Artur Szyman – „Nie postrzegam siebie jako artystę”

Nie łatwo jest namówić Artura Szymana na wywiad. Głównie ze względu na fakt, iż jest to prawdopodobnie jedna z najbardziej zapracowanych osób w naszej szeroko pojętej branży. Jednak pomimo wielu przeciwności losu, w końcu doszło do naszego spotkania. Rozsiedliśmy się wygodnie we foyer Teatru Muzycznego Roma i po prostu zaczęliśmy rozmawiać. W pewnym momencie zorientowałem się, że powinienem włączyć nagrywanie, ponieważ poza odpowiedziami na pytania, które miałem przygotowane, Artur mówił o arcyciekawych kwestiach.

Zacznę jednak od początku. Kim jest Artur Szyman? Czytając to pytanie, z pewnością większość z Was uśmiechnie się pod nosem. Wszak starsi koledzy w branży mają pewne powiedzenie: „wchodzi Artur Szyman i wszystko jasne”. Jednak pomyślałem, że mamy również rzeszę czytelników, która być może dopiero co otwiera drzwi prowadzące do wielkich scen, spektakularnych wydarzeń i nieśmiało przez nie zerka. Właśnie tym osobom postaram się przybliżyć postać Artura, choć zupełnie nie wiem, od czego zacząć. Zdaje się, iż głównym wątkiem będzie fakt, że Artur Szyman jest nie tylko lighting designerem, ale i operatorem. Swoją wiedzę o oświetleniu zawdzięcza w dużej mierze stronie praktycznej kunsztu operatorskiego. Artur pracował za kamerami również przy widowiskach i spektaklach telewizyjnych. Trudno odnieść się do wszystkich realizacji, zatem wymienię trzy tytuły z lat dziewięćdziesiątych – Grube ryby, Cień podejrzenia, Warszawianka. W nowym milenium z pewnością istotne będzie widowisko telewizyjne Święto wiosny. Świętokrzyska magia praczasów. To nie jest jedyna historia, w której operator kamery ma istotny wpływ na branżę oświetleniową. Przypominam sobie wątek, jak powstał pomysł na filtry LEE. To właśnie w latach sześćdziesiątych XX wieku znakomity operator David Holmes zwrócił się do LEE Brothers o pomoc i wykorzystanie nowych materiałów jako filtrów. Wszyscy wiemy, jak to się dalej potoczyło. Dziś wyznacznikiem dla korekcji temperaturowych, dyfuzji, czy filtrów barwnych są między innymi produkty firmy LEE.

„…wszystkie niedoskonałości, niezależnie od rodzaju źródła światła, można po prostu obejść. Znając naturę światła, każdy z realizatorów, tak myślę, ma na to swoje sposoby…”

Co mógłbym dodać o Arturze Szymanie z dzisiejszej perspektywy? W grudniu 2020 Artur Szyman obchodził dwudziestolecie swojej pracy jako reżyser oświetlenia. Zbiegło się to dokładnie z finałem kolejnej edycji programu The Voice of Poland, przy którym Artur, oczywiście, pracuje. Szczerze nie wyobrażam sobie istnienia tego popularnego show bez tej postaci. Ale to nie tylko The Voice of Poland. Bez Artura nie byłoby wielu, wspaniałych projektów największych scen w Polsce, jak i również tych związanych z popularnymi wydarzeniami telewizyjnymi. Istnieje jeszcze jedna anegdota dotycząca Artura Szymana: prawdopodobnie jest to jedyna osoba w tej części galaktyki, która widzi jak kamera. Wydaje się, że nie ma w tym nieco żartobliwym stwierdzeniu nic przesadzonego. Artur jest naprawdę niekwestionowanym mistrzem realizacji dotyczących rynku telewizyjnego, ale to także przecież lighting designer związany z fotografią, filmem, teatrem i innymi scenami. Przypomina mi się też spotkanie mistrzów, gdzie w jednym przedsięwzięciu uczestniczył Krzysztof Penderecki, Tomasz Bagiński i … Artur Szyman. Efekt musiał być piorunujący i oczywiście był. Na zawsze pozostanie w mojej pamięci Siedem bram Jerozolimy.

Jakie słowa padły, kiedy miałem okazję usiąść z Arturem twarzą w twarz? Oto część naszej rozmowy.

Paweł Murlik, Muzyka i Technologia: Moim zdaniem wyprzedzasz nieco nasze czasy. Dlaczego tak myślę? Przypadkiem oglądałem ostatnio skróty z koncertu poświęconemu Krzysztofowi Klenczonowi z 2005 roku. Była to realizacja TVP. Co przykuło moją uwagę? Światła! Patrząc w ekran, byłem przekonany, iż jest to dużo młodsze wydarzenie, a nie zarejestrowane 13 lat temu. Postanowiłem poczekać do końca i z uwagą prześledzić napisy końcowe. Oczywiście wszystko stało się jasne, kiedy w tyłówce padło Twoje nazwisko. W kontekście Twoich realizacji chciałbym zapytać, jak właściwie będzie wyglądać scena jutra? Czy wszystko będzie mocno zdigitalizowane? Oprawy będą tylko LED-owe i nie obejdziemy się już bez dokładnych pomiarów jakości oświetlenia typu CRI? Dokąd zmierzamy? Jak to wygląda z perspektywy człowieka, który kreuje na co dzień tę świetlną rzeczywistość telewizyjną?
Artur Szyman: Właściwie zadałeś tyle pytań, że nie wiem, do którego się odnieść. A propos Klenczona…. nie pamiętam… To znaczy pamiętam, że była taka realizacja, ale nie to, jak wyglądał sam koncert. Co do CRI – owszem korzystam z tego standardu, ale tylko wtedy, kiedy dokonuję pomiaru nowych urządzeń. Mam takie wartości w pamięci i jedynie sprawdzam, jak się ma pomiar do rzeczywistości podczas realizacji. Gdybyśmy mieli przy każdym wydarzeniu telewizyjnym dokonywać pomiarów CRI, to po prostu nie starczyłoby na to czasu. Tu trzeba podkreślić, że dotąd LED-owe źródła światła z zasady miały gorszy wynik pomiaru w odróżnieniu od opraw opartych na tradycyjnych źródłach. Ja osobiście z tęsknotą wspominam HMI, gdzie wyniki pomiarów sięgały wartości 98 lub 99 i było to piękne, czyste światło, natomiast na dzisiejsze czasy zupełnie nieekonomiczne. Obecnie cieszę się z faktu, że producenci wyładowczych źródeł światła postawili wrócić do produkcji o nieco lepszej jakości – tracąc tym samym pewnie na żywotności. Pamiętam jednak moment, kiedy najważniejszym kryterium była właśnie żywotność tychże źródeł. To był naprawdę straszny czas. Sporo źródeł miało wówczas odcień zielony, co jest dla kamery fatalnym efektem. Natomiast muszę mocno podkreślić, że wszystkie niedoskonałości, niezależnie od rodzaju źródła światła, można po prostu obejść. Znając naturę światła, każdy z realizatorów, tak myślę, ma na to swoje sposoby. Wystarczy sobie wyobrazić realną sytuację, gdy używamy pięciu, sześciu, czy siedmiu typów urządzeń i każde z nich będzie miało inną biel. To samo dotyczy źródeł LED-owych. Znając spektrum danego źródła, jesteśmy w stanie przygotować sobie taki preset kolorystyczny, który będzie zadowalający. Natomiast nigdy to nie będzie światło, które przypomina wcześniejsze rozwiązania, czyli źródła żarowe, czy też HMI. Muszę jednak przyznać, że źródła światła LED są coraz bardziej doskonałe pod względem jakości i emisji światła. Jeszcze kilka lat wstecz dość sceptycznie traktowałem urządzenia LED. Obecnie korzystam z takich urządzeń i nie wyobrażam sobie powrotu do przeszłości. Wręcz miały miejsce projekty, w których wyłącznie użyłem opraw ze źródłami LED.

W grudniu 2020 Artur Szyman obchodził dwudziestolecie swojej pracy jako reżyser oświetlenia. Zbiegło się to dokładnie z finałem kolejnej edycji programu The Voice of Poland.

A co z nowymi standardami pomiarów? TLCI-2012?
Ideałem byłoby mieć standard pomiaru, który zakończyłby odwieczny spór, który toczymy z producentami światła. Większość z nich opiera się na pomiarach RGB, ja staram się mierzyć pełne spektrum. Zawsze dochodziło do dyskusji: „zaraz, zaraz przecież kamera widzi RGB?” Otóż kamera widzi niepełne spektrum, jednak zdecydowanie więcej niż tylko RGB. Dzisiejsze kolorymetry i światłomierze można wyskalować do matrycy, na jakiej się pracuje. Podobnie ma się sytuacja rozpiętości tonalnej, ale trzeba wziąć pod uwagę fakt, że im nowsza kamera, tym ta rozpiętość tonalna będzie większa. Tu wystarczy porównać cyfrową kamerę filmową z telewizyjną. W przypadku filmu, o wiele większa rozpiętość powoduje, że światło wygląda zupełnie inaczej. Przekornie, im lepsza kamera, tym lepiej poradzi sobie ze złą jakością światła. Aplikacje do sterowania światłem filmowym wręcz pokazują na krzywej Plancka, jaką część całego spektrum światła jesteśmy w stanie odwzorować na danej matrycy. Producenci próbują pomóc w osiągnięciu jak najlepszego efektu, proponując możliwości ingerencji w wartości Gamma, czy jakości światła białego. Jednak tak zaawansowana technologia jest dostępna jedynie w najnowszych produktach. Zapewniam, że warto poświęcić czas i zapoznać się z możliwościami takich urządzeń. Część z nich daje naprawdę świetny efekt i pewne początkowe komplikacje stają się nieodzownym warsztatem realizatora. Głównie dotyczy to pracy z kamera filmową, TV oraz z cyfrową fotografią.

Artur Szyman pracuje też jako scenograf. Większość zrealizowanych projektów opiera się także na jego scenografii.

Gdybyś miał możliwość zbudowania, bez ograniczeń technologicznych i finansowych, swojego idealnego planu oświetleniowego, to czego byś użył?
Profili LED, lamp hybrydowych, spotów LED, jednak nie ma zestawu idealnie uniwersalnego. Każdy projekt jest naprawdę indywidualny, ze względu na sprecyzowane wymagania, czy ograniczenia. Powiem więcej: najważniejszy jest pomysł, reszta to tylko warsztat. Na pewno rozmieszczanie lamp na trussach naprzemiennie: spot, wash, nie jest moją domeną. Idealny plan oświetleniowy to element całości projektu, potrzebny jest zarówno idealny plan scenograficzny, kamerowy jak i produkcyjny, a to temat rzeka…

Wiem, że zdarza Ci się odwiedzać producentów oświetlenia. Sądzisz, że Artur Szyman ma realny wpływa na to, co konstruktorzy  nam zaproponują np. za kilka lat? Czy zdarzają się owocne rozmowy w fabrykach oświetlenia? Czy producenci są wyczuleni na głos ze strony profesjonalistów-praktyków?
Taka sytuacja jest uwarunkowana polityką producentów. Część z nich jest bardzo zainteresowana opinią użytkownika końcowego, czyli designera. Część traktuje rozmowy jako sposób zareklamowania swojego produktu, znalezienia potencjalnego użytkownika i sojusznika, jako argument w przekonywaniu firm rentalowych. Część chce mieć idealny produkt i pilnie słucha opinii i stara się wydobyć od designerów przesłanki dotyczące rozwoju i przyszłości rozwoju branży. Moje doświadczenia obfitują w przypadki dyskusji, niekiedy nawet dość zdecydowanych. Staram się pokazać zarówno dobre, jak i złe strony produktu. To oczywiście dość indywidualne podejście, jednak z satysfakcją obserwuję pojawiające się urządzenia zbudowane na podobnej koncepcji do tej, o której była mowa kilka lat wcześniej. Zdarza się też, że nowe źródło światła LED zawiera poprawione, uwypuklone przeze mnie wcześniej, niedoskonałości.

Zmieniając nieco temat. Czy takie wydarzenia jak np. „Scena jutra” są potrzebne naszej branży? Jak je oceniasz?
Większość z nas widuje się przy okazji targów organizowanych za granicą. Jednak ważne jest to, aby cała branża eventowa, teatralna, telewizyjna pokazywała na zewnątrz to, co właściwie robimy. Uważam, że tego typu prace, produkcje w naszym kraju są na wysokim poziomie. Wykonujemy przecież zlecenia produkcyjne dla europejskich i światowych stacji. Niczym nie odbiegają one od wysokich standardów, przyjętych na całym świecie. Pytałeś mnie na początku, w którą stronę zmierza nasza branża. Ja bym się skupił na projektach. W moich projektach znajdziesz wszystko. Mając świadomość dotyczącą liczby elementów potrzebnych, czy też niezbędnych, dla danego eventu, możesz po prostu stworzyć lepszy projekt. Coraz częściej realizatorzy rozumieją konieczność współpracy równoległych ekip: światła, multimediów, konstrukcji – tym samym możesz zrobić swoją pracę na wyższym poziomie. Myślę, że jeśli chodzi o technologie, umiejętności i zaangażowanie – to wszystko idzie w dobrym kierunku. Pytanie jednak brzmi, czy nie tracimy z oczu tego najważniejszego. To było moje podsumowanie wykładu, który poprowadziłem przy okazji „Sceny jutra”. Mówiąc wprost: czy wartość artystyczna przedstawiana przez wykonawcę jest warta profesjonalnej oprawy? Czy zasługuje na tak zaawansowaną pracę innych ludzi? Pracując głównie dla TV, mam coraz częściej wątpliwości. Przerost formy nad treścią jest często spotykaną rzeczą. Świadomość części artystów i managementu dotycząca naszej pracy jest dość nikła. Ostatnio podczas bardzo dużej produkcji muzycznej live, otrzymałem referencje od dyrektora artystycznego pewnej młodej artystki. W referencjach zawarto fotografie z mojej innej realizacji oraz wytyczne dotyczące kolorystyki… w formie kart z Pantonu. Mówi się przecież, że malujemy światłem.

Przynajmniej od dwóch dekad, przy tak dużym zaawansowaniu i rozwoju technologicznym, coraz częściej mówi się o znakomitych zdolnościach artystycznych ludzi, którzy nie występują na scenach, ale przecież bez nich produkcje nie miałyby racji bytu. Myślę tu np. o lighting designerach. Czy postrzegasz się jako artystę? W moich oczach jesteś artystą!
Dobrze, że wspomniałeś o dwóch dekadach. Właśnie niedawno minął mały jubileusz mojej pracy w roli lighting designera. Pytasz, czy poczułem się przez ten okres artystą? Nie! Nie postrzegam siebie jako artystę. Artysta jest twórcą, czyli musi tworzyć jakieś dzieło. Moja praca będzie cały czas pracą rzemieślniczą, zatem będzie oparta o czyjąś twórczość. Nie piszę przecież poematów, nie tworzę muzyki, zatem nie można uznać tego, co robię za twórczość. Choć projekt i jego ostateczna forma, a także pewna magia związana ze światłem, mogą dawać takie poczucie. Na pewno odczuwam satysfakcję i… „coś pomiędzy”. W naszej polskiej rzeczywistości projektanci światła nie są postrzegani jako artyści, ale operatorzy obrazu owszem – mają status artystów. Jest nas (lighting designerów, przyp. red) stosunkowo mała liczba. Są to zazwyczaj niezwykle utalentowani koledzy, jednak brak szkoły wyższej o profilu projektant – reżyser światła jest kluczowy. Oczywiście można rozróżnić bycie artystą formalnie od nieuchwytnego zachwytu czyjąś pracą.

Ale jesteś przecież lighting designerem? Czy reżyser pracując w teatrze, nie opiera się na tekście, na czyjeś twórczości?
Obecnie dość mocno szafuje się określeniem artysta. Wielokrotnie z moimi bliskimi zastanawialiśmy się nad definicją i efektem pracy artysty. Moim zdaniem to określenie mocno zostało zdewaluowane. Bycie prawdziwym artystą z wrażliwością, warsztatem i wiedzą to na pewno zaszczyt, na który zasługuje wąskie grono osób. Jednak… chwilami zdarzają się takie momenty, że jest coś więcej niż tylko rzemiosło. Pamiętajmy jednak, że nasza praca to efekt zaangażowania wielu osób. Całej ekipy operatorów, grafików, asystentów i zespołów technicznych. Nawet jeśli mam poczucie czegoś wyjątkowego, to nie zrobiłem tego wyłącznie sam. Owszem, pomysł może być mój, ale tu w grę wchodzą również współpracownicy. Jeśli chwała i laury spadają na mnie, to zawsze dzielę się nimi z moją ekipą. Sukces jest wspólny, ale porażka tylko moja. Pozdrawiam wszystkich moich współpracowników i wszystkie  dzielne osoby z naszej branży. Oby rok 2021 był czasem powrotu do normalnej profesjonalnej pracy, czego sobie i Państwu życzę.

Puenta? Szczególnie ostatnie wypowiedzi Artura skłoniły mnie do głębszej refleksji. Zachodzi tu pewna zależność, którą mogę tylko potwierdzić również i w przypadku tej rozmowy. Miałem to szczęście, że przez lata i mojej pracy było mi dane obcować z naprawdę dobrymi reżyserami oraz wielkimi aktorami. Zatem moja puenta po tej rozmowie może być tylko jedna: im dana postać ma więcej doświadczenia, wiedzy i tego nieuchwytnego pierwiastka artystycznego, tym ma w sobie więcej pokory i skromności. Ciekaw jestem, czy po przeczytaniu tego wywiadu, również i Wy, drodzy czytelnicy odnieśliście takie wrażenie. Przyłączam się do życzeń noworocznych Artura Szymana, szczególnie w tak trudnym okresie dla całej branży.

Rozmawiał: Paweł Murlik, Muzyka i Technologia
Zdjęcia: archiwum Artura Szymana, www.lightup.pl

 

Polecamy

Najchętniej czytane artykuły

Newsletter

Zapisz się na newsletter, a nie ominie Cię żadna ważna informacja.

Close Menu
Zamknij