SENNHEISER – XS WIRELESS DIGITAL

Systemy bezprzewodowej transmisji dźwięku stają się coraz ważniejsze w technologii nagłaśniania. Dają dużą swobodę w zachowaniu na scenie (a nawet poza nią), ale budzą też niepokój, czy aby na pewno to zadziała… Dla niektórych stary dobry kabel jest niezastąpiony i nie podejmą dyskusji. Wszystko się jednak zmienia. Na wstępie należy sobie jasno powiedzieć, że techniki bezprzewodowe wymagają dyscypliny użytkowania. Niezależnie od producenta i klasy cenowej, wszystkie te urządzenia mają wspólny problem – źródło energii. Jeżeli potrafimy to opanować, to będzie dobrze.

Testuję dzisiaj dwa systemy bezprzewodowe: zestaw instrumentalny XS Wireless Digital instrument Base Set oraz mikrofonowy XLR BASE SET firmy SENNHEISER. Oba systemy wykorzystują transmisję cyfrową w  paśmie 2,4 GHz. Pasmo takie trochę „nieprofesjonalne” i uważane za ryzykowne.

Co mamy?
Na początek rozpakowuję system instrumentalny. Jest tu nadajnik, odbiornik, kabel instrumentalny Jack ¼” – gniazdo Jack ¼”, uchwyt do paska i  kabel do ładowarki USB. Jest też instrukcja typu „szybki start” bardzo przejrzysta i zrozumiała w każdym języku świata, czyli obrazki. Nadajnik i odbiornik wyglądają identycznie. Rozróżnia się je po ikonkach – gitara, wzmacniacz, zamieszczonych z  tyłu. Obsługa jest uproszczona do maksimum, czyli jeden przycisk i jedna dioda LED. Szczegóły funkcjonowania tego układu są opisane w instrukcji. Za pomocą jednego przycisku realizuje się włączanie, wyciszanie, parowanie i wyłączanie. Wystarczy raz przeczytać ze zrozumieniem i wszystko staje się jasne. Obudowa sprawia wrażenie solidnego wykonania i daje nadzieję na długotrwałe użytkowanie. Ponieważ urządzenia mają wbudowane akumulatory, to do pierwszych dźwięków jest jeszcze daleko. Trzeba ten system naładować. Tutaj następuje lekkie rozczarowanie – kabel do ładowania jest jeden a urządzenia są dwa, poza tym w zestawie nie ma ładowarki. Prawdopodobnie producent założył, że w naszej „smartfonowej” rzeczywistości ładowarki i  kable do nich są dostępne jak powietrze i  nie ma sensu podnosić kosztów zestawu. Może słusznie, a  może nie. To kwestia dość subiektywna, często bywa tak, że jak czegoś banalnego zabraknie, to jest mnóstwo rzeczy podobnych, ale nie takich, jakich potrzebujemy. Deklarowany przez producenta czas ładowania to ok. 3 godziny dla każdego z urządzeń. W tym przypadku trwało to nieco krócej.

Wyłącznik w mikrofonie jest beztrzaskowy i inteligentnie zaaranżowany. Wkładanie i wyjmowanie mikrofonu z uchwytu nie powoduje jego przesunięcia. Do dyspozycji jest również śruba, dzięki której można go zablokować.

Pierwszy test – jak to brzmi?
Podłączam gitarę elektryczną bezpośrednio do wzmacniacza – raz przy pomocy kabla, a raz poprzez system bezprzewodowy. Spotyka mnie miła niespodzianka, bo urządzenia są już fabrycznie sparowane. Od tego momentu mierzę też realny czas pracy. Bezpośrednie włożenie nadajnika do gniazda w gitarze powoduje lekki dyskomfort gitarzysty, dlatego mam do dyspozycji odpowiedni kabelek i uchwyt do paska. Następnie, pomiędzy odbiornikiem a wzmacniaczem wpinam rozbudowaną „podłogę” (silne przestery, kompresor, efekty, itp.) i słucham zamiennie: kabel – system. Testujące grono słuchaczy stwierdziło (aczkolwiek nie jednogłośnie), że na przesterach jest lekka różnica w  niskim paśmie. Tak lekka, że jest na granicy sugestii. Efekt placebo? Okazało się też, że w przypadku transmisji bezprzewodowej jest mniejszy poziom przydźwięku sieciowego, a dostępny kabel gitarowy był doskonały (SOMMER SPIRIT XXL + NEUTRIK SILENT). Zamieniam instrument na gitarę basową i tutaj wynik jest identyczny. Brak ograniczeń pasmowych i  dynamicznych. Zwracam uwagę na „brak ograniczeń dynamicznych”, ponieważ gitara basowa potrafi przesterować słabszej jakości D-boksy. Następnie podłączam do systemu gitarę akustyczną z  przetwornikiem aktywnym. Różnic w  brzmieniu nie stwierdzono. I tak przyszła kolej na trudniejsze zadanie, jakim jest gitara akustyczna z pasywnym przetwornikiem piezoelektrycznym. Jak wiadomo, impedancja i  pojemność wejściowa nadajnika mają w tym wypadku kluczowe znaczenie. Im bardziej szukałem informacji na ten temat, tym bardziej jej nigdzie nie było. Wobec powyższego, zmierzyłem ją sam, montując szybko prosty układ pomiarowy. Wynik, to ok. 1 MΩ, czyli tak, jak należy. Widocznie producent uznał, że skoro wypuszcza na rynek system instrumentalny, to wysoka impedancja jest oczywistością i nie ma o czym mówić. W końcu to SENNHEISER… Porównanie: system bezprzewodowy – kabel + D-box wypada wyśmienicie.
Mając dobrze brzmiące połączenie bezprzewodowe, sprawdzam, jaki jest zasięg tej swobody bez kabla.

Nadajnik i odbiornik w zestawie instrumentalnym wyglądają identycznie. Rozróżnia się je po ikonkach – gitara, wzmacniacz, zamieszczonych z tyłu. Obsługa jest uproszczona do maksimum, czyli jeden przycisk i jedna dioda LED.

Zasięg
Producent podaje zasięg do 75 metrów w „optymalnych warunkach”. To przypomina mowę polityczno-marketingową. Mamy słowa, ale nie mam konkretnej treści, bo to nie jest takie proste i nie naśmiewam się tu z producenta. Pasmo 2,4 GHz jest dość trudne w propagacji i ulega silnemu tłumieniu, ale jednocześnie dobrze się odbija od przeszkód. Uzyskanie zasięgów, takich jak w przypadku pracy w paśmie UHF, nie jest możliwe i nie do tego służą testowane systemy. Dlatego poświęcam dużo czasu na testowanie aspektu zasięgowego. Rozpoczynam w  przestrzeni sali wykładowej szkoły NUWAVE. W rogu ustawiam wzmacniacz, a gitarzysta wędruje po sali. Żadnych problemów. Następnie udaje się on do korytarza za ścianę żelbetową i zamyka drewniane drzwi. Nadal nie ma przerw, ani trzasków. Gita-rzysta idzie dalej, za kolejną ścianę i kolejne drzwi (tu jestem w lekkim szoku) – bo nadal wszystko gra. Dopiero wyjście z  budynku przez podwójne szklane drzwi powoduje zerwanie połączenia! Takiego wyniku się nie spodziewałem. Zawdzięczamy to wielokrotnym odbiciom fal radiowych, dzięki którym znajdują one drogę do odbiornika. To takie najprostsze wyjaśnienie, bez zagłębiania się w zawiłości fizyczne propagacji fal radiowych.
Zmieniam środowisko na przestrzeń otwartą. Nadajnik umieszczam na pasku (tym od spodni), a gitarzysta idzie w świat, tyłem do odbiornika. Dopóki nadajnik i odbiornik znajdują się w bezpośredniej linii widoku, można uznać, że osiągamy odległość deklarowaną przez producenta. Wystarczy jednak, że gitarzysta się odwróci, wtedy sygnał brutalnie zanika. To zjawisko zaczyna występować przy odległości ok. 25 metrów. Ciało ludzkie to jednak dużo wody opakowanej w skórę, co stanowi silny pochłaniacz fal radiowych. W  przestrzeni otwartej nie ma odbić, które pomogłyby utrzymać transmisję. Trzeba tu wspomnieć, że torturuję ten system w warunkach dużo trudniejszych, niż te, do których został przeznaczony. Po to są testy, żeby dowiedzieć się, jaka jest prawda. W  paśmie 2,4 GHz dzieje się bardzo dużo. W szkole jest jeden punkt Wi-Fi, ale co będzie, jak system znajdzie się w bardziej zaśmieconym środowisku radiowym? Odpalam jeszcze pięć punktów Wi-Fi z telefonów komórkowych, zbliżając dwa z nich „na dotyk” do nadajnika i odbiornika. Nic się nie zmieniło. Wielki szacunek dla twórców modułów radiokomunikacyjnych.

Nadajnik instrumentalny możemy podpiąć bezpośrednio do gniazda w gitarze …
… lub zamocować na pasku dzięki dołączonemu do zestawu kabelkowi i specjalnemu uchwytowi.

XLR BASE SET
Zestaw jest analogiczny do instrumentalnego. Zamiast wtyków typu Jack jest tu XLR męski i żeński. Reszta obudowy jest taka sama. Nie trzeba się nawet zastanawiać, co jest odbiornikiem, a co nadajnikiem. Inaczej się podłączyć nie da. Po otwarciu pudełka przechodzę taką samą procedurę ładowania, jak poprzednio, z tym samym rozczarowaniem, co do ładowarki i kabla USB. Jeżeli ktoś kupi oba zestawy (co jest bardzo sensowną opcją) to musi się konkretnie doposażyć. Zestaw testuję z mikrofonem dynamicznym XS 1.
Zestaw instrumentalny cały czas działa, a ja rozpoczynam procedury takie jak poprzednio. XLR-y są również fabrycznie sparowane i  nie występuje konflikt z  zestawem instrumentalnym działającym w  tle. O ile w zestawie instrumentalnym byłem skazany na podłączenie odbiornika na wejściu wzmacniacza gitarowego bądź „podłogi”, to tutaj można zoptymalizować położenie odbiornika przy pomocy kabla XLR i umieścić go w takim miejscu, aby zapewnić sobie linię bezpośredniego widoku. Bezpieczeństwo pracy mocno wzrasta. Jak łatwo się domyślić, wyniki testów zasięgowych są takie same, bo to takie same moduły radiowe. Dlatego skupię się teraz na mikrofonie XS1.

Mikrofon z podłączonym nadajnikiem.

MIKROFON XS 1
Mikrofon dynamiczny z  wyłącznikiem. Wyłącznik jest beztrzaskowy i  inteligentnie zaaranżowany. Wkładanie i  wyjmowanie mikrofonu z uchwytu nie powoduje jego przesunięcia. Osobiście nie lubię wyłączników w mikrofonach, bo to często prowadzi do komplikacji pracy na scenie. Wielu mówców poszukuje sensu swojej wypowiedzi kombinując przy mikrofonie. Jak znajdzie wyłącznik, to zawsze zrobi coś, czego nie powinien. Jak wyłącznika nie ma, to realizator w pełni panuje nad sytuacją i nie ma problemu. Ale wyłącznik bywa przydatny w  innych sytuacjach, dlatego jest do dyspozycji śruba, dzięki której można go zablokować.  Porównuję XS 1 z SHURE SM 58 oraz TELEFUNKEN M 80, bo takie akurat mam pod ręką. Na pierwszy ogień idzie radiowy głos męski. Lektor czyta ten sam fragment tekstu, a  ja błyskawicznie mu podstawiam trzy mikrofony na zmianę. Co ważne, pracuje przed głośnikami, co od razu wykaże tendencje do sprzężeń. W porównaniu z klasykiem SM 58 jest tu wyraźnie mniejszy efekt zbliżeniowy i nieco rozjaśnione górne pasmo, ale delikatnie i bez przesady. Do przykrej dla ucha sybilancji jest jeszcze bardzo daleko. TELEFUNKEN M80 wykazuje się jeszcze większą szlachetnością, ale to jednak dużo wyższa półka cenowa. Głos żeński też radzi sobie doskonale w tych samych warunkach i nie pojawiają się sprzężenia. Praca w polu bardzo bliskim dodaje przydechu, jednocześnie nie powodując znanego „buczenia”. XS 1 świetnie się sprawdzi we współpracy z „mikrofonożercami”. Będzie mniej do wycinania. Doskonały stosunek jakości do ceny. To coś, jak przysłowiowa „mała czarna” w damskiej szafie – musisz to mieć.

Podsumowanie
Mija piąta godzina, a system instrumentalny nadal gra. Pierwszy wyłączy się nadajnik. To oczywiste, bo pobiera więcej energii z baterii niż odbiornik. A co w przypadku, gdy impreza nie chce się skończyć, ze sceny leci „ogień”, a dioda zaczyna mrugać, że to koniec? To nie musi być koniec. Euforycznej atmosfery nie można zepsuć! Rzucamy w publiczność proste pytanie: „czy ma ktoś powerbank?” Stawiam, że się znajdzie. Za zdjęcie z tekstem „uratowałem koncert!!!” na swoim portalu chętnie pożyczą – uczciwa transakcja. Testowane systemy mogą działać, czerpiąc energię z zewnętrznego źródła – co dokładnie sprawdziłem. Zarówno nadajnik, jak i odbiornik. Testowany zestaw wytrzymał 5,5 godziny pracy bez przerwy. Informacje producenta są uczciwe. Nic nie jest przesadzone. Dzięki takim rozwiązaniom zmieniają się możliwości realizacji prostych eventów, takich jak przemówienia okolicznościowe, otwarcia prezentacje itp. Wykorzystując porządne zestawy aktywne, można zrezygnować z konsolety, kilkudziesięciu metrów kabli, a przy tym nie tracić na jakości przekazu. Oto przykładowa konfiguracja: Na wejściu ‘A’ jest mikrofon, a  na ‘B’ zestaw instrumentalny, który transmituje muzykę w tle. Wystarczy tylko zaopatrzyć się w kabel mini Jack stereo – gniazdo Jack ¼” i zamiast instrumentu podłączyć komputer, telefon lub inny odtwarzacz, w dodatku z dowolnego miejsca na sali. Jak to wygląda w praktyce? Na plecy bierze się pokrowiec ze statywami głośnikowymi i  kablami zasilającymi zestawy głośnikowe, naładowane systemy bezprzewodowe do kieszeni, głośniki do ręki – jedno przejście i cały system jest na miejscu. Czas instalacji i gotowość to maksymalnie 3 minuty. Wszystko to da się przewieźć nawet małym samochodem osobowym. A co na to organizatorzy? Trochę się zdziwią: „kiedyś to ustawiali się dwie godziny, wnosili walizki kabli, potrzebowali dużego stołu na mikser, a ten człowiek załatwił to sam w 3 minuty! Zapiszcie kontakt do niego, jeszcze nam się przyda.” SENNHEISER po raz kolejny pokazał klasę. To dobre urządzenia, które można traktować jako narzędzia pracy.

Tekst: Bogdan Kuźmiński Muzyka i Technologia
Test powstał we współpracy z Policealną Szkołą Technik Audiowizualnych NUWAVE

Polecamy

Najchętniej czytane artykuły

Newsletter

Zapisz się na newsletter, a nie ominie Cię żadna ważna informacja.

Close Menu
Zamknij