Marka Martin od zawsze potrafiła zaskakiwać. Kiedy czasem zaczynam się zastanawiać: „co tam, panie, u Martina?”, niemal natychmiast na rynku pojawia się nowe urządzenie z tym właśnie logo. Ten duński producent tym razem postanowił w sposób bezkompromisowy zburzyć stary porządek, zainicjowany kilka lat temu przez markę zza naszej południowej granicy. Po raz kolejny należałoby przyznać, że era klasycznych follow spotów, kojarzących się jednoznacznie z potężną, mającą masę kilkudziesięciu kilogramów „armatą”, ulokowaną gdzieś na odległej konstrukcji, przechodzi do historii.

Koniec ze zmęczonym życiem operatorem wiszącym w uprzęży kilkanaście metrów nad ziemią lub stojącym nad stanowiskiem FOH i walczącym o nieustanną precyzję. Tu muszę przyznać, że moje najgorsze wspomnienia z pracy przy scenach dotyczą właśnie momentu, kiedy byłem followspociarzem. Brrrr… Kto choć raz przechodził horror montażu tradycyjnych stanowisk prowadzących na stadionie czy w ciasnym teatrze, ten wie, o czym mówię. To po prostu koszmar. I właśnie w tym miejscu wchodzi Martin Macula, produkt, który zdaje się być kompletną, cyfrową rewolucją, nieco zmieniającą zasady gry. Trzeba uczciwie przyznać, że cała sfera śledzenia obiektów na scenie rozwija się ostatnio bardzo dynamicznie. I tu Duńczycy nie czekali na ruch konkurencji. Stworzyli system, który za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zamienia wiszące już na kratownicach głowice w precyzyjne i szybkie maszyny do śledzenia obiektów.

Konstrukcja samego sterownika to, można powiedzieć, majstersztyk ergonomii. Zmotoryzowane, regulowane uchwyty wyposażono w kluczowe przyciski sterujące, umieszczone wprost pod palcami operatora.

Ergonomia pracy
Obawy, które są uzasadnione przy takiej zmianie technologii, dotyczą głównie tego, że „zdalne” prowadzenie za pomocą joysticków, myszki i faderów może zabić to, co najważniejsze, „czucie światła”, czy może bardziej plastyczne i precyzyjne, ręczne prowadzenie reflektora. Inżynierowie Martina mieli to oczywiście na uwadze, dlatego sercem stacji bazowej Macula uczynili enkoder z głowicą olejową o wysokiej rozdzielczości, High Resolution Fluid Head Encoder. Efekt? Operator stojący przy „stacji bazowej” ma dokładnie takie samo fizyczne odczucie oporu oraz płynności ruchu, jakby trzymał za rączkę potężnego, klasycznego follow spota. Nie ma tu mowy o żadnym „klatkowaniu” cyfrowego sygnału czy o irytujących opóźnieniach. Ruch w płynny sposób przekłada się bezpośrednio na reakcję głowicy i to w czasie rzeczywistym.
Konstrukcja samego sterownika to, można powiedzieć, majstersztyk ergonomii. Zmotoryzowane, regulowane uchwyty wyposażono w kluczowe przyciski sterujące, umieszczone wprost pod palcami operatora. Do tego dochodzi duży, czytelny ekran dotykowy, w zależności od konfiguracji 15,6” lub 17”, z niezwykle intuicyjnym interfejsem graficznym. Operator otrzymuje obraz z cyfrowej kamery zamontowanej bezpośrednio na głowicy oświetleniowej. Przesył odbywa się za pomocą NDI. Taka perspektywa sprawia, że operator jest rzeczywiście wirtualnie umiejscowiony tuż obok samego urządzenia. I tu coś, co jest najcenniejsze w takich rozwiązaniach: operator może w pozycji siedzącej spędzać miło czas w odseparowanym pomieszczeniu, bez narażenia na zmienne warunki atmosferyczne i nadmierną liczbę decybeli.

W przypadku systemu Macula Operator stojący przy „stacji bazowej” ma dokładnie takie samo fizyczne odczucie oporu oraz płynności ruchu, jakby trzymał za rączkę potężnego, klasycznego follow spota.

Martin to wolność wyboru, brand-agnostic, oraz zastosowanie w praktyce
Gdyby Martin zamknął ten system, dedykując go wyłącznie do użycia z własnymi urządzeniami, zapewne byłoby to mało elastyczne rozwiązanie. Na całe szczęście tęgie głowy z Martina zaoferowały architekturę całkowicie niezależną od marki, brand-agnostic. Co to w praktyce oznacza dla firm rentalowych i teatrów? W praktyce można stwierdzić, że system Macula potrafi sterować dosłownie każdą nowoczesną ruchomą głową z protokołem DMX/Art-Net, niezależnie od tego, czy na kratownicy wisi najnowszy Martin MAC Viper XIP, czy urządzenia innych producentów. A jak właściwie działa w praktyce cały system? Macula pozwala na bezproblemową konfigurację całej matrycy urządzeń z poziomu jednej stacji bazowej. Operator może kontrolować zarówno jedną główną oprawę wyposażoną w kamerę, błyskawicznie przełączać się między różnymi głowicami z kamerami, uzyskując najlepszy punkt widzenia sceny, jak i sprawić, że cała grupa innych urządzeń, również bez kamer, będzie z aptekarską dokładnością podążała za wyznaczonym obiektem. Kluczowe będzie też rozwiązanie dotyczące podziału uprawnień, tak zwanego mergingu, pomiędzy Maculą a konsoletą oświetleniową. Nie ma konieczności definiowania Maculi w taki sposób, aby operator urządzenia miał pełną kontrolę nad głowicą lub głowicami. Z poziomu każdego profesjonalnego sterownika główny realizator może przykładowo nadal kontrolować kolory, dimmer, efekty czy zoom, używając cue list. W takim wypadku operator Maculi będzie sprawował kontrolę wyłącznie nad fizycznym ruchem w płaszczyznach Pan/Tilt. Nie oznacza to wcale, że podczas eventu nie można zmieniać takiego podziału uprawnień. Inżynierowie z Martina przewidzieli i taką ewentualność.

Prosta infrastruktura, potężne możliwości integracji
Czym może pochwalić się jeszcze Martin w stosunku do konkurencyjnych rozwiązań? Z pewnością będzie to infrastruktura dotycząca przewodów. Cała komunikacja, zarówno sygnał wideo z kamery Full HD, jak i parametry sterujące DMX oraz zasilanie PoE, realizowana jest w oparciu o standardową, nowoczesną infrastrukturę sieciową i protokół NDI. Innymi słowy, wystarczy jeden kabel sieciowy Cat5 lub Cat6 podłączony do kamery umieszczonej na głowicy i sprawa wydaje się być rozwiązana. Należy tu wspomnieć, że takie rozwiązanie ma ograniczenie metrażowe. Producent gwarantuje poprawne działanie na dystansie do 100 metrów. Jednak przy użyciu światłowodu ograniczenia praktycznie znikają. Macula oczywiście jest w stanie bez najmniejszych ograniczeń „wprowadzać”, czy wręcz „wstrzykiwać”, swoje dane w istniejący na evencie szkielet sieciowy Art-Net czy sACN. Dla mnie osobiście nader ciekawy staje się jeszcze jeden element, dotyczący automatyzacji i zaawansowanych systemów interaktywnych. Ukłonem ze strony Martina jest natywne wsparcie dla wyjścia PosiStageNet, PSN. Macula potrafi w czasie rzeczywistym wysyłać precyzyjne współrzędne XYZ śledzonego obiektu do zewnętrznych aplikacji.
Chcesz, aby za idącym wokalistą automatycznie podążał dźwięk przestrzenny w systemie immersyjnym albo generowała się grafika na ekranach LED za pomocą media serwera? Z Maculą to żaden problem. System staje się naturalnym pomostem łączącym światło, wideo i dźwięk w jeden zautomatyzowany organizm.

Macula potrafi sterować dosłownie każdą nowoczesną ruchomą głową z protokołem DMX/Art-Net, niezależnie od tego, czy na kratownicy wisi najnowszy Martin MAC Viper XIP, czy urządzenia innych producentów.

Nowy król na technologicznym podwórku
Sądzę, że jeszcze bardzo długo Martin Macula będzie punktem odniesienia dla systemów zdalnego śledzenia. To urządzenie, które ściąga operatorów na bezpieczną ziemię, drastycznie poprawiając komfort i BHP pracy, a jednocześnie daje realizatorom i firmom rentalowym niespotykaną dotąd elastyczność sprzętową. To możliwość zrobienia follow spota z dowolnej głowicy. Takie rozwiązanie może okazać się asem w rękawie, którego nie sposób przecenić przy trudnych projektach architektonicznych i telewizyjnych.
Dla wielu teatrów, domów kultury i dużych firm eventowych inwestycja w ten system to krok naprzód, krok, który eliminuje kompromisy i ograniczenia przestrzenne. Martin po raz kolejny udowodnił, że potrafi nie tylko tworzyć doskonałe źródła światła, ale też genialnie zarządzać całą logistyką widowiska. Czy Macula to przyszłość realizacji follow spotów? Moim zdaniem ta przyszłość dzieje się właśnie teraz, na naszych oczach.

Tekst: Paweł Murlik, Muzyka i Technologia