Kalifornijska firma Apogee działa od 1985 roku i ma ogromne doświadczenie w szeroko rozumianej dziedzinie dźwięku cyfrowego, poparte zresztą licznymi nagrodami branżowymi i uznaniem klientów. A nimi byli do niedawna zwykle profesjonaliści dysponujący, nazwijmy to tak, nieco grubszym portfelem i stawiający na rozwiązania najwyższej klasy. Firma nb. dość blisko współpracuje z Avid (czyli Pro Tools). Jednak czasy się zmieniają, pojawiają się nowe tendencje rynkowe, nowe obszary do zagospodarowania. Dziś mamy wielu prężnie działających autorów treści pojawiających się w internecie, na YouTube, serwisach dla podcastów itp. O ile kiedyś z jakością dźwięku w tego typu produkcjach bywało różnie, dziś wymagania znacznie wzrosły. Poza tym jest bardzo liczne grono osób, które pracują w domu i potrzebny jest im relatywnie prosty interfejs audio, ale jednocześnie oferujący bezkompromisowy dźwięk. Muzycy, reporterzy radiowi, wspomniani twórcy podcastów i wielu innych po prostu czekali na taki produkt jak BOOM. Przyjrzyjmy się mu zatem nieco bliżej.

Najmniejszy z oferowanych przez Apogee interfejsów nawiązuje wzornictwem i kolorystyką do innych produktów, zaś duże, charakterystyczne logo na górze obudowy od razu zdradza rodowód. Całość jest nieduża i stosunkowo lekka, ale sprawia wyjątkowo solidne wrażenie. Korpus jest aluminiowy, ale czoło i tył wykonano już z tworzywa. Dolne krawędzie boczne są pokryte neoprenem, który ma spełniać funkcje antypoślizgowe, choć w przypadku wyjmowania czy wtykania kabli nie będzie stanowić oporu utrzymującego interfejs w miejscu – ale to już po prostu fizyka i z nią się nie wygra. Pod spodem obudowy mamy także specjalnie wyprofilowany tunel, przez który można przełożyć kable do tyłu (albo do przodu, jak kto woli i potrzebuje), co ułatwia organizację sprzętu na stanowisku pracy. Producent starał się znaleźć sensowny kompromis między funkcjonalnością a atrakcyjnym designem i to się chyba udało. Pierwsze wrażenie jest bardzo dobre.

BOOM łączy kompaktowe rozmiary z legendarną jakością dźwięku marki Apogee. (fot. D. Mazurowski)

Czym zatem jest BOOM? To niewielki i relatywnie prosty interfejs audio, przeznaczony do pracy zarówno w środowisku MacOS (10.15 i nowsze), jak i Windows (10 Anniversary i nowsze). Co więcej, może też pracować z iOS/iPad OS (15 i nowsze wersje) – jeśli urządzenie ma port USB-C, nie ma problemów z kompatybilnością i zasilaniem. Jeśli ma jedynie port Lightning, konieczny będzie zestaw do podłączania aparatu fotograficznego (tzw. camera connection kit) oraz zasilany (aktywny) hub USB-A. BOOM pozwala na pracę, czyli nagrywanie, z częstotliwością nawet do 192 kHz, przy 24 bitach. Ma jedynie analogowe łącza audio (nie ma zatem nawet S/PDIF), a konkretnie dwa wejścia, z których jedno – w domyśle mikrofonowe (z możliwością zasilania Phantom) – wyposażono w gniazdo Combo, akceptujące zarówno wtyczki typu XLR, jak i TRS/TR, drugie zaś jest już typowo instrumentalne (liniowe). Ponadto parę wyjść liniowych oraz gniazdo słuchawkowe. Te dwa znajdziemy z tyłu obudowy, zaś wejścia ulokowano z przodu. Jest w tym jakaś logika, choć gniazda słuchawkowe częściej montuje się z przodu, bo tak jest po prostu wygodniej. Rzecz godna uwagi, w przypadku wielu budżetowych interfejsów mamy do czynienia z gniazdami montowanymi na płycie, zatem często niestabilnymi, chwiejącymi się i mającymi skłonność do psucia po dłuższym czasie użytkowania. Tutaj wszystkie gniazda audio (nb. oczywiście symetryczne) są przykręcone do obudowy i bardzo solidne. Ta uwaga nie dotyczy jedynie USB-C (kabel otrzymujemy w zestawie), ulokowanego z tyłu, które dla odmiany jest mocno chybotliwe. Szkoda też, że nie pomyślano o zabezpieczeniu przed niechcianym wyciągnięciem kabla (np. poprzez dodanie ucha, wokół którego można okręcić kabel). Pod złączem USB mamy też gniazdo na zabezpieczenie typu Kensington Lock.

Z tyłu znajdziemy przede wszystkim wyjścia audio oraz łącze USB.

A z przodu, po lewej stronie, duży enkoder, który kontroluje przede wszystkim poziomy każdego z wejść czy stereofonicznego wyjścia – wyboru funkcji dokonujemy naciskając enkoder i właściwa zostaje podświetlona diodą. Dwie ostatnie diody w tym szeregu informują nas o włączeniu (względnie braku) efektu na danym wejściu. Poniżej są dwa kolejne rzędy diod, pokazujące poziom wybranego enkoderem wejścia, albo wyjść stereo. BOOM nie ma żadnego wyświetlacza, ale też w tej klasie takowy po prostu nie jest oczekiwany. Zresztą i tak wszystko będziemy mieć na ekranie komputera, o czym opowiem już niedługo. Podsumowując same wejścia audio – obecność tylko jednego mikrofonowego może być dla wielu użytkowników pewnym mankamentem, bowiem utrudnia realizację materiałów wymagających pary mikrofonów. Biorąc pod uwagę segment rynku, w jaki celuje producent, zatem także społeczność podcasterów, jest to trochę niezrozumiałe – realizacja na żywo wywiadu, opowieści snutej przez dwie osoby są w tym kręgu czymś dość często spotykanym. Oczywiście można zaopatrzyć się w osobny preamp i drugi mikrofon wpiąć do wejścia liniowego, ale to chyba nieco kłóci się z ideą tego typu interfejsu. Na plus – pokładowy przedwzmacniacz jest naprawdę bardzo wysokiej klasy. To samo można powiedzieć o przedwzmacniaczu słuchawkowym, który jest po prostu świetny i stanowi jedną z najmocniejszych stron urządzenia. Jeśli ktoś jest melomanem i zarazem audiofilem słuchającym muzyki za pomocą słuchawek, a jego głównym źródłem jest komputer (serwisy streamingowe na przykład), to BOOM może się okazać idealnym wyborem. Niestety producent z sobie tylko znanych powodów wpadł na dziwny pomysł, by włożenie wtyczki do gniazda słuchawkowego automatycznie wyłączało wyjścia liniowe. Teoretycznie to logiczne, bo przecież typowe urządzenia Hi-Fi tak działają, ale… Chyba jednak nie w tym wypadku. Lepiej było pozostawić użytkownikowi wybór.

Panel czołowy nie zawiera zbyt wielu elementów, podkreślając jednak prostotę obsługi interfejsu.

Interfejs wyposażono we własny, sprzętowy DSP, umożliwiający obróbkę sygnału wejściowego i nagranie go, względnie transmisję na żywo już z efektami. Oferuje on Symphony ECS Channel Strip (dodajmy, że Apogee sprzedaje go oczywiście również jako osobny plugin, jest też elementem Symphony Desktop), na który składają się: korektor parametryczny, kompresor oraz saturator (drive). Wszystkie wzorowane na rozwiązaniach analogowych z odpowiednio stylizowanym GUI. W ich tworzenie zaangażowany był doskonale znany producent muzyczny Bob Clearmountain, prywatnie mąż Betty Bennett, założycielki i szefowej Apogee. Korektor jest trzypasmowy, każde z pasm można regulować w zakresie od -15 do +15 dB, zaś poszczególne pasma mają zakresy: od 35 do 300 Hz (niskie), od 250 Hz do 8 kHz (średnie) oraz od 4 kHz do 16 kHz (wysokie). W przypadku średniego mamy też do wyboru opcję zawężenia szerokości (wyższej dobroci) w celu bardziej precyzyjnego wycięcia, względnie uwypuklenia pewnych częstotliwości. Jest także dodatkowy filtr górnoprzepustowy, który pozwala na odcięcie dołu w zakresie od 20 Hz do 300 Hz, co pozwala na skuteczne tłumienie ewentualnych niskotonowych zakłóceń. Drugim blokiem jest dość prosty kompresor (parametry threshold i ratio, plus balans suchy/przetworzony), zaś trzecim analogowo brzmiący drive, dodający przyjemnej dla ucha saturacji. Symphony ECS Channel Strip jest wyjątkowo wydajnym narzędziem, pozwalającym na skuteczne uszlachetnienie dźwięku już na samym początku łańcucha audio – a przy tym bardzo prostym w obsłudze, dzięki czemu poradzi sobie z nim także osoba niebędąca zawodowym producentem muzycznym. Wystarczy świadomość, czym jest optymalny dla danej realizacji dźwięk i co można zrobić, by go uzyskać. Jeśli przyjrzymy się materiałom promocyjnym producenta, zauważymy jak duży nacisk kładzie on na pewną grupę odbiorców – wspomnianych już kilkakrotnie twórców treści internetowych, publikowanych w YouTube, Twich, serwisach dla podcasterów itp. Z myślą o nich BOOM wyposażono także w potrzebną funkcję Loopback, dzięki której nadawanie na żywo staje się bardzo łatwe. Oczywiście nie oznacza to, że opisywane urządzenie nie ma nic do zaoferowania muzykom – wprost przeciwnie, jest to bardzo uniwersalne narzędzie, przeznaczone przede wszystkim do pracy domowej, ale także nadające się do wykorzystania podczas koncertów, gdy na przykład klawiszowiec gra głównie na instrumentach wirtualnych i potrzebuje niedużego interfejsu. Biorąc pod uwagę liczbę wejść, wyjść, funkcjonalność – BOOM należy uznać za urządzenie optymalizowane pod kątem pojedynczego użytkownika. Przy całej swojej prostocie i przystępnej cenie oferuje jakość dźwięku znaną ze znacznie wyższych modeli tej marki.

Zrzuty ekranu programu edycyjnego i pokładowego procesora efektów.

Dostęp do wszystkich funkcji BOOM uzyskujemy poprzez oprogramowanie Apogee Control 2, które, oczywiście, uzyskujemy wraz zakupem samego interfejsu. Dostępne jest w wersjach na MacOS, iOS oraz Windows. W przypadku MacOS interfejs jest od razu widoczny przez system, ale i tak trzeba ściągnąć i uruchomić Boom Installer, który wgra wspomniane oprogramowanie. Od razu trzeba bowiem podkreślić, że wiele funkcji i parametrów dostępnych jest wyłącznie z poziomu edytora programowego i mają swoich elementów regulacyjnych na panelu (bardzo zresztą skromnie wyposażonym). Dotyczy to na przykład włączania zasilania Phantom na wejściu mikrofonowym, funkcji PAD (-10 dB) na obu wejściach, aktywowania Symphony ECS Channel Strip na każdym kanale wejściowym itd. Skupmy się jeszcze na moment na funkcji PAD – jeśli nie jest aktywna, wówczas impedancja wejścia instrumentalnego wynosi 1 MΩ (co sprawdzi się także w przypadku gitary), zaś gdy zostanie włączona, wówczas będzie to 3,2 KΩ. Czułość wejść można ustawić na +4 dBu, albo -10 dBV, w zależności od tego, jakie urządzenie podłączmy (profesjonalne czy konsumenckie). Wracając zaś do Apogee Control 2, jego ekran podzielony jest na kilka sekcji, wśród których szczególnie ważne są kanały, mikser i panel wyjść audio. Mamy także pasek narzędzi i boczny pasek systemowy (tutaj konfigurujemy interfejs, określając m. in. częstotliwość próbkowania). W oknie kanałów znajdziemy oba wejścia audio, które można też połączyć funkcją link i kontrolować symultanicznie w przypadku wejść stereofonicznych. Możliwe jest także odwrócenie polaryzacji. Tutaj także aktywujemy i edytujemy efekty na każdym kanale. Ponadto mamy do dyspozycji dwa kanały stereofonicznego playbacku, czyli wyjść z komputera (w większości wypadków po prostu wyjście z DAW). Obecność dwóch daje kilka dodatkowych możliwości, jak stworzenie osobnego miksu dla wyjść analogowych (monitorów) i słuchawek. W sekcji miksera ustawiamy poziomy i panoramy każdego z kanałów – obu wejściowych i obu playbacku. Ekran oferuje oczywiście precyzyjne wskaźniki poziomu każdego źródła czy wyjść. Słowem – mamy cały czas kontrolę nad każdym elementem. Jeśli miałbym na coś zwrócić uwagę, to moim zdaniem na panelu interfejsu przydałaby się dioda informująca o włączonym zasilaniu Phantom. Z pewnych względów to dość ważne, a o ile nie mamy na ekranie komputera otwartego Apogee Control 2, to nie wiemy, czy jest ono włączone, czy nie.

Ekran Symphony ECS Channel Strip

Przyjrzyjmy się na chwilę parametrom, jakie charakteryzują BOOM. A są one naprawdę bardzo dobre jak na produkt tej klasy cenowej, odpowiadające temu, czego oczekujemy od marki Apogee. Maksymalne poziomy wejściowe wynoszą +18 dBu dla mikrofonowego/Combo, +14 dBu dla liniowego. Maksymalny poziom wyjściowy to +15 dBu dla konwertera D/A oraz gniazda słuchawkowego. Pasmo przenoszenia obejmuje zakres od 20 Hz od 20 kHz. Konwerter A/D ma bardzo niski poziom całkowitych zniekształceń (THD + szum), wynoszący -101 dB, w przypadku konwertera D/A jest to -107 dB. Zakres dynamiki pierwszego z nich to 122 dB, drugiego 114 dB. Oczywiście faktyczne walory urządzenia to coś więcej niż same liczby, choć już one pokazują, że mamy do czynienia z narzędziem w pełni profesjonalnym. Generalnie można powiedzieć, że choć jest to niewielki i prosty interfejs, to głównie sprowadza się to do liczby wejść i wyjść oraz skromnego wyposażenia panelu. Choć mamy tylko dwa kanały wejściowe, są one wysokiej jakości, gwarantujące doskonały dźwięk. To samo można powiedzieć o wyjściach, także słuchawkowym, dysponującym znakomitym preampem. Nabywca interfejsu może – po jego zarejestrowaniu – uzyskać szereg korzyści, jak wtyczki Apogee Soft Limit, Neutral DSP Tone King czy Ableton Live w wersji Lite. Ponadto dostajemy 50% zniżki na inne wtyczki i pakiety Apogee. Nie da się ukryć, że to bardzo kusząca propozycja.

BOOM to idealna propozycja także dla osób zaczynających swoją przygodę z dźwiękiem.

Boom w praktyce
Producent zadbał o to, by nowy interfejs oferował dźwięk równie wysokiej jakości, jak znacznie wyższe modele i to się niewątpliwie udało. BOOM jest stosunkowo prosty w obsłudze, instaluje się bardzo łatwo, a Apogee Control 2 wydatnie ułatwia pracę i dzięki przejrzystej strukturze sprawia, że nawet mniej doświadczeni użytkownicy nie będą mieć problemów. Trzeba bowiem zauważyć, że jakoś tak przyjęło się przez lata obecności interfejsów na rynku, iż ich głównymi użytkownikami są muzycy, producenci muzyczni – słowem osoby mające specyficzną wiedzę i podejście do dźwięku. Omawiany model przenosi studyjną jakość dźwięku niejako pod strzechy, do domowych pracowni – nie tylko muzyków, ale także podcasterów, twórców treści dla YouTube, reporterów itp. Niekoniecznie są to zatem osoby obeznane z profesjonalną produkcją audio, ale chcące uzyskać równie doskonałe wyniki. BOOM to narzędzie dość intuicyjne, można samemu, metodą „na ucho”, sprawdzić wiele rzeczy, by uzyskać satysfakcjonujący rezultat. Interfejs sprawdza się nie tylko do nagrań, montażu i renderowania nagrań audio, ale także do transmisji na żywo. Przedwzmacniacz mikrofonowy charakteryzuje się bardzo dobrymi parametrami, choć trzeba uważać na mikrofony o mniejszej czułości, bowiem tutaj może się pojawić szum, dodatkowo podbity użyciem saturacji, czy kompresji. Nawiasem mówiąc w bloku efektów przydałaby się bramka. Warto wspomnieć, że BOOM został wszechstronnie przetestowany pod kątem współpracy z bardzo popularnym mikrofonem Shure SM7B, który jest jednym z częściej używanych do realizacji podcastów, vlogów, czy innych treści internetowych – wystarczy włączyć jakiś kanał YouTube, który zawiera rozmowy i tego typu materiały, a jest duże prawdopodobieństwo, że zobaczymy właśnie ten mikrofon. Bardzo przydatnym narzędziem jest tutaj Symphony ECS Channel Strip, pozwalający na dopracowanie wejściowego dźwięku, by na ślady DAW, czy do transmisji docierał on w najlepszej z możliwych postaci. Dość szybko możemy uzyskać pożądany rezultat i sprawdzić jak bardzo poprawił surowy materiał. Słowem, BOOM to bardzo udane i poręczne narzędzie do prostych prac domowych, ale gwarantujące nam uzyskanie naprawdę znakomitego dźwięku.

W zestawie otrzymujemy kabel USB.

Podsumowanie
Apogee kojarzy się z produktami dla wymagających profesjonalistów i nowy model tego wrażenia nie zmieni. Jest mały, prosty, ale wydajny i oferuje dźwięk jakiego od tej marki byśmy oczekiwali. Na pewno jest to bardzo interesująca propozycja dla wielu potencjalnych użytkowników – muzyków chcących popracować w domu, twórców podcastów, materiałów dla YouTube, czy podobnych serwisów, reporterów itp. Za bardzo rozsądną cenę otrzymują narzędzie najwyższej jakości, sprawiające, że ich produkcje wejdą na nowy poziom. Zainteresować się nim powinni także audiofile i melomani w jednej osobie, którzy szczególnie cenią sobie słuchanie muzyki z komputera za pomocą słuchawek, bowiem przeznaczony do nich przedwzmacniacz jest naprawdę wysokiej klasy.

Tekst: Dariusz Mazurowski, Muzyka i Technologia