Organizatorem spotkania był krajowy dystrybutor marki, firma Konsbud Audio, która akurat w tym czasie świętowała dwudziestopięciolecie swoje działalności.

Późnym latem bieżącego roku doczekaliśmy się wreszcie krajowej prezentacji systemu V firmy d&b audiotechnik. Organizatorem spotkania był krajowy dystrybutor marki, firma Konsbud Audio, która akurat w tym czasie świętowała dwudziestopięciolecie swoje działalności. Prezentację zlokalizowano nieopodal stolicy… polskiego sadownictwa: w spokojnym ośrodku wypoczynkowym niedaleko Grójca i Tarczyna. Na potrzeby pokazu wykorzystana została całkiem pokaźna scena wyposażona w stosunkowo duży zestaw nagłośnienia. Sama prezentacja miała wiele wspólnego z tym, co każdy z nas już zna z podobnych imprez, ale jednak zdecydowanie odróżniała się od nich luźniejszą, przyjemniejszą formą. Uczestnicy przywitani zostali krótkim wprowadzeniem związanym z przedstawieniem marki d&b, jej unikalnych rozwiązań, zwięzłą prezentacją serii V oraz kilku wyjątkowych realizacji opartych na głośnikach d&b. Ta część odbyła się na samej scenie. Następnie zademonstrowano, jak łatwo przebiega montaż nagłośnienia, którego czwarta część wprost z wózka – skrzyni transportowej – została wciągnięta na wieżę w kilka minut, pozwalając po chwili zagrać systemowi w pełnej okazałości. Zanim jednak napiszemy o wrażeniach, pora na kilka słów o samych konstrukcjach składających się na serię V. Otóż, jak ma to miejsce w przypadku wielu serii marki d&b, grono modeli wyczerpuje niewielka, ale mądrze dobrana gama (trzech w tym przypadku) produktów. Noszą one oznaczenia V8, V12 i V-SUB. Jak łatwo się domyślić, modele V8 i V12 to paczki szerokopasmowe, różniące się kątem pokrycia w poziomie (80° vs. 120°). Z zewnątrz to klasycznie wyglądający i dobrze się prezentujący system liniowy o dość kompaktowych wymiarach. Ciekawiej zaczyna się robić, kiedy dowiadujemy się, że to system trójdrożny o pięciu przetwornikach, z czego dwa to drivery o wylotach 1,4″; pojedynczy głośnik 8″ odpowiada za efektywność i barwę średnicy (oba przetworniki mają wspólny roztrąb w klasycznej już konfiguracji współosiowej z tubami- falowodami wysokotonowymi umieszczonymi pośrodku wylotu średnich częstotliwości); w najniższym zakresie przetwarzania konstrukcji pracują dwa przetworniki dziesięciocalowe. Rozmieszczenie elementów robi duże wrażenie, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że inżynierowie z d&b tak dobrali odległości pomiędzy źródłem średniotonowym a niskotonowymi, aby we wspólnym paśmie (te głośniki grają razem w niższym środku) różnice faz pochodzące z tych przetworników korygowały kierunkowość takiego układu. W ten sposób system o kompaktowych rozmiarach (i wadze elementu 34 kg) jest w stanie doskonale kontrolować kierunkowość aż do okolic 250 Hz. Konstrukcje szerokopasmowe według specyfikacji grają jeszcze równo do 67 Hz (–3 dB), ale sugerowana częstotliwość podziału pasma wynosi 100 Hz. Poniżej tej wartości obowiązki przejmują (dość) kompaktowe subwoofery V-SUB. W nich rolę napędu pełni osiemnastocalowy przetwornik z neodymowym magnesem pracujący w klasycznej konstrukcji bass-reflex, jednak dla osiągnięcia kardioidalnej charakterystyki promieniowania najniższych częstotliwości dodano też dwunastocalowy woofer pracujący w konfiguracji pasmowoprzepustowej w tylnej części paczki. Jego zadaniem jest tłumienie niechcianej energii promieniowanej do tyłu. Cechą charakterystyczną całego systemu jest prostota ze względu na obsługę systemu. Jakkolwiek skomplikowana jest wewnętrzna budowa konstrukcji serii V, każdą z nich zasilimy pojedynczym kanałem (dedykowanej) końcówki mocy. Do tego producent podaje bardzo wiarygodne wartości mocy ciągłej (RMS), jaką głośniki są w stanie właściwie spożytkować (odpowiednio 600 W i 800 W), a jednocześnie dość wysoką efektywność konstrukcji sięgającą 142 dB. Wróćmy na koniec do samej prezentacji. Jej organizatorzy dali nam możliwość docenienia walorów systemu składającego się z dwóch gron po osiem elementów podpartych ośmioma sztukami V-SUB uzupełnionymi czterema wooferami z serii J (2 x J-Infra i 2 x J-SUB). Konfiguracja systemu widoczna jest na zdjęciach. To, co od pierwszej chwili robiło największe wrażenie, to dynamika systemu i jego skuteczność. Brzmienie było potężne, pierwsze 20–30 m w zasadzie zbyt głośne dla komfortowego odsłuchu, kolejne 40 m dawało komfort bliskiego obcowania z muzyką. Wybitna klarowność, precyzja i dokładność. No i niesamowita dynamika. Żeby spokojnie wymienić uwagi na temat systemu z innymi uczestnikami prezentacji, trzeba było odejść około 100 m od sceny. Zaprezentowano różnorodny wybór materiałów dźwiękowych, niestety, nie wszystkie pozwalały w pełni docenić zalety systemu, co z kolei utrudniało znalezienie jego słabych punktów. W każdym razie trzeba było szukać ich z lupą, a dopiero powtarzalność przy różnorodnym materiale muzycznym pozwoliłaby na jakiekolwiek wnioski w tym temacie. Nie udało mi się jednak tego zrobić. System V może okazać się świetnym pomysłem dla firm celujących w bardziej wymagające realizacje, ceniących bardzo dobre brzmienie, solidną konstrukcję z pięcioletnią gwarancją i międzynarodową rozpoznawalność marki d&b. Jako realizator dźwięku życzyłbym sobie (a zapewne nie jestem w tym życzeniu osamotniony) jak największej liczby realizacji na sprzęcie tej klasy, a z dużą przyjemnością na takim właśnie zestawie.  Łukasz Zygarlicki, MiT: Zacznijmy od genezy serii V – jak doszło do powstania prezentowanego tu systemu?Jarosław Kierkowski, dyrektor sprzedaży Konsbud Audio: Po sukcesie systemu J, który wszedł na stałe do światowej czołówki (a patrząc na liczbę produkcji, do jakich jest wykorzystywany, jest prawdopodobnie systemem pierwszego wyboru w większości światowych riderów koncertowych), naturalnym krokiem było pokazanie mniejszego, równie nowoczesnego systemu. Tym bardziej, że między serią Q i J brakowało systemu średniej wielkości. Seria V bazuje na koncepcjach technologicznych serii J, jest też nieraz nazywana „małym dżejem”. J jest systemem aktywnym jako napędzanym dwudrożnie; jeśli chodzi o napęd, to d&b od początku hołdowało zasadzie wzmacniaczy dedykowanych do systemu, ale zewnętrznych, niezabudowanych. Seria V czerpie z serii Q i jest napędzana pasywnie, tj. jednym kanałem wzmacniacza. Jeśli chodzi o końcówki, to jest to ten sam kierunek, jaki d&b wyznaczyło kilkadziesiąt lat temu seriami C i wcześniejszej F. Czy seria V jest bardziej kompromisowym podejściem do odtwarzania muzyki?Na pewno nie. Nie ma tam żadnych kompromisów pod względem jakości dźwięku ani rozwiązań technologicznych. Natomiast zawsze trzeba myśleć o doborze odpowiednich narzędzi do właściwych zastosowań. Fakt, że nie jest to rozwiązanie największej skali, nie oznacza kompromisu jakościowego. Tak właśnie jest w przypadku serii V. Natomiast produkty serii Q, J, V czy obecnie też Y częściowo zachodzą na siebie pod względem możliwych zastosowań. Wieszając odpowiednio wiele modułów serii Y, można osiągnąć pokrycie, jakie osiągnie też seria V z mniejszą liczbą. I dalej – przy odpowiedniej liczbie modułów serii V dojdziemy do aplikacji, w których można byłoby użyć serii J. Jeśli jednak weźmiemy systemy o takiej samej liczbie modułów, każdy z nich będzie miał inną dynamikę, pokrycie, zasięg itd. Czy każda z tych serii jest kierowana do odbiorcy z innym budżetem?Ja porównuję to do narzędzi. Jeśli musimy odkręcić nakrętkę w rozmiarze 13, to dobieramy odpowiedni klucz, ale nie oznacza to, że klucz trzynastka jest lepszy lub gorszy od klucza innego rozmiarem. Nie wyobrażam sobie koncertu klubowego na serii J. Jest to niecelowe pod względem logistycznym, gabarytowym, ale i brzmieniowym. To nie jest dobre narzędzie do takiego celu. Tu nie ma kompromisów.  A czy możemy powiedzieć już teraz coś więcej o najnowszej serii Y, która niemalże przed chwilą została zaprezentowana światu?O systemie Y będziemy mogli szerzej porozmawiać, kiedy zagości on u nas w Polsce i będziemy mogli go pokazać. Zasadniczo trzeba go odnieść do serii Q, która jest już nieco znana w Polsce i może być tutaj formą odniesienia. Tak jak system V jest nazywany „małym dżejem”, tak Y będzie nazywanym „nowym Q”. Jak dobrym by Q nie był, trzeba pamiętać, że ma on już jedenaście lat, a technologia przez ten czas poszła do przodu. W serii Y producent czerpie z tego wszystkiego, co było najlepsze w serii Q, uzupełniając to o nowe zdobycze technologiczne. Powiedzmy też coś o cenach. Myślę, że wiele osób nie bierze nawet pod uwagę sprzętu d&b, zakładając, że jest on zbyt drogi i w zasadzie nieosiągalny.Ceny są tu adekwatne do rozmiarów głośników i aplikacji, do których są przewidziane. Na pewno nie odbiegają od cen bezpośredniej konkurencji. Na rynku mamy wydzieloną mocną czołówkę producentów i tu ceny są absolutnie porównywalne. Często klienci są wręcz pozytywnie zaskoczeni, biorąc pod uwagę fakt powszechnego demonizowania ceny tych systemów. Na pewno dodatkową wartością jest fakt, że firma jako jedna z niewielu oferuje pięcioletnią gwarancję na swoje produkty, łącznie ze wszelkimi uszkodzeniami przetworników. Teoretycznie system jest nie do uszkodzenia, a jeśli ulegnie uszkodzeniu, oznacza to, że klient może oczekiwać odpowiedzialności firmy za nieprawidłową selekcję komponentów. W takim razie dziękuję za dzisiejsze spotkanie i czekamy już na prezentację serii Y.Nie wiemy jeszcze, kiedy dokładnie się ona odbędzie. Na prezentację serii V musieliśmy nieco poczekać; mam nadzieję, że z serią Y nastąpi to nieco szybciej. Wszelkich zainteresowanych serdecznie już teraz na nią zapraszamy.  Tekst i zdjęciaŁukasz ZygarlickiMuzyka i Technologia