FLASH 330 CMY

To już kolejna propozycja w postaci głowicy marki Flash. Sama marka znana jest od lat w szerokich kręgach braci technicznej i realizacyjnej. Tym razem firma ponownie podkreśla swoją obecność na rynku, oferując nie tylko urządzenia statyczne, ale i te ruchome. Obecnie oferta obejmuje aż 40 głowic, dedykowanych dla różnych sektorów rynku. W grupie głowic typu spot, znajduje się aż 10 propozycji, w tym również niniejszy model 330 CMY. Po ostatnich testach urządzeń opartych na lampie wyładowczej jestem bardzo ciekawy, jak spisuje się głowica z LED-owym źródłem światła. Zatem zaczynamy.

Jest to głowica średniej wielkości zabudowana dość… klasycznie. Nie można tutaj mówić o szczególnie wyróżniającym się designie. Rzekłbym nawet, że spora liczba produktów wygląda bardzo podobnie. Trapezowy kształt podstawy głowicy, ciekłokrystaliczny, jednokolorowy wyświetlacz i tuż obok przyciski nawigacji. Po drugiej stronie podstawy znajduje się zestaw gniazd (3 i 5 pin DMX) oraz gniazdo zasilania, a także włącznik. Głowica została wyposażona w blokady transportowe.

Głowica może pracować zakresem zoom od 5 do 40 stopni.

Skoro wspomniałem o tym, że urządzenie jest średniej wielkości: głowica w pozycji pionowej ma 82 cm długości i waży 28 kilogramów. Po zdjęciu pokrywy da się zauważyć, że przy źródle LED o mocy 330 W nie można oszczędzać, dlatego silnik jest chłodzony dwuwatowymi wentylatorami marki Sunon. Prócz tego zaraz za chipem jest spory radiator wraz z rurkami wypełnionymi cieczą. Wentylatory uaktywniły się praktycznie po kilkunastu sekundach od momentu, kiedy uruchomiłem dimmer w  stu procentach. Natychmiast daje się docenić jakość Sunona – oba wiatraki są bardzo ciche. Zatem i w tym modelu Flash postawił na optymalne wyciszenie urządzenia. Jakie parametry oferuje producent w tym modelu? Tu należy podkreślić, że jest to właściwie spot, ale z  możliwością skupienia wiązki aż do pięciu stopni, zatem urządzenie mogłoby posłużyć również jako beam. Zatem przy maksymalnie skupionej wiązce z  odległości pięciu metrów strumień (według danych producenta) powinien osiągnąć poziom 85 000 luksów. Natywna temperatura barwowa źródła wynosi 8500 K, a żywotność chipu sięga 50 000 godzin. CRI będzie również typowe dla takiej konstrukcji, zatem oscyluje w granicach 83. Skoro wspomniałem o maksymalnym skupieniu wynoszącym pięć stopni, dodam tylko, że optyka pozwala na osiągnięcie najszerszego kąta pracy z wynikiem 40 stopni.

Stała tarcza gobo oraz tarcze kolorów.

Biel i kolory
Pierwsze wrażenie po uruchomieniu głowicy jest bardzo pozytywne. Plama jest równa i tylko w jednej pozycji i to z niewielkiej odległości (około pięciu metrów) udało mi się wychwycić widoczną strukturę chipu przesuwając soczewkę fokus. Tu jak zwykle nadmienię, że w zdecydowanej większości urządzeń daje się zobaczyć ten niepożądany efekt, zatem i głowica Flash nie stanowi wyjątku. Musiałem się jednak sporo natrudzić, żeby wychwycić ten mankament. Dlaczego? Konstruktorzy postanowili zabudować jeszcze jedną soczewkę umieszczoną pomiędzy filtrami CMY a samym źródłem światła. Prawdopodobnie to ona niweluje wszystkie niepożądane zjawiska. Ciekawiło mnie mechaniczne rozwiązanie kolorów, ponieważ zarówno z opisu, jak i z możliwości, które oferuje biblioteka do urządzenia, jasno wynikało, iż głowica ta ma aż trzy tarcze kolorów. Tu również trzeba jasno powiedzieć, że patent nie jest nowy, ale za to sprawdzony. Może bogatsi w  doświadczenie koledzy mnie poprawią, ale chyba ten sposób wykonania tarcz z kolorami stał się popularny w innych konstrukcjach, zaraz po tym jak świat ujrzał urządzenie Clay Paky Mythos.

Mechanizmy działają poprawnie, a dostęp do indeksowania trzech tarcz z kolorami daje możliwość barwienia np. wzorów gobo nawet w trzech odcieniach w jednym czasie.

Dziś w bardzo dużej ilości konstrukcji używa się dokładnie tego samego patentu. Na czym on polega? Rzeczywiście urządzenie ma trzy tarcze z kolorami. Są one odsunięte na dość duży dystans od źródła światła ze względu na wspomnianą wyżej soczewkę. Udało się również w  tej przestrzeni ukryć kilka silników sterującymi mechanizmami, w tym również tych odpowiedzialnych za tarcze kolorów. Same tarcze służą zarówno jako system CMY, jak i dla wykorzystania „gotowych kolorów”. Każda z nich będzie miała z jednej strony kolor odpowiednio C, M lub Y i to z różną intensywnością (w zależności od położenia tarczy), a  z  drugiej przygotowaną przez producenta propozycję gotowych kolorów – czyli po cztery dodatkowe na każdej tarczy. Wady i zalety takiego rozwiązania? Z jednej strony nie da się tak zupełnie w stu procentach użyć równocześnie i niezależnie systemu CMY i tarczy kolorów, jak ma to miejsce w innych rozwiązaniach.

Wentylator odpowiedzialny za temperaturę źródła światła oraz rotacyjna tarcza gobo.

Ale z  drugiej strony daje to możliwość nakładania na siebie „gotowych” kolorów z dwóch lub trzech różnych tarcz i operowania przy tym dodatkowo opcją color picker, w której nieużyte tarcze będą reagowały w tym samym czasie. Tyle teorii, a teraz sprawdzę, jak ten mechanizm spisuje się konkretnie w tym urządzeniu. System CMY ma dobrą jakość kolorów przy pełnym nasyceniu i plama jest naprawdę bardzo równa. Tu nie można mieć żadnych wątpliwości. Przy zmianie kolorystyki czasami da się zauważyć zmiany w pozycji tarcz. Najbardziej jest to widoczne poruszając się po colorpickerze od niebieskiego w kierunku zieleni. Zmiana nasycenia kolorów też daje czasem efekt widocznej tekstury napylenia koloru na danej tarczy (są widoczne kropki), ale może to przeszkadzać tylko w niektórych pozycjach soczewki fokus. Nie jestem tu specjalnie zaskoczony, ponieważ nie pierwszy raz testujemy na naszych łamach tego typu rozwiązanie w sensie tarcz z kolorami i daje się to zauważyć również w  innych głowicach. Jak wspomniałem już wcześniej, użycie np. jednej z  tarcz dla koloru gotowego nie powoduje wcale blokowania całego systemu, jeśli chodzi o paletę koloru. Nadal używając opcji colour mix w sterowniku można np. dopracować odcień. Zatem pod względem możliwości kreowania odcieni urządzenie daje spore możliwości.

Podstawa została wyposażona w gniazda w obu standardach DMX.

Co drzemie w kolejnych tarczach i innych mechanizmach?  
Zaciekawiła mnie statyczna tarcza gobo. Same wzory wydają się być nieco większe niż w innych głowicach. Być może jest to spowodowane innymi zależnościami w torze optycznym. Znajduje się tu 10 ciekawych wzorów. Tuż nad stałą tarczą umieszczono rotacyjne goba. I  tu fabryczne propozycje są dość ciekawe. Niektóre goba w zestawie są mi znane, a inne zupełnie nowe. Precyzja mechanizmu rotacyjnego spisuje się na piątkę z plusem. Przy wolnych rotacjach wzory poruszają się bardzo płynnie bez szarpania. Na tarczy rotacyjnej jest siedem wzorów. Mechanizm irys, choć nieco hałaśliwy, nie ma właściwie wad. Może troszkę brakuje mi większej regulacji prędkości przy użyciu opcji open/close pulse. Dalej pomiędzy obiektyw focus i soczewkę zoom można wsunąć zarówno Frost, jak i  pryzmę. Co ciekawe, (nie w  każdej głowicy istnieje taka możliwość) filtru dyfuzyjnego i pryzmy można używać równocześnie. Skoro istnieje taka możliwość, to szkoda że zabrakło tu opcji „lekkiego frosta”. Wtedy równoczesne użycie pryzmy oraz np. goba miałoby sens. W  tym układzie przy nieindeksowanym i dość mocnym filtrze dyfuzyjnym udało mi się uzyskać jedynie lekko falującą plamę oświetleniową. Wracając do pryzmy: jest ona stożkowa, trzyczęściowa i oczywiście rotacyjna. Tu nie ma zastrzeżeń. Pryzma spisuje się idealnie.

Dość złożony obiektyw fokus.

Tryby pracy
Urządzenie prócz możliwości sterowania za pomocą DMX ma oczywiście również zaimplementowaną funkcję automatic. To oczywiście w sytuacjach, kiedy głowica może „żyć własnym życiem”. Skupmy się jednak na możliwości sterowania za pomocą protokołu DMX.
Tu sytuacja przedstawia się dość klarownie. Głowicę wyposażono w  trzy tryby pracy. W  najniższym typu Basic urządzenie zajmuje 22 kanały, w  standardowym – 27, a  w  rozszerzonym – 30 kanałów. Różnice są niewielkie i  jak łatwo się domyślić tryb Basic przeznaczony jest do realizacji, w których rozdzielczość ośmiu bitów jest wystarczająca. Pozostałe dwa tryby mają już 16-bitową rozdzielczość, ale w trybie standard nie znajdziemy jej dla trzech funkcji. Będzie to zoom, rotacja pryzmy oraz praca irysa. Te trzy opcje w 16 bitach, jak i pozostałe, zostały zaimplementowane tylko w trybie rozszerzonym.

28-kilogramowy spot marki Flash z LED-owym 330 W silnikiem.

Podsumowanie
Skoro przyjrzałem się pracy wszystkich mechanizmów i możliwościom dotyczącym sterowania – czas na małe podsumowanie. Jest to absolutnie w pełni, dobrze wyposażony spot z dość dużym zakresem zoom. Mechanizmy działają poprawnie, a  dostęp do indeksowania trzech tarcz z kolorami daje możliwość barwienia np. wzorów gobo nawet w  trzech odcieniach w  jednym czasie. Jest to dość typowa konstrukcja i mam tylko nadzieję, że zastosowanie silników krokowych znanej mi marki oraz powszechnie używanych i  sprawdzonych wentylatorów dowiedzie, że po kilkudziesięciu, a później po kilkuset godzinach w bojach plenerowych, głowica ta dalej będzie się prezentować w pełnej krasie tak, jak teraz podczas redakcyjnego testu. Co do tej ostatniej myśli, dodam jak zwykle tylko jedno: to zweryfikujecie już Wy – drodzy czytelnicy.

Tekst: Paweł Murlik Muzyka i Technologia
Zdjęcia: Aleksander Joachimiak

Polecamy

Najchętniej czytane artykuły

FLASH 330 CMY

To już kolejna propozycja w postaci głowicy marki Flash. Sama marka znana jest od lat w szerokich kręgach braci technicznej i realizacyjnej. Tym...

Newsletter

Zapisz się na newsletter, a nie ominie Cię żadna ważna informacja.

Close Menu
Zamknij