się jego dalsza rozbudowa.
Pamiętasz, co wchodziło w skład tego pierwszego zestawu?
Oczywiście. Mikser Yamaha 02R. Mieliśmy też zestawy i monitory z serii Yamaha Club, basy Polanowskiego na 2 osiemnastkach, a do tego system, który był wtedy sygnowany marką BMS.
Był to okres współpracy BMS i CODA Audio. Część zestawów, które później miałem, była dokładnie taka sama i wykorzystywała te same komponenty, ale jedne miały logo BMS, a kolejne już CODA Audio. Później BMS skoncentrował się na produkcji przetworników, a CODA Audio rozwijała kompletne systemy. To był pierwszy zestaw, który mieścił się na przysłowiowego Żuka i pozwalał obsłużyć właściwie wszystkie klubowe imprezy we Wrocławiu.

Koncert Beth Hart we wrocławskiej Hali Orbita w ramach Ethno Jazz Festival. (fot. PogoArt)
Pamiętasz moment, w którym poczułeś, że PogoArt wychodzi poza niewielkie klubowe realizacje i zaczyna stawać się znaczącą firmą?
To rozwijało się stopniowo. Zacząłem realizować coraz większe koncerty. Na początku wszystko, co się dało, robiłem na własnym sprzęcie. Później, ponieważ wcześniej pracowałem też trochę u Fotisa, zaczęliśmy współpracować. Pożyczałem od niego „moc”, zapewniając pozostały sprzęt i obsługę. Zarabiane pieniądze inwestowałem w kolejne zestawy BMS. Później rozbudowaliśmy system o sekcję niskotonową i tak krok po kroku wszystko rosło.
Któregoś dnia realizowałem koncert Kasi Kowalskiej na NEXO GEO T. Posłuchałem tego systemu i po prostu oszalałem. Jakość i sposób, w jaki to grało, zrobiły na mnie niesamowite wrażenie. Wtedy pojawiła się myśl, żeby kupić NEXO. Na GEO T byłem jednak finansowo zdecydowanie za krótki, dlatego kupiłem GEO S, czyli najmniejszy system z tej rodziny.
Do dzisiaj uważam, że był to jeden z najlepszych systemów, jakie się pojawiły. NEXO miało natomiast moim zdaniem problem marketingowy. Firma potrafiła stworzyć świetny produkt, ale później trochę działała na zasadzie: „Zrobiliśmy świetny system, macie go i grajcie”. Na coraz bardziej rozwiniętym rynku to za mało. W pewnym momencie miałem ponad 230 głośników NEXO.
Przejście z klasycznych zestawów na pierwszy system liniowy musiało być sporą zmianą również pod względem pracy ekipy.
Ogromną. Wcześniej wieszaliśmy również systemy point source, ale wymagało to ram, łańcuchów i mnóstwa pracy. Pół dnia można było spędzić na tym, żeby całość zawisła w miarę równo. Kiedy przyjechało pierwsze NEXO, chłopaki rozpakowali kartony podczas jakiejś imprezy halowej i powiesili system, żeby zobaczyć, jak to wszystko działa. W pewnym momencie jeden z nich przybiega do mnie i mówi: „Prezes, jest problem”. Pytam: „Jaki?”. A oni pokazują mi ten bardzo wąski system i mówią: „Nie ma czym łańcucha zasłonić”.
System był po prostu węższy od łańcucha, na którym wisiał. Dla nas, po wcześniejszych doświadczeniach, było to coś zupełnie nowego.
Później dokupowałem kolejne systemy, w końcu również GEO D. Wszystko, co zarabiałem, właściwie cały czas inwestowałem w sprzęt. W tamtym okresie zacząłem też budować dom i najlepiej o priorytetach świadczy chyba fakt, że budowałem go 14 lat. Zawsze okazywało się, że najpierw potrzebny jest jeszcze głośnik, mikrofon, mikser albo coś innego.

Nowy system KSL na koncercie Beth Hart we wrocławskiej Hali Orbita (fot. PogoArt)
Przez wiele lat nazwa PogoArt bardzo mocno kojarzyła się właśnie z NEXO. Dlatego informacja o dużej inwestycji w d&b audiotechnik KSL była, choćby dla mnie, sporym zaskoczeniem. Skąd ta decyzja?
Jak chyba każdy człowiek, funkcjonuję w delikatnym rozdźwięku między tym, co chciałbym mieć, a tym, na co mogę sobie pozwolić.
Przez wiele lat, pracując na NEXO, cały czas widziałem rozwój. Najpierw przejście z BMS na system liniowy, później na większy system liniowy i jeszcze większy. Każda kolejna zmiana dawała mi wyraźnie odczuwalny progres.
W pewnym momencie poczułem jednak, że NEXO trochę zwolniło, a wymagania rynku cały czas rosły. Coraz trudniej było, szczególnie młodych realizatorów, przekonywać, że jest to świetny, dobrze brzmiący i bardzo skalowalny system. Młodsza generacja patrzy na cały świat, obserwuje aktualne trendy i ridery. Często nie interesuje jej nawet to, że coś jest bardzo dobre, jeżeli nie ma odpowiedniej pozycji rynkowej i „nazwy”.
Doszedłem do wniosku, że szkoda mi już czasu na ciągłe przekonywanie ludzi. Przerabiałem to kilka razy. Najpierw z BMS, kiedy prawie nikt nie wiedział, co to jest, a jego skuteczność na początku lat 2000 robiła ogromne wrażenie w porównaniu z wieloma systemami dostępnymi wtedy w Polsce. Trzeba było jednak każdemu tłumaczyć, czym jest ta marka.
Później podobnie wyglądało to z NEXO. Marka była oczywiście znana, ale systemów w Polsce było stosunkowo niewiele i znów miałem poczucie, że w dużej mierze sam muszę przekonywać rynek do tego rozwiązania.
Chciałem wejść do trochę wyższej ligi i ponownie poczuć naprawdę wyraźny progres. To był jeden z najważniejszych powodów zmiany.

Firma PogoArt odpowiadała za nagłośnienie podczas 12. Nocnego Wrocław Półmaratonu. (fot. PogoArt)
Czyli z jednej strony znaczenie miała riderowość, ale z drugiej również samo brzmienie?
Zdecydowanie. Jako realizator pracowałem na różnych systemach d&b, począwszy od serii Q, czyli popularnej „kukułki”, przez serię V. Zawsze miałem bardzo dobre wrażenia. Podobały mi się skuteczność, pełnia brzmienia i bardzo duża dynamika.
KSL wcześniej słyszałem chyba 2 albo 3 razy podczas realizacji innych osób i również robił świetne wrażenie. Prawdziwe zaskoczenie przyszło jednak dopiero wtedy, gdy przyjechał nasz system i w maju powiesiliśmy go pierwszy raz na imprezie.
To były jeszcze testy przed zakupem?
Nie. System był już kupiony, tylko na potrzeby tej realizacji uzupełniliśmy go o elementy, których jeszcze nie miałem. Powiesiliśmy po 12 modułów KSL na stronę, a za nimi po 5 podwieszonych KSL-SUB, czyli łącznie moje 10 sztuk. Na ziemi stało dodatkowo 6 subwooferów SL z 3 przetwornikami 21-calowymi każdy.
Chłopaki to wszystko montowali, a ja musiałem wyjechać w sprawach firmowych. Wróciłem po południu, kiedy system był już uruchomiony. Powiedziałem, żebyśmy włączyli muzykę i spokojnie posłuchali, czy wszystko działa tak, jak powinno. Każdy ma swoje referencyjne utwory, więc puściłem jeden, drugi, trzeci. Pomyślałem: „Wow! Ale to brzmi…”.
W pewnym momencie mówię do Kamila, naszego realizatora: „Dobra, to teraz wyłącz SL-SUB-y. Chcę posłuchać samych KSL-i i KSL-SUB-ów, bo właśnie taki system mamy na stałe”. Kamil odpowiedział: „Jeszcze ich nie włączyłem”. I wtedy naprawdę przeżyłem szok. Potęga brzmienia tego systemu zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Ilość dźwięku, jaką można z niego uzyskać, jest niesamowita.

Przed startem nocnego półmaratonu na stadionie wystąpili m.in. DJ Otek, zespół Ladies of Power, Sara James oraz Agnieszka Chylińska. (fot. PogoArt)
Co po pierwszych miesiącach pracy uznałbyś za najmocniejsze strony KSL?
W zasadzie wszystko to, czego powinno się oczekiwać od dobrego systemu nagłośnieniowego: potęga brzmienia, dynamika, kierunkowość, skuteczność, a poza ciężarem również łatwość montażu.
Jaka dokładnie konfiguracja trafiła do PogoArt?
Kupiliśmy 20 modułów KSL8, 4 KSL12 oraz 10 KSL-SUB. W międzyczasie dokupiłem również 2 SL-GSUB. Do tego mamy 5 wzmacniaczy D90 oraz 6 D40. D40 wykorzystuję do zasilania modułów szerokopasmowych. SL-GSUB to już naprawdę potężny subwoofer. Ma 3 przetworniki 21-calowe, 2 pracujące do przodu i 1 skierowany do tyłu, dzięki czemu uzyskujemy charakterystykę kardioidalną.
Zwróciłeś też uwagę na zużycie energii przez system.
Tak. Oprogramowanie pozwala obserwować pobór energii przez poszczególne elementy i wyniki potrafią być ciekawe. Podczas wydarzenia dla około 40 tys. osób projektowaliśmy system na zasięg około 85 m, przy czym faktycznie mówimy o nagłośnieniu obszaru sięgającego niemal 100 m. Na 40. metrze mieliśmy około 106 dBA. Według wskazań systemu na 2 moduły KSL przypadało około 160 W poboru. Subwoofery oczywiście pracowały znacznie mocniej i tam wartości dochodziły do około 1900 W na zestaw.
Nie próbuję natomiast na tej podstawie udowadniać, że d&b jest pod względem efektywności energetycznej lepsze od innych producentów, bo nie robiłem bezpośrednich porównań. Zastanawiam się czasem, ile w całej branżowej dyskusji o ekologii jest rzeczywistej zmiany, ile marketingu, a ile mody. Faktem jest natomiast, że d&b bardzo mocno komunikuje ten temat.

Juwenalia Wrocław Razem na terenach przy Tarczyński Arena Wrocław (fot. PogoArt)
System kupiłeś w maju. Gdzie zdążył już zagrać w tym sezonie?
Zagraliśmy kilka juwenaliów we Wrocławiu, Beth Hart, festiwal Czochaj Bobra, a także dużą realizację na Tarczyński Arena. Przy tej ostatniej produkcji korzystałem również ze sprzętu wypożyczonego z GMB Pro Sound, ponieważ system pracował na 3 strony i potrzebowaliśmy około 70 modułów. Było to podczas Wrocławskiego Nocnego Półmaratonu, któremu towarzyszyły koncerty między innymi Sary James i Agnieszki Chylińskiej. System zdążył też pojechać na dużą imprezę do Słowenii jako rental. Oprócz własnych realizacji, jeśli jest taka możliwość, oczywiście wypożyczamy sprzęt. Po to się go kupuje, żeby pracował.

Juwenalia Wrocław Razem (fot. PogoArt)
Możliwość współpracy z innymi firmami posiadającymi d&b też miała znaczenie przy podejmowaniu decyzji?
Tak, przede wszystkim z bardzo prostego powodu: te systemy są dostępne. Jeżeli chodzi o NEXO STM, mój system był i nadal jest jedynym takim systemem w Polsce. Najbliższy znajduje się w Ostrawie w Czechach. Z innymi systemami NEXO również nie było łatwo, bo ich liczba na naszym rynku jest niewielka. Dochodziło do sytuacji, w których bliżej było mi wypożyczyć sprzęt z Czech niż z innego końca Polski.
W przypadku KSL w Polsce mamy przede wszystkim GMB Pro Sound, które posiada naprawdę duży system. Jest znacznie bliżej, sprzętu jest dużo. Daje to zdecydowanie większe pole manewru. Poza tym w Polsce działa kilka firm mających różne elementy ekosystemu d&b. Jeśli potrzebuję dodatkowego wzmacniacza czy subwooferów SL, znacznie łatwiej jest je znaleźć i wypożyczyć. Ta dostępność ma ogromne znaczenie w codziennej działalności rentalowej.
Czy obecna konfiguracja jest już docelowa, czy planujesz kolejne inwestycje?
Absolutnie nie jest docelowa. Jeżeli chcę docelowo przejść całkowicie na d&b, system trzeba jeszcze uzupełnić. Chciałbym przede wszystkim zwiększyć liczbę SL-GSUB. Obecnie mam 2, a przy tym systemie chciałbym docelowo dysponować przynajmniej 8. Nie jest to najbardziej pilna inwestycja, ponieważ tego typu zestawy można stosunkowo łatwo wypożyczyć. Muszę natomiast uzupełnić wyposażenie o mniejsze systemy. Po pierwsze po to, żeby obsługiwać nimi sezon pozaplanerowy, a po drugie dlatego, że podczas dużych realizacji zawsze potrzebne są dodatkowe zestawy jako outfill, frontfill czy niewielki delay.

Wroclove Deep House Festival (fot. PogoArt)
Czyli CCL?
Jestem między CCL a XSL. Porównuję to trochę do motoryzacji. Wszyscy rozmawiają o Bentleyach i Ferrari, ale na co dzień jeżdżą Passatami. Natomiast jeżeli chcę być dobrą wypożyczalnią, muszę mieć tego Bentleya i Ferrari, żeby klient nie miał z czym dyskutować. Jeżeli klient ma wydać pieniądze, zacznie się zastanawiać, dlaczego ma dostać „Passata”, skoro może dostać „Bentleya”. Żeby uprościć sobie życie, wolę więc kupić rozwiązanie z pierwszej ligi i nie musieć później tłumaczyć, że coś jest równie dobre albo że w konkretnym zastosowaniu sprawdzi się tak samo. Decyzja o KSL była właśnie decyzją o wejściu do tej pierwszej ligi. To oczywiście nie jest mały wydatek, ale taki kierunek wybraliśmy.
Gdzie w najbliższym czasie będzie można usłyszeć nowy system?
Jedziemy między innymi do Warszawy, gdzie we współpracy i na zlecenie GMB Pro Sound będziemy realizować festiwal na błoniach Stadionu Narodowego. Mamy też zaplanowane kolejne koncerty i realizacje we Wrocławiu, między innymi w Hali Stulecia. Tak więc system na pewno nie będzie stał w magazynie.

Od lewej: Sławomir Pogorzała, Jakub Pogorzała i Kamil Suski
PogoArt nie prowadzisz już zupełnie sam. Coraz mocniej w działalność firmy angażuje się również Twój syn.
Staram się wdrażać go jak najbardziej. Nie ma się co oszukiwać, mimo szczerych chęci wiecznie żył nie będę. Chciałbym, żeby uczestniczył w działalności firmy i stopniowo poznawał ją od środka. Po prostu zależy mi na tym, żeby kiedyś miał ją kto przejąć.
A jak dziś wygląda sama ekipa PogoArt? Przez lata również pod tym względem sporo się zmieniło.
Bardzo dużo. PogoArt w obecnej formie prowadzę od 2003 roku i przez ten czas model zatrudnienia oraz współpracy całkowicie się zmienił. Duży wpływ miała pandemia, ale pewne zmiany było widać już wcześniej, między innymi wraz z wejściem na rynek pracy kolejnego pokolenia. Piętnaście lat temu miałem zatrudnionych na etacie 14 osób. Wtedy ludzie byli bardzo mocno związani z firmą i identyfikowali się z PogoArt. Dzisiaj rynek wygląda zupełnie inaczej. W znacznie większym stopniu pracuje się z freelancerami, którzy współpracują z różnymi firmami w zależności od konkretnej realizacji. To po prostu inny model działania niż kiedyś i trzeba się do niego dostosować.
Rozmawiał: Marcin Ziniak, Muzyka i Technologia
Zdjęcia: PogoArt, Konsbud Audio

default




