Widok laptopa na stanowisku FOH już dawno przestał nas dziwić – zwłaszcza przypadku większych produkcji. Za jego pomocą analizowana jest odpowiedź systemu (fft), kontrolowane jest zachowanie końcówek mocy i innych elementów instalacji, w szczególności procesora sygnałowego, ale używanie komputera jako platformy efektowej ciągle jeszcze jest mało popularne. Ideę tę próbuje propagować firma Waves, proponując także narzędzia dedykowane do pracy live. Okazją do zapoznania z możliwościami tego oprogramowania była prezentacja firmy Audiostacja urządzona na Uniwersytecie Muzycznym w Warszawie. Choć nie była ona skierowana stricte do realizatorów pracujących na żywo (wtyczki programowe są wciąż najbardziej popularne w domowych, jak i profesjonalnych studiach), dla Redakcji MiT stanowiła wyśmienitą okazję do rozmowy na temat wykorzystania platformy Wavesa do pracy w warunkach koncertowych.
Widok laptopa na stanowisku FOH już dawno przestał nas dziwić – zwłaszcza przypadku większych produkcji. Za jego pomocą analizowana jest odpowiedź systemu (fft), kontrolowane jest zachowanie końcówek mocy i innych elementów instalacji, w szczególności procesora sygnałowego, ale używanie komputera jako platformy efektowej ciągle jeszcze jest mało popularne. Ideę tę próbuje propagować firma Waves, proponując także narzędzia dedykowane do pracy live. Okazją do zapoznania z możliwościami tego oprogramowania była prezentacja firmy Audiostacja urządzona na Uniwersytecie Muzycznym w Warszawie. Choć nie była ona skierowana stricte do realizatorów pracujących na żywo (wtyczki programowe są wciąż najbardziej popularne w domowych, jak i profesjonalnych studiach), dla Redakcji MiT stanowiła wyśmienitą okazję do rozmowy na temat wykorzystania platformy Wavesa do pracy w warunkach koncertowych. O potencjale rozwiązań przygotowanych przez firmę Waves miałem możliwość porozmawiać z jej trenerem, Jessim Brustolin. Wcześniej jednak odbyła się prezentacja efektów; została ona zorganizowana w najlepszy możliwy sposób, towarzyszyły jej bowiem przykłady dźwiękowe uzyskiwane na żywo. Należy też wspomnieć, że prezentacje były dwie: pierwsza dotyczyła produktów marki Sonnox, jednak tu tylko wspominamy o samym fakcie jej przeprowadzenia, a druga – efektów i rozwiązań firmy Waves. Nie każdy z nich znajdzie zastosowanie na scenie, niektóre (głównie ze względu na długi czas przetwarzania) akceptowane będą tylko w procesie produkcyjnym, inne dedykowane są do zupełnie innych celów (jak odszumianie czy udźwiękawianie filmów). Jednak spora część z ponad dwustu efektów może śmiało zostać umieszczona w wirtualnym racku efektowym i pomóc nam w pracy. Łukasz Zygarlicki, MiT: Bardzo się cieszę, że mamy okazję porozmawiać. Na początek przedstaw się, proszę, naszym Czytelnikom. Jessi Brustolin, Waves: Cześć! Od sześciu, siedmiu lat pracuję z Wavesami w studiu, od kilku lat także na żywo, używając do tego różnych platform. Można powiedzieć, że moje korzenie sięgają pracy studyjnej, gdzie spełniałem się jako muzyk, a następnie, tak jak robi to wiele osób, zająłem się realizacją na żywo. Obecnie jestem realizatorem. Powiedziałeś, że jesteś także muzykiem. Tak, zaczynałem jako gitarzysta, ale z uwagi na to, że nagrania były dla nas zawsze drogie, zacząłem się tym sam zajmować. Potem zacząłem także przygodę z realizacją (bo to także była dla nas droga sprawa), po czym zacząłem realizować inne zespoły. I tak od pięciu czy nawet siedmiu lat produkuję nagrania. Jako że zajmuję się produkcją i brzmieniem zespołów, mogę także pracować z nimi na koncertach, bo używam dokładnie tych samych pluginów. To naprawdę fajna sprawa – teraz każdy może być realizatorem live. [śmiech] Prawie każdy. Ale nie każdy powinien… Tak, to prawda. Jest mnóstwo sposobów na wykorzystanie efektów Wavesa, a jednym z nich jest realizacja na żywo. Jednak ludzie pracujący w ten sposób często nie ufają wirtualnym wtyczkom. To prawda, ale to błędne myślenie. Przypomnijmy sobie, jak to było, kiedy Waves zaczął produkować oprogramowanie do pracy w studiu. Realizatorzy studyjni podnieśli lament: „Zwariowaliście, nigdy nie będę używał programu zamiast sprzętu”. To były początki, a obecnie każdy używa software'u. Nie stanowi to już problemu dla żadnego realizatora. Dla ludzi młodych, zaczynający obecnie pracę posiadanie laptopa jest czymś naturalnym i nie przejmują się oni kwestią, czy taki system jest stabilny, bo jest! Jest równie stabilny jak sprzęt. Pamiętam swoje początki na stołach analogowych – kiedy jakiś kanał nie działał, używało się kolejnego – to normalne, że sprzęt czasem się psuje. Czasem i komputer potrafi się zawiesić. Ale bazując na moim trzyletnim doświadczeniu w pracy z software'em, mogę powiedzieć, że jedyne przypadki, kiedy coś nie zadziałało, były spowodowane tym, że to ja coś źle zrobiłem. Poza tym nigdy nie zdarzyły się problemy. Może resztki niechęci do rozwiązań programowych powodowane są dystansem, jaki realizatorzy, zwłaszcza ci doświadczeni, czują do komputerów i korzystania z nich w pracy. Odbyłem kiedyś rozmowę na ten temat ze starszym realizatorem, który twierdził „Nie chcę otwierać komputera, ładować pluginów, ustawiać ich, bla bla bla…”. Ale to dokładnie to samo, co robiło się kiedyś. Trzeba było podejść do side-racka, ustawić treshold, gain i „bla, bla bla…”. To też inny rodzaj doświadczenia obcowania ze sprzętem. Tak, to prawda, to inny rodzaj wrażeń, inne uczucie. Wszyscy ludzie studia mówili, że sprzęt daje inne odczucie, ale to nie tak. Oczywiście są to inne wrażenia manualne, ale ostatecznie dźwięk jest taki sam. Jesteś tego pewien? Tak, wiem to z doświadczenia. Mam na przykład sprzęt API w domu, w moim studiu, i czasami porównuję EQ programowe ze sprzętowym; muszę przyznać, że czasem praca idzie mi szybciej na sprzęcie, ale ostatecznie uzyskuję takie samo brzmienie, więc dla mnie jest to samo. Porozmawiajmy teraz o konfiguracji systemu. Mamy tu kilka możliwości… Tak, pierwszą z nich daje Digidesign – obecnie Avid z systemem Venue; były to pierwsze konsolety cyfrowe korzystające z pluginów Wavesa. Wszystko zaszyte jest tu w stole, nie ma konieczności dodawania zewnętrznych jednostek. Przetwarzanie jest wbudowane i w pełni zintegrowane z konsoletą. Kolejną możliwość daje SoundGrid – platforma użyta początkowo ze stołami Yamahy. Mamy tu pracę z serwerem połączonym z kartą będącą rozszerzeniem stołu. Kartę instaluje się w konsolecie, łączy przez Ethernet z serwerem i obsługuje, korzystając z laptopa jak z racka z peryferiami, choć przetwarzanie odbywa się w serwerze, skąd sygnał trafia z powrotem na stół. Karta pracuje jako interfejs we/wy, serwer przetwarza dźwięk, a laptop jest jedynie kontrolerem. Możemy wykorzystać szesnaście kanałów, używając do ośmiu wtyczek na kanał. A czy planujecie rozszerzenie oferty rozwiązań na inne marki, innych producentów konsolet cyfrowych? To bardzo możliwe. Ostatni zrobiliśmy to z DiGiCo – w SD9 działa to podobnie jak w konsoletach Yamahy, z tym że nie ma potrzeby używania laptopa, bo wtyczki obsługuje się z poziomu interfejsu konsolety. Stół wyposażony jest ekran dotykowy, więc działa to trochę jak w Venue, ale z zewnętrznym serwerem połączonym przez Ethernet. Podobnych rozwiązań prawdopodobnie będzie więcej. Słyszałem o producencie przygotowującym się do współpracy z software'em Wavesa, ale nie wiem, kiedy to nastąpi, więc na razie nic więcej nie mogę powiedzieć. Nie chcę wiedzieć wszystkiego, wymień tylko marki. Tego nie mogę Ci powiedzieć, ale spójrzmy na sytuację: Soundcraft, Midas czy na przykład Allen & Heath – wszyscy Ci producenci pewnego dnia mogą zapewnić możliwość korzystania z wtyczek Wavesa. Myślę, że oni wszyscy chcą umożliwić korzystanie z wtyczek programowych, ale póki co muszą znaleźć sposób na użycie ich w sprytny i mądry z technologicznego punktu widzenia sposób. DiGiCo i Yamaha znalazły dobre rozwiązania, tak samo Venue. Nie możesz udostępnić czegoś, co działa tylko trochę. Musi być dobrze, bo tu wchodzą w grę kwestie latencji, pracy na żywo, stabilności. Mamy także kolejne rozwiązanie – niezależne od używanej platformy. Czy jest to takie podstawowe, najprostsze narzędzie? I tak, i nie. Jeśli chodzi o DiGiCo i Yamahę, to jeśli jesteś wystarczająco „duży”, jeździsz z zespołem i masz swój własny stół, a w nim swoje ustawienia. Większość stołów, które znam, nie ma takich możliwości. Większość zespołów w trasie musi pracować z tym, co zastanie na miejscu. Wtedy masz opcję Multiracka Native, którego używasz z własnym interfejsem. Cokolwiek to jest – czy RME, czy M-Audio, czy coś innego – po prostu insertujesz to w stół jak za starych czasów, kiedy insertowało się sprzęt. Ale na rynku pojawiły się też stoły z wbudowanymi interfejsami audio – PreSonus, Mackie czy nowy Midas Venice F. Tak, te możemy określić jako Waves Ready, zwłaszcza PreSonus i Mackie, gdzie mamy 16 czy 24 kanały po FireWire. Możemy zdecydować, czy chcemy robić to w ten sposób, czy analogowo. Mam więc pytanie: pluginy Waves jako zwykłe wtyczki mogą być używane w zasadzie z dowolnym programem typu DAW (w przypadku PreSonusa dostajemy obecnie w komplecie dedykowane środowisko, StudioOne), czemu więc miałbym do tego celu używać MultiRacka? Dlatego, że MultiRack został wykreowany i zbudowany do użytku na żywo, co oznacza bardzo niską latencję – jest przystosowany do pracy z konkretnymi pluginami Wavesa. Kiedyś przy pracy na żywo (na przykład z ProToolsem) pojawiała się latencja rzędu 5, 10, 15, 20 ms, więc wtyczki mogły pełnić rolę co najwyżej efektu. Obecnie możemy wykonywać pełną obróbkę kanału łącznie z EQ i kompresją – do tego właśnie zostały stworzone (wprowadzając co najwyżej 2 ms latencji). Zależnie od rodzaju interfejsu? Oczywiście, sprzęt może wnosić dodatkową latencję. Jestem w stanie zagwarantować latencję na poziomie 1 ms, jeśli chodzi o oprogramowanie, ale M-audio wprowadzi większą latencję, RME mniejszą – to zależy już od tego, co kupisz. Mogę zagwarantować niską latencję przetwarzania dla odpowiednich pluginów i jeśli nie jest to ciężki pogłos, to EQ czy kompresor wprowadzają mniej niż 1 ms latencji. Pluginy Wavesa dostępne są w wersjach TDM oraz Native, a te różnią się znacznie cenami. Których z nich używać będziemy w pracy na żywo? Jeśli chodzi o MultiRack, który Ty nazywasz opcją początkową, a ja tą bardziej otwartą, wszystkie wtyczki wykorzystywane są w wersji Native. Dla DiGiCo, Yamahy i Venue są to wersje TDM. [Od Redakcji: wtyczki Native są około dwukrotnie tańsze niż TDM, lecz poniekąd mniej uniwersalne.] Praca z pluginami nie jest jeszcze zbyt popularna, ale jeśli już ktoś pracuje w ten sposób, używa do tego Wavesów. Macie w ogóle jakąś konkurencję? Wiem, że w Venue dostępne są chyba wtyczki Sonnox [na miejscu potwierdził nam to specjalista z firmy Sonnox – dop. red.], TubeTech, w zasadzie Avid pracuje na ProToolsie, więc część wtyczek TDM działa na systemie Venue, ale DiGiCo czy Yamaha współpracują obecnie tylko z wtyczkami Waves. Jak wygląda sprawa obsługi wtyczek Wavesa? Czy jest to poręczne narzędzie? Tak, za pomocą trzech, czterech ruchów jesteś w stanie zmienić brzmienie. No tak, ale dochodzi do tego obsługa laptopa jedną ręką – zwłaszcza w przypadku wersji MultiRack. Czy gdy pracujesz z Wavesami, robisz to na Venue? Nie tylko, pracuję na wszystkich stołach. Kiedy korzystam z MultiRacka, do sterowania wykorzystuję kontroler MIDI; mogę nauczyć program, co i którym manipulatorem chcę kontrolować. Można używać do tego dowolnego kontrolera i wskazać mu, co ma kontrolować. Na rynku jest sporo odpowiednich rozwiązań: Novation, Akai, Korg – wszystko jedno, czego używasz, działają one podobnie. Jak przekonałbyś ludzi korzystających z racków z peryferiami do zamiany ich na rozwiązanie Wavesa? Czy da się je w ogóle tak łatwo zastąpić? Oczywiście. Kiedy używasz zewnętrznego racka ze sprzętem, masz tam pięć, sześć urządzeń. Z Yamahą masz do dyspozycji szesnaście kanałów, z MultiRackiem – zależnie od tego, jakiego interfejsu używasz. Ja korzystam z dwóch RME, co daje szesnaście kanałów i ta liczba jest dla mnie wystarczająca. Czasami zapinam je na poszczególnych kanałach, czasem na grupach, wtedy używam kompresji czy pogłosu – w wersji Native mogę nawet korzystać z pogłosu splotowego (convolution reverb), co odpowiada efektom takim jak Lexicon czy TC. Jak zacząć swoją przygodę z wtyczkami Wavesa? Możemy wybrać te, które nam się spodobają i to wszystko? Różne wtyczki wprowadzają różną latencję. Niektóre działają rekurencyjnie i wprowadzają większą latencję, więc nie są przeznaczone do pracy na żywo, stąd idea pakietów, na przykład Live Bundle, który gromadzi szybkie wtyczki. Jeśli wybierzesz dowolne wtyczki i na przykład użyjesz IR-360 na wokalu, to frontman może nie być zadowolony, kiedy z monitora będzie się słyszał z dwudziestomilisekundowym opóźnieniem. Idea Live Bundle opiera się na wyborze ludzi – realizatorów, którzy współpracują z Wavesem i określili, co im jest potrzebne do pracy na scenie. Wybrane przez nich wtyczki sprawdzają się bardzo dobrze. Oczywiście możesz na żywo używać wtyczek z pakietu SSL – one też mają niską latencję. [Od Redakcji: na mocy umowy licencyjnej Wavesa z SSL te wtyczki nie mogą być częścią innych pakietów] Wybór zależy od ciebie, Live Bundle jest po prostu prostym, skutecznym narzędziem gotowym do pracy na żywo. Weźmy pod uwagę realizatora, który chce rozpocząć pracę z wtyczkami Wavesa. Rozumiem, że najpierw kupuje MultiRacka, ma jakiś interfejs – jakikolwiek; teraz czas na wybór wtyczek. Live Bundle jest drogim pakietem? Trochę kosztuje, poza tym występuje w wersji TDM, a tu będziemy potrzebować wtyczek Native. Kiedy kupuje MultiRacka, dostaje też H-delay oraz IR-L, a później musi zdecydować, co będzie mu potrzebne. Gold Bundle jest stosunkowo niedrogim pakietem, a zawiera w sobie około 25 wtyczek, z których niemal wszystkie nadają się do użycia na żywo. Innym wyjściem będzie zakup Vocal Bundle, gdzie mamy niemal wszystko, co potrzebne do obróbki głosu. Na koniec naszej rozmowy chciałby zapytać, jak mógłbyś przekonać realizatorów, by przesiedli się z wersji sprzętowych na oprogramowanie Wavesa? Istnieją dwa zasadnicze i proste powody. Pierwszy: posłuchaj tych efektów… a nie usłyszysz różnicy. Drugi: kiedy mam dobry kompresor sprzętowy, muszę zdecydować, gdzie go użyć: na stopę, na wokal czy na werbel – trudno wybrać, a mam tylko jedną możliwość. Z software'em mogę to urządzenie użyć na wszystkich 24 ścieżkach – to ogromna różnica. I to niemal przy braku latencji. Poza tym nie musisz nosić tego całego sprzętu, wystarczy otworzyć laptopa, który w sumie nie jest taki ciężki. Co ważne: możesz wszystkie swoje ustawienia zapisać i kolejnego dnia trasy zacząć od tego samego miejsca. Wszystkie korzyści, jakie mamy z zapisywania sesji w studiu, możemy teraz mieć w pracy koncertowej. Oczywiście nie ma na świecie nic bardziej seksi niż sprzęt, którego możesz dotknąć; kocham te graty, ale opinanie tego wszystkiego za każdym razem, gdy realizuję koncert, w porównaniu ze spięciem mojego PreSonusa 24 kablem FireWire z komputerem (i może dodatkowo wpięcie iLoka) robi sporą różnicę. To jest przyszłość i wierzę, że za kilka lat na koncertach sprzęt peryferyjny będzie niemal nieobecny. W zasadzie jestem tego pewny. Co ważne: MultiRack Native jest tak samo dedykowany do użytku z konsoletami cyfrowymi, jak i analogowymi – można go zwyczajnie zainsertować zamiast racka z peryferiami. A ten program daje do dyspozycji 64 kanały i wszystkie można wykorzystać. Jeśli naprawdę chcesz, możesz nawet użyć na raz wszystkiego, co tylko tam masz (ale to już może zniszczyć ci koncert). Słowem podsumowania Trzeba przyznać, że propozycja firmy Waves brzmi zachęcająco. Coraz większa ilość realizatorów pracujących z tym rozwiązaniem też coś znaczy. Rekomendacją niech będzie fakt, że (przymierzając się wcześniej do tego kroku) sam po prezentacji w Auli Szymanowskiego zdecydowałem się na zakup MultiRacka z jednym z mniejszych pakietów wtyczek. Niestety, aby Wavesy zaczęły działać, musimy nabyć klucz sprzętowy iLok, a to najlepiej zrobić w kraju, gdyż koszt wysyłki ze Stanów zwiększa cenę urządzenia ponad dwukrotnie. Analogicznie ma się sprawa zakupu samego oprogramowania: przez stronę Waves.com zrobimy to błyskawicznie, za to u dystrybutora, w Audiostacji, często nieco taniej. Rozeznanie w krajowej ofercie Wavesa stanowi kolejną przeszkodę, do tego dojść może czas oczekiwania na wspomnianego iLoka. Jeśli jednak przebrniemy przez wszystkie te niedogodności, będziemy mieli okazję pracować na uniwersalnym, elastycznym i dającym wielkie możliwości narzędziu. Czy przyszłość należy do software'u? Jessi Brustolin twierdzi, że tak; ja nie mam tej pewności, choć muszę przyznać, że jest to ciekawa i atrakcyjna propozycja. A jakie zdanie w tej kwestii mają Państwo? Czas pokaże, czy pakiet Wavesa stanie się mało popularnym w użyciu dziwadłem czy też riderową koniecznością. Jak wiadomo, rzeczywistość zwykle rozstrzyga takie dylematy gdzieś w połowie drogi. Na koniec zachęcam Państwa do samodzielnego poznania oferty Wavesa i odwiedzenia ich strony internetowej: www.waves.com Łukasz Zygarlicki Muzyka i Technologia





